wiadomości

stat

Migawka z historii: ryzykował życie, by wypłacić pensje

artykuł historyczny

1 lutego 1926 r. Echo Gdańskie opisywało perypetie polskiego chóru Lira, wyrugowanego z salki parafialnej na Starych Szkotach przez niemieckiego księdza. Spiewakom pomógł wtedy wyjątkowy człowiek, niezwykle zasłużony dla Polaków mieszkających w Wolnym Mieście Gdańsku.



W okresie międzywojennym na obszarze Wolnego Miasta Gdańska działało wiele polskich chórów i zespołów śpiewaczych. Jednym z nich był chór "Lira" funkcjonujący na terenie Starego Szotlandu (Starych Szkotów). "Lira" to nazwa typowa dla wielu polskich chórów tego okresu, kiedy to przeróżne "Lutnie", "Echa" czy "Cecylie" wypełniały swym śpiewem nie tylko Gdańsk, ale i całą II Rzeczpospolitą.

Nie sięgając jednak po dodatkowe źródła, o samym chórze można powiedzieć jedynie to, że korzystał z salki przy miejscowym kościele parafialnym (z dużą dozą prawdopodobieństwa był to kościół pw. św. Ignacego Loyoli) i że z początkiem roku doszło do zdarzenia opisywanego w cytowanej notce prasowej. Otóż miejscowy proboszcz, ks. Berent, kierując się pobudkami nacjonalistycznymi, uznał, że śpiew polski razi Niemców tamtejszychwyrzucił na bruk towarzystwo polskie.

W tym momencie na scenie pojawia się osoba zasłużonego dla Gdańska Jana Augustyńskiego, dyrektora Gimnazjum Polskiego. Zaoferował on chórowi tymczasowe schronienie w murach szkoły, usytuowanej na przedmieściu Petershagen (obecnie Zaroślak), przy ul. Am Weissen Turm 1 (dziś to ul. Jana Augustyńskiego zobacz na mapie Gdańska). Co ciekawe "Lira" już wcześniej korzystała z gościnności Gimnazjum, być może nawet rozpoczynając tutaj swoją działalność.

Jan Augustyński
Jan Augustyński
Warto zatrzymać się na dłużej przy sylwetce tego zasłużonego gdańszczanina: Jan Augustyński (1878-1943) pełnił funkcję nie tylko dyrektora Gimnazjum Polskiego (1925-1939), ale również wiceprezesa Zarządu Gdańskiej Macierzy Szkolnej. Nic więc dziwnego, że znalazł się na niemieckich listach Polaków przeznaczonych do szybkiego zamordowania. Po napaści III Rzeszy na Polskę we wrześniu 1939 r. szczęśliwym zbiegiem okoliczności uniknął jednak śmierci z rąk hitlerowskich oprawców: w ostatnich dniach sierpnia wyjechał do Katowic, na pogrzeb brata. Tutaj też zastał go wybuch wojny. Ostrzeżony o grożącym mu niebezpieczeństwie do Gdańska już nie wrócił, zaryzykował natomiast podróż do Gdyni, po to tylko, by... wypłacić nauczycielom zaległe pensje! Dopiero potem udał się do Warszawy, gdzie zamieszkał i gdzie zmarł w roku 1943.

Dziś, po latach, gdy w Polsce zapanował zupełny relatywizm moralny, obowiązkowość i sumienność Jana Augustyńskiego, jego poświęcenie dla pracy - nawet z narażeniem życia - wydają się dla nas współczesnych nieosiągalnym wzorcem. Augustyński nie przestał być dyrektorem gdańskiego Gimnazjum Polskiego do końca swego życia - klucz do szkoły przechowywał aż do swej śmierci.

Mając takich pedagogów za przykład, w działalność na rzecz polskiej oświaty angażowali się również uczniowie Gimnazjum: we wspomnianym "Echu Gdańskim" ukazała się wzmianka o sumie 23 guldenów i 10 fenigów oraz 1 zł i 10 groszy przekazanej na Gdańską Macierz Szkolną - z okazji setnej rocznicy śmierci Stanisława Staszica - przez klasę niższą tercję (oddział męski).



I tak oto kilka nutek potrafi zaprowadzić uważnego czytelnika do opowieści o wybitnym gdańszczaninie, polskiej oświacie... i ogłoszenia o dziewczęciu pracowitym, z lepszego domu, poszukującym samotnej pani...



Źródło: "Echo Gdańskie" nr 25 z 1 II 1926 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika