Margareta i Leon. Trudne losy dawnych sopocian

artykuł historyczny
Małgorzata Schulz z domu Lipczinska i jej mąż Leo Schulz.
Małgorzata Schulz z domu Lipczinska i jej mąż Leo Schulz. ze zbiorów Muzeum Sopotu

Dokumenty dotyczące Małgorzaty Schulz-Lipczyńskiej, siostry malarza Alberta Lipczyńskiego, rzucają więcej światła na losy rodziny i warunki życia, w jakich mieszkała w Sopocie po 1945 r. Pozwalają też poznać sylwetkę męża Małgorzaty, Leo Schulza, działacza Polonii sopockiej.



O Albercie Lipczyńskim czy też Lipczinskim, jak się podpisywał, i jego żonie Elizabeth wiemy sporo. Kilka lat temu prezentowaliśmy jego sylwetkę w artykule "Spacerował po Sopocie z papugą na ramieniu. Ptak przeklinał po niemiecku i angielsku".

Z kolei kilka dni temu w Sopockim Domu Aukcyjnym sprzedano za 100 tys. zł jego obraz "Portret Elisabeth z lustrem", na którym uwiecznił swoją żonę.

Portret Elisabeth z lustrem, autorstwa Alberta Lipczinskiego, został sprzedany na początku maja za 100 tys. zł podczas licytacji w Sopockim Domu Aukcyjnym.
Portret Elisabeth z lustrem, autorstwa Alberta Lipczinskiego, został sprzedany na początku maja za 100 tys. zł podczas licytacji w Sopockim Domu Aukcyjnym.
Znacznie mniej informacji mamy na temat nie mniej ciekawej siostry malarza, Małgorzaty (Margarety) Schulz, w której domu Lipczynscy mieszkali przez kilkadziesiąt lat.

Korzenie



Małgorzata była córką KlaryJosefa Lipczinskich, starszą siostrą Alberta. Lipczinscy pochodzili z Pucka. W Lęborku osiedlili się w 1857 r. Mieli czternaścioro dzieci.

Klara i Josef Lipczinscy
Klara i Josef Lipczinscy ze zbiorów Muzeum Sopotu
Małgorzata (Margareta) urodziła się 18 lutego 1869 r. Miała 17 lat, gdy 14 lipca 1896 r. wzięła ślub z Leonem Schulzem w kościele św. Jakuba w Lęborku. Leon Schulz wówczas pełnił funkcję inspektora w Głobinie (wówczas Gumbin) koło Słupska. Urodził się 13 stycznia 1861 r. w miejscowości Wętfie (wówczas Wentfin) koło Świecia.

Urzędowe tłumaczenie aktu urodzenia i chrztu Małgorzaty Lipczinskiej.
Urzędowe tłumaczenie aktu urodzenia i chrztu Małgorzaty Lipczinskiej. ze zbiorów Muzeum Sopotu
W odróżnieniu od ciążących ku niemczyźnie Lipczinskich Schulz miał zdecydowane poczucie polskiej świadomości narodowej.

Bankier polski Leon Schulz



Leon Schulz specjalizował się w bankowości, przez wiele lat pełnił funkcje w różnych bankach. Pod koniec XIX w. małżeństwo Schulzów pojawiło się w Sopocie. Zamieszkali w kupionej przez Leona dwukondygnacyjnej kamienicy przy Grunwaldzkiej 10 (Sudstrasse).

Dokument tożsamości Leo Schulza.
Dokument tożsamości Leo Schulza. ze zbiorów Muzeum Sopotu
Budynek powstał w XIX w. W 1898 r. dobudowano do niej od strony ul. Ogrodowej dwie dobudówki według projektu Karla Kupperschmitta.

Schulz nawiązał współpracę z mieszkającym już w kurorcie polskim działaczem, sędzią Alfonsem Chmielewskim. W drugiej połowie 1908 r. Schulz i Chmielewski rozpoczęli starania, aby otworzyć placówkę dającą ekonomiczne wsparcie mieszkającym tu Polakom.

Strona z ausweisu Leo Schulza.
Strona z ausweisu Leo Schulza. ze zbiorów Muzeum Sopotu
Idea banków ludowych będących instrumentem walki o polski stan posiadania w zaborze pruskim sprawdziła się już wcześniej w Wielkopolsce. Instytucje te ratowały pożyczkami zubożałe i zagrożone przejęciem przez Niemców gospodarstwa chłopskie, wspierały rzemieślników, kupców i innych polskich przedsiębiorców.

22 czerwca 1909 r. w Sopocie uroczyście otwarto polski Bank Ludowy. Siedziba instytucji mieściła się w należącej do Chmielewskiego willi "Quo Vadis" przy Powstańców Warszawy 5 (Nordstrasse). Dziś budynek już nie istnieje. Dyrektorem placówki był Leo Schulz - od początku aż do jego śmierci.

Prawdopodobnie w związku z planami Chmielewskiego, szykanowanego przez władze pruskie, który zamierzał przeprowadzić się do Wejherowa, w 1912 r. bank przeniesiono do kamienicy Schulza. Już rok wcześniej Leon przebudował front kamienicy, przerabiając werandy na balkony i adaptując parter na działalność biurowo-sklepową.

Obok Banku Ludowego na parterze ulokował się również sklep spółdzielczy z czytelnią polskich książek prowadzony przez Macierz Kaszubską.

Schulz z Małgorzatą zajmowali piętro i poddasze domu. Oficyny wynajmowali.

Jesienią 1919 r. w Sopocie u szwagra i siostry pojawił się Albert Lipczinski.

Małgorzata przejmuje majątek i dom po mężu



14 lutego 1920 r. w szpitalu Najświętszej Marii Panny (St. Marienkrankenhaus) na Dolnym Mieście w Gdańsku zmarł Leon Schulz. Schorowany przebywał tam od dłuższego czasu. 10 dni przed śmiercią, 4 lutego, wystawił notarialne pełnomocnictwo dla swojej żony.

Pełnomocnictwo dla żony Małgorzaty wystawione w szpitalu przez Leo Schulza.
Pełnomocnictwo dla żony Małgorzaty wystawione w szpitalu przez Leo Schulza. ze zbiorów Muzeum Sopotu
Leo Schulz został pochowany na sopockim cmentarzu katolickim. Kamienicę, jak i zarządzanie sprawami bankowymi przejęła wdowa.

Działania gospodarcze Schulza zabezpieczyły finansowo żonę aż do 1945 r. Po tej dacie wcześniejsze działania Schulza na niwie narodowej do pewnego stopnia chroniły zarówno Małgorzatę, jak i jej brata.

Bank Ludowy funkcjonował bez przeszkód w kamienicy przy Grunwaldzkiej 10 do września 1939 r. Czytelnia Macierzy Kaszubskiej działała do 1925 r. Potem funkcjonował tu sklep spożywczy, a także zakład fryzjerski Ericha Spendela.

Ciężkie czasy w nowej Polsce



W 1945 r. zarówno Albert, jak i jego siostra Małgorzata nie uciekają wraz z niemieckimi mieszkańcami kurortu. Nie chcą też wyjechać później w ramach akcji wysiedlania.

Z Albertem sprawa jest trudna. Słabo zna język polski. Nie ułatwia to funkcjonowania w nowej rzeczywistości.

Niedostatek, szykany i problemy dotykają też Małgorzaty. 30 kwietnia 1945 r. na posterunku Milicji Obywatelskiej w Biurze Rejestracji Ludności otrzymuje zaświadczenie kwalifikujące ją jako "Niemiec/ W.M. Gdańsk pochodzenia polskiego".

Również jako Niemka zostaje zarejestrowana w urzędzie miejskim 18 maja. Jej kamienica zostaje skomunalizowana, a do jej mieszkania wprowadzają się obcy ludzie. Właścicielka kamienicy musi się gnieździć z bratem i bratową w przybudówce od podwórza. Nowi lokatorzy przejmują też jej meble.

Poświadczenie



Małgorzata podejmuje walkę o uznanie jej jako Polki i odzyskanie mienia. 25 października 1945 r. Schulzowa zanosi do sopockiego magistratu "Poświadczenie".

Podpisani pod nim Cecylia Pisarek, Emilian Puppel, Wiktor RoszczynialskiZofia Berezowna zaświadczają, że:

Poświadczenie o polskości Leo Schulza i jego małżonki Małgorzaty Schulz z 25.10.1945 r.
Poświadczenie o polskości Leo Schulza i jego małżonki Małgorzaty Schulz z 25.10.1945 r. ze zbiorów Muzeum Sopotu
"Ob. Leon Szulc (...) rozwijał w latach 1909-1920 (...) ożywioną działalność w kierunku podtrzymania polskości i rozwinięcia idei demokratycznych. Założył (...) Bank Ludowy, który (...) po 2 latach przeniesiony został do własnego domu ob. Szulca (...).

Podkreślić trzeba, że w 1909 r., tj. w momencie kiedy Bank Ludowy został założony, sprawa niepodległej Polski wydawała się pogrzebana na zawsze nie tylko w opinii Europy, ale i znaczącej części społeczeństwa polskiego, tak że ob. Szulc, organizując Bank Ludowy, był pierwszym, który ideę polskości na tym terenie obudził, poważnie narażając się władzom niemieckim.

Celem Banku Ludowego było udzielenie pomocy materialnej drobnym rolnikom polskim na Pomorzu, którzy nie mogli liczyć na żadne poparcie ze strony banków niemieckich. Tak że idea narodowa ściśle łączyła się z ideą demokratyczną i to w czasie, gdy kapitalizm święcił swoje triumfy w całej Europie.

Prócz tego rozwijał ob. Szulc ożywioną działalność jako organizator i współpracownik polskich demokratycznych towarzystw jak Towarzystwo Ludowe, Macierz Szkolna, Sokół, Lutnia oraz innych.

W czasie pierwszej wojny światowej lokal Banku Ludowego służył na cele zebrań Rady Ludowej i innych organizacji polskich, był przez wiele lat, także po śmierci ob. Szulca, jedynym centrum polskości na terenie miasta Sopot, oparł się prześladowaniom reżimu hitlerowskiego i został zamknięty dopiero na początku wojny w 1939 r. Ob. Szulc był pierwszym pionierem polskości i demokracji na terenie miasta Sopotu."

Mienie Schulzów uznane za poniemieckie



Najbardziej znaną postacią z podpisanych był Wiktor Roszczynialski (1900-1972) polski działacz samorządowy w II RP, wójt gminy Rumia-Zagórze, rotmistrz rezerwy 18. pułku ułanów. Po wojnie - gdyński notariusz.

Brat Roszczynialskiego, ksiądz i działacz kaszubski, został zamordowany przez Niemców. Pozostali to mieszkańcy Sopotu, zapewne przedstawiciele sopockiej Polonii.

Pismo i działania pani Schulz przyniosły efekt w postaci tymczasowego zaświadczenia wydanego przez prezydenta miasta w 1946 r. i stwierdzającego, że ma ona obywatelstwo polskie.

W następnych latach sprawa ta została uregulowana prawnie. Wdowie po działaczu nie udało się jednak odzyskać mieszkania ani mebli zajętych w jej mieszkaniu przez nowych lokatorów.

30 grudnia 1946 r. skierowała pismo do Okręgowego Urzędu Likwidacyjnego z "Zastrzeżeniem przeciwko sprzedaży moich ruchomości".

Urząd Likwidacyjny m.in. sprzedawał nowym lokatorom "poniemieckie" wyposażenie w zajętych przez nich mieszkaniach.

Po przedstawieniu inwentarza takich przedmiotów i oszacowaniu ich wartości nowi lokatorzy mogli odkupić je od państwa za pośrednictwem Urzędu Likwidacyjnego, dzięki czemu stawały się one ich legalną własnością.

Tego chciała uniknąć Małgorzata Schulz. W swoim piśmie zapowiada, że w najbliższym czasie przedstawi dowody, że: "ruchomości znajdujące się w posiadaniu wspomnianych obywateli stanowią moją własność".

Dwa lata później sprawa była w zasadzie beznadziejna. Schulzowa nie tylko nie odzyskała mieszkania i mebli, ale jeszcze musiała płacić podatek lokalowy z odsetkami od nieruchomości zajętej przez kogo innego.

Jednocześnie urząd był jej winien 15 tys. zł, których nie oddawał. W styczniu 1948 r. przyszedł do kobiety urzędnik, który stwierdził, że wdowa po bankierze otrzyma owe 15 tys. zł, jeśli wpłaci natychmiast 3274 zł.

Małgorzata Schulz zapożyczyła się i wpłaciła żądaną sumę. W zamian otrzymała zestawienie, na podstawie którego miała odzyskać pieniądze. Sama.

78-letnia kobieta musiała prosić sąsiadów i znajomych, aby i w jej imieniu próbowali odzyskać pieniądze w wydziale podatkowym i finansowym. Nie wiadomo, czy i kiedy to się udało.

Małgorzata Schulz zmarła 29 października 1959 r.

Zaproszenie na urodziny angielskiej królowej



Wśród dokumentów zachowało się także zaproszenie do ambasady brytyjskiej w Warszawie dla Elizabeth, żony Alberta. Przyjęcie miało się odbyć z okazji urodzin królowej Elżbiety II. Nie wiadomo, czy Elizabeth skorzystała z zaproszenia.

Zaproszenie dla Elizabeth Lipczinski na uroczystość w ambasadzie brytyjskiej w Warszawie z okazji urodzin królowej Elżbiety II.
Zaproszenie dla Elizabeth Lipczinski na uroczystość w ambasadzie brytyjskiej w Warszawie z okazji urodzin królowej Elżbiety II. ze zbiorów Muzeum Sopotu
Na bilecie wizytowym nie ma daty, trudno zatem powiedzieć, czy pochodzi z lat 50., gdy Elizabeth starała się o wyjazd do Wielkiej Brytanii, czy jest o dekadę późniejszy. Niewielki biały kartonik prezentuje się bardzo dobrze, jakby został wypisany niedawno. Nie wyblakł nawet atrament, którego używał do wypisania blankietu urzędnik Jej Królewskiej Mości.

Opinie (19) 6 zablokowanych

  • (10)

    Mieszkańcy Sopotu to szczęściarze. Ktoś wybudował im świetne, wkomponowane w krajobraz budynki, a oni dostali to za darmo i dziś czerpią z tego zyski. Sopocianie- doceńcie to, że wasi przodkowie po wojnie przyjechali do Sopotu, a nie, dajmy na to, do Konina!

    • 34 6

    • Szkoda, że do Konina nie pojechali niejacy Kar....scy

      • 4 5

    • mocno naiwny punkt widzenia (2)

      Po pierwsze ci ludzie często stracili całe mienie w skutek działań wojennych lub powojennych przymusowych przesiedleń. Po drugi za wyposażenie mieszkań pozostawione przez ich poprzednich właścicieli musieli płacić polskim urzędom. Po trzecie, praktycznie nikt nie wiedział czy Sopot będzie częścią Polski, czy ponownie Wolnym Miastem. Te informacje nie był dostępne w 1945 i 1946 dla zwykłych ludzi.

      • 6 1

      • no i co? dziś wnuki tych ludzi mają piękne miasto. a w koninie mają szary blok.

        • 1 0

      • no i co z tego? dziś wnuki tych ludzi mają piękne miasto i są niejako z urodzenia bogaci (i otoczeni pięknem). Mówię o teraz, nie o dawno temu. Decyzje o przeprowadzce do Sopotu może nie były przemyślane, ale, jak się okazuje, bardzo dobre.

        • 3 0

    • 95% mieszkańców Sopotu zostało wysiedlonych po wojnie za Odrę. (4)

      "Po II wojnie światowej w 1945 Sopot został włączony do Polski, zaś pozostającą jeszcze w mieście ludność niemiecką wysiedlono, a ich miejsce zajęli Polacy Kresów Wschodnich i Polski Centralnej."

      • 1 0

      • Nie 95%.. Bez przesady. Matka mojej ciotki gdańszczanka, tzn ani niemka ani polka mieszkała pezed wojna (2)

        W Sopocie i po wojnie też. Nazwisko miała niemieckie a mimo to nikt hej nie ruszył po wojnie. Zmarła z 10 lat temu. Polacy po wojnie uznawali status takich osób, które dostawały obywatelstwo polskie.

        • 3 2

        • Tak było. (1)

          "Poważnym problemem, przed jakim stanęły władze, było uregulowanie sytuacji
          prawnej obywateli byłego Wolnego Miasta Gdańska. W tym celu, na mocy rozporządzenia wojewody z 16 lipca 1945 r., rozpoczęto akcję weryfikacji narodowościowej.

          Polegała ona na stwierdzeniu polskiego pochodzenia byłych obywateli WMG (Niemców i Polaków) i przeprowadzeniu wyraźnego podziału między ludnością polską a niemiecką.
          Do końca 1948 r. zweryfikowano pozytywnie 13 424 osoby.

          13.424 byłych obywateli WMG dostało po wojnie polskie obywatelstwo i zostało w granicach Polski.
          A przypomnę tylko, że w skład WMG wchodził Sopot, Gdańsk, Nowy Dwór Gdański, Nowy Staw, Oliwa (w 1926 przyłączona do Gdańska) oraz... 252 (!) wsie i przysiółki.

          Do tego w tych samych latach (1945-1947) w Gdańsku, zrehabilitowano 1993 osoby uznane za Niemców.

          Problemy powstawały przy zetknięciu się osadników z ludnością miejscową, ktorą traktowali oni jako niemiecką. Autochtoni byli szykanowani na równi z Niemcami, narażeni byli na grabieże szabrowników, którzy przybyli na Wybrzeże dla uzyskania korzyści materialnych. Młode władze nie zapewniały bezpieczeństwa tej grupie ludności, a wręcz przeciwnie często funkcjonariusze państwowi brali czynny udział w represjonowaniu rodzimych mieszkańców.

          Stan bezpieczeństwa tej grupy ludności, nawet po uzyskaniu obywatelstwa był fatalny. Działo się to często z poparciem władz lokalnych. Szczególne nasilenie działalności przestępczej tego typu wystąpiło w powiecie gdańskim. Prowodyrem prześladowań ludności rodzimej był tam komendant Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Pruszczu Gdańskim porucznik Zakrzewski. Kierował on do transportów wysiedleńczych całe rodziny autochtonów uznając ich za Niemców, mimo posiadanych zaświadczeń weryfikacyjnych. Tolerował rugowanie ich z gospodarstw, eksmisję z mieszkań, przemoc fizyczną, aresztowania i kradzieże. Wszelkie interwencje u starosty powiatowego w Gdańsku nie odnosiły skutku."

          • 1 0

          • I tak już zostało. Wystarczy, że na tym portalu pojawi się jakiś artykuł "Kaszuby". Kanonada hejtu, i to ze strony tych niby tolerancyjnych, tęczowych, lewicowych.

            • 0 0

      • Ot, takie przetasowanie ludności.

        • 0 0

    • To nie jest wina moich dziadkow, ze im Niemcy dom w Warszawie zburzyli !

      Gdyby nie to, oni by z Warszawy nie wyjezdzali ! Nawet do Sopotu.

      • 2 1

  • Zaraz, zaraz.... (1)

    Czy przypadkiem rodzina Lipczyńskich nie miała wytwórni fortepianów i pianin w Gdańsku? Czy ktoś coś wie na ten temat? Może Pan Tomasz coś wie na ten temat?

    • 1 4

    • Fabryka fortepianów

      Fortepiany marki Lipczinsky powstawały w gdańskiej wytwórni Maksymiliana Józefa, starszego brata, malarza. Montowaniem tych instrumentów zajmował się też w Lęborku, ojciec obu braci,wspomniany w tekście Józef. Więcej na temat gdanskiej wytwórni fortepianów Lipczinsky można poczytać tu: https://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=lipczinsky_MAX_joseph

      • 4 1

  • Bardzo ciekawy artykuł.Warto wspomnieć,że monograficzna wystawa obrazów Lipczyńskiego była kilka lat temu w Zielonej Bramie.Tam

    też ten piękny portret żony.

    • 6 2

  • Za 100 tys. wylicytowany plus opłaty - nabywca zapłacił 125 tys.

    • 2 3

  • Niech sobie poczytają z uwagą artykuł ci, którzy głoszą jakieś wymysły o tożsamości miejskiej.

    • 5 3

  • Korekta a propos Wiktora Roszczynialskiego

    Dziękuję za ciekawy artykuł. Wkradła się do niego jedna nieścisłość - Wiktor, gdyński notariusz, miał brata Edmunda (ksiądz, wejherowski proboszcz, zamordowany w 1939) oraz drugiego brata, Hipolita, - to on był rotmistrzem i przedwojennym wójtem Rumi, też został zamordowany w 1939 roku, w Piaśnicy.

    • 10 1

  • Sopot to twor przedtepczy

    Cinkciarze i innych orientacji,tam nic nie może się udać

    • 0 4

  • Chcemy więcej takich artykułów!

    • 4 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Co symbolizują rzeźby zdobiące Złotą Bramę?