wiadomości

stat

Lud ognisty. Gdańscy kanonierzy i strzelcy

artykuł historyczny
Armaty w Twierdzy Wisłoujście
Armaty w Twierdzy Wisłoujście fot. Krzysztof Kucharski

"Ludem ognistym" w dawnej Rzeczypospolitej nazywano czasem artylerzystów. Czarny proch strzelniczy zmienił pola bitew. Można zaryzykować stwierdzenie, że je zdemokratyzował. Praktycznie każdy, po odpowiednim przeszkoleniu, mógł zastrzelić zakutego w zbroję szlachetnie urodzonego arystokratę.



Tak było z obsługującą muszkiety i karabiny piechotą. Jednak obsługa armaty, moździerza, haubicy wymagała czegoś więcej niż tylko skierowania lufy w kierunku celu. Ocena odpowiedniej odległości, obliczenie kąta toru pocisku czy dopasowanie ładunku prochowego do typu pocisku wymagały niemałych umiejętności matematycznych.

Dlatego tez artylerzyści byli "ludźmi uczonymi", umieli pisać i czytać, znali arytmetykę, geometrię i trygonometrię.

Gdańsk był twierdzą otoczoną całym systemem obwarowań. Potężne fortyfikacje nowożytne rozbudowywano od wieku XVI, osiągając apogeum swojego rozwoju pod koniec wieku XVII. Do obrony tak rozległych obwarowań potrzebna była liczna artyleria. Gdańszczanie słynęli z jej produkcji, zaś gości odwiedzających miasto zachwycała jej jakość i ilość.

W XVIII stuleciu miasto miało kilkaset dział różnych typów. W tym także armaty polowe, które niejednokrotnie gdańscy żołnierze zabierali ze sobą na wyprawy, których celem była obrona wiejskich posiadłości miasta.

Stanowisko armaty przy Bramie Oliwskiej, rok 1765. Rycina M. Deischa. Zbiory portalu Polona.
Stanowisko armaty przy Bramie Oliwskiej, rok 1765. Rycina M. Deischa. Zbiory portalu Polona.
Podczas Wielkiej Wojny Północnej dość często używano ich na Żuławach przeciw grasującym wojskom wszystkich stron konfliktu. Dały się we znaki i wojskom koronnym, które próbowały wymusić bezprawnie kontrybucje.

Do obsługi takiej ilości sprzętu potrzebni byli oczywiście odpowiedni fachowcy.

Artyleria Gdańska składała się z trzech głównych formacji

  1. regularnej artylerii garnizonu w sile około 120 ludzi,

  2. artylerii obywatelskiej obsługiwanej przez mieszczan,

  3. ochotniczych kanonierów.


Tej ostatniej formacji przyjrzymy się bliżej. Była to kompania kanonierów i strzelców, stworzona na bazie dwóch, istniejących od średniowiecza bractw strzeleckich. Jej członkowie, oprócz obowiązkowych ćwiczeń strzelania z armat i sztucerów, musieli pełnić obowiązki wartownicze.

Dokument ją powołujący powstał w roku 1710. To bardzo ważna data w historii gdańskiej wojskowości ze względu na dużą liczbę rozporządzeń wtedy wydanych. Od początku wieku XVIII wprowadzano w gdańskim garnizonie i oddziałach obywatelskich szereg reform. Ustalono nowy regulamin musztry wzorowany na niderlandzkim, jednolite umundurowanie, wymieniono całą ręczną broń palną z lontowej na skałkową, wprowadzono do użycia bagnety tulejowe, usystematyzowano również funkcjonowanie systemu nadzoru nad wojskiem.

Głównym autorem tych reform był major von Conradi, zafascynowany reformami wojskowymi wprowadzonymi w Niderlandach pod koniec wieku XVII. Gdańsk musiał szybko unowocześnić swój arsenał. Trwała wtedy wielka wojna północna, miasto musiało bronić swojego terytorium nie tylko na drodze dyplomatycznej, ale też często zbrojnie. Przykładem mogą być krwawe starcia z Sasami na Oruni czy ze Szwedami na Chełmie.

Wciąż brakowało jednak ciągle dobrych artylerzystów. Jedno działo obsługiwało od kilku do kilkunastu ludzi. Teoretycznie do jego obsługi wystarczał jeden kanonier plus kilku żołnierzy piechoty, którzy tylko wykonywali jego polecenia.

W związku tym zapotrzebowaniem 7 marca roku 1710 postanowiono:

"Zgodnie z wymaganiem na obecne czasy Rada nakazuje obywatelom powołanie kompanii kanonierów, z której usług można by korzystać w czasie zagrożenia i która ma korzystać z armat miejskich. Rada przedyskutowała i ustaliła poniższe artykuły, potwierdza je i zaleca. Szlachetna Rada będzie miała swobodę rozporządzania, co później zapewni kompanii lepszą organizację, dyscyplinę i dobry porządek, a także, aby lepiej zmieniać i usprawniać te punkty, a punkty są następujące":
Artykuł I 

"Ta kompania strzelców i kanonierów nigdy nie powinna być rozwiązywana ani zwolniona".
Artykuł II

"Gdy ten oddział ma być powiększony, żaden obywatel ani mieszkaniec nie powinien być do niego przyjęty, zanim nie odbędzie próby z obsługi armaty i uznany zostanie za odpowiedniego, i zapisany przez zwierzchnika z Rady".
Artykuł III

Jak silna ma być ta kompania, określi Rada, do tego czasu ma mieć tylko 300 ludzi.
Jak widać, rada miejska chciała mieć pewność co do umiejętności potencjalnych kanonierów. Mimo formy ochotniczej postanowiła też kontrolować jej liczebność i regulacje. Aby zachować formę obywatelską, postanowiono jednak:

Artykuł IV

"Rada wybiera kapitana spośród dwóch ludzi zaproponowanych przez kompanię spośród jej szeregów. Jednakże porucznika i chorążego spośród dwóch ludzi nieproponowanych przez kompanie. Podoficerów będą wybierać spomiędzy siebie, dając im prawo do dowodzenia. Jednak każdy oficer będzie otrzymywał potwierdzenie swojej szarży przed Radą".
Rozporządzenie dla kompanii kanonierów i strzelców z roku 1733. Ze zbiorów portalu Polona.pl
Rozporządzenie dla kompanii kanonierów i strzelców z roku 1733. Ze zbiorów portalu Polona.pl
Czyli możecie wybrać spośród swoich, ale i tak rada musi zatwierdzić. To dość typowe dla gdańskich zarządzeń, których ostatni głos zawsze należał do rajców. Zatwierdzono również, aby nowi kanonierzy mieli sprzęt do ćwiczeń, określono też częstotliwość strzelań i kary za nieobecność na nich. W regularnych armiach tamtych czasów kary były cielesne, jednak w przypadku formacji mieszczańskich (szczególnie kupieckich) szybciej dyscyplinowały kary pieniężne:

Artykuł IX

"Aby ta kompania miała wyszkolonych ludzi, należy im przydzielić dwie dobre armaty razem z darmowym prochem i dobrymi kulami, z którymi powinni ćwiczyć cztery razy w roku [...]".
Artykuł X 

"Podczas strzelania wszyscy z tej kompanii powinni być obecni. Jeżeli ktoś nie ma usprawiedliwienia do okazania z każdej nieobecności, za to zapłaci karę od 2 do 3 florenów. Gdyby nie było go czterokrotnie bez usprawiedliwienia, Rada może ukarać go surowo łącznie z usunięciem z kompanii bez prawa powrotu".
W roku 1733 wydano dodatkowe rozporządzenie dla kompanii kanonierów i strzelców. W mieście schronił się król Stanisław Leszczyński i spodziewano się nadejścia wojsk rosyjskich i saskich wspierających jego przeciwnika Augusta III. Szykowano się więc do oblężenia.

Od roku 1710 musiały nastąpić jakieś nieprawidłowości. Z tego punktu możemy wnioskować, że panowie kanonierzy nie zawsze zgadzali się co do swoich kompetencji i musiało dochodzić do konfliktów między nimi:

Artykuł II

"Zakłada się, że każdy kanonier i strzelec jest traktowany jak oficer w tej kompanii. I oficerowie, zgodnie ze swoją rangą, okazują szacunek należny drugiemu i wydają swoje polecenia, pamiętając o grożących im karach".
Trzeba przyznać, że to wysokie aspiracje. Każdy chciał być traktowany jak oficer i zapewne jeden nie chciał wykonywać poleceń drugiego. W związku z tym Rada postanowiła formalnie uznać ich wszystkich za oficerów, byleby wywiązywali się z obowiązków.

Kolejny artykuł daje nam wgląd w osobiste wyposażenie kanoniera:

Artykuł III

"Każdy człowiek, który staje na warcie, powinien mieć karabin, który jest szmatką w środku wyczyszczony, oporządzony i sprawny. Powinien mieć patrontasz z 12 ładunkami prochowymi i 12 kulami, kwadrant, cyrkiel, tabliczkę, linijkę, wosk i kredę ze sobą. Oficer, który dowodzi zmianą, przed wyruszeniem z głównego posterunku ma to wszystko sprawdzić i jeżeli coś złego zaobserwuje, ma to zameldować kapitanowi, który zdecyduje, czy danemu człowiekowi należy się kara. Jeżeli oficer coś zatrzyma w tajemnicy, to poniesie podwójną karę".
Patrontasz to inaczej ładownica, skórzana torba na szerokim pasie przerzuconym przez ramię. W niej trzymano ładunki, czyli papierowe tulejki wypełnione prochem, często razem z ołowianą kulą.

Armaty w Twierdzy Wisłoujście
Armaty w Twierdzy Wisłoujście fot. Krzysztof Kucharski
Zwrócono też uwagę na stan broni palnej, pamiętajmy, że nie znano wtedy stali nierdzewnej i karabiny wykonywano z materiału, który przy odrobinie wilgoci pokrywał się rdzą.

Kwadrant, cyrkiel i linijka to przedmioty, dzięki którym kanonier mógł obliczyć odległość strzału z armaty czy namierzyć cel. Często przed spodziewanym oblężeniem w odpowiedni sposób znakowano na przedpolu odległości od wału, co potem pomagało obrońcom celnie strzelać do przeciwnika. Tabliczka i kreda służyły do wykonywania szybkich wyliczeń matematycznych.

Jak to zwykle bywa od tysięcy lat, jednym z największych problemów w oddziałach wojskowych jest nadużywanie alkoholu na służbie:

Artykuł VI

"Wszyscy kanonierzy, którzy stoją na warcie, pilnie powinni zwracać uwagę na to, do czego są zobowiązani, zachowywać się spokojnie, cicho i przyjaźnie żyć ze swoimi towarzyszami. Jeżeli ktoś zostanie znaleziony pijany na warcie, ten zostanie odesłany do domu i ukarany 8 florenami grzywny".
Czasem komuś mogło wpaść do głowy, aby przekupić kolegę dowodzącego i wrócić chłodną nocą do domu pod pierzynę. Co ciekawe, usunięciem z kompanii karano wtedy tylko tego, który przyjął korzyść materialną:

Artykuł VII

"Nikt nie powinien opuszczać posterunku, chyba że uzyskał zwolnienie po uprzednim zapytaniu swojego dowódcy. Ten, kto przebywa na zwolnieniu dłużej, niż pozwolił mu oficer, powinien być ukarany. Ale jeżeli oficer pozwoli komuś odejść z warty za pieniądze, dla swojego zysku, to tak samo powinno być surowo ukarane i powinien być usunięty z kompanii. Taka osoba zostanie uznana za nieodpowiednią".
Jako formacja obywatelska panowie kanonierzy zapewne mieli obiekcje w przyjmowaniu poleceń od zawodowych artylerzystów z miejskiego garnizonu. Przypominano więc:

Artykuł XIII

"Gdyby kompania miała pójść pod rozkazy wyznaczonego przez Radę pana z Artylerii Miejskiej na rozkaz kapitana lub pod nieobecność porucznika, oficerowie powinni zostać zebrani jako kanonierzy i nikt nie powinien zawieść. I zawsze meldować o nieobecności. Żądanie i wypełnienie wspólnej kary odbywa się pod określonymi warunkami, każdy oficer odnotowuje nieobecnych, a oni są zobowiązani poddać się karze, na mocy której zostali skazani".
Panoplia z gdańskim sprzętem wojskowym. Sień Gdańska.
Panoplia z gdańskim sprzętem wojskowym. Sień Gdańska. fot. Krzysztof Kucharski
Podczas oblężenia roku 1734 kompania kanonierów i strzelców spisała się bardzo dobrze. W związku tym utrzymano jej istnienie także później.

O tym, jak ceniono jej członków, może świadczyć fakt, że w roku 1756 otrzymali mundury, były to niebieskie kurtki z żółtymi guzikami i trójrożne kapelusze z taśmą. Kamizelki oficerów miały kolor żółty z obszyciem ze złotej taśmy, dano im szpontony, czyli rodzaj halabardy, jak garnizonowym oficerom. Szeregowi strzelcy mieli strzelbę i nóż myśliwski noszony na pasie umieszczonym wokół bioder, na którym była też z przodu umieszczona ładownica.

Na własny koszt bractwo wystawiło dwóch, a potem trzech trębaczy przy kompanii, umundurowano ich w  niebieskie kurtki z żółtymi sznurami i kapelusze ze złotą taśmą. W 1762 roku zakupiono dla kompanii dwie małe armatki.

Co ciekawe, jest to najdłużej istniejąca gdańska formacja wojskowa. Jej członkowie brali jeszcze udział w walkach przeciwko Prusakom zajmującym Gdańsk w roku 1793. Prusacy jednak kompanii nie rozwiązali, w przeciwieństwie do regularnego garnizonu gdańskiego. Naszych kanonierów przekształcono w klasyczne bractwo kurkowe, które formalnie istniało do początku XX wieku i korzystało ze strzelnicy u podnóża Góry Gradowej.

To tylko jedna z wielu formacji tworzących w czasach I Rzeczypospolitej militarny potencjał Gdańska i świadczących o materialnej i wojskowej sile miasta w czasach przedrozbiorowych.

Bibliografia
Gralath D., "Versuch einer Geschichte Danzigs", Berlin 1791.
Hahlweg W., "Das Kriegswesen der Stadt Danzig", Osnabruck 1982.
"Historia Gdańska", tom III, Gdańsk 1993.

Opinie (20) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1585 Przywilej Stefana Batorego dla Gdańska opis Najpierw cło palowe podniesiono o 100 proc., a potem podział dochodów z niego przeznaczono po połowie dla króla i miasta.

Sprawdź się

Kto otrzymał pierwszy numer telefoniczny w Gdańsku?