• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

W 1936 r. gdynianie świętowali sylwestra w Sopocie i Gdańsku

Jarosław Kus
3 stycznia 2022, godz. 10:00 
Opinie (17)
Najnowszy artykuł na ten temat Czynsz przed sezonem letnim wzrósł o 50 proc.
Tak prezentowała się w roku 1936 wspomniana w artykule Wielka Aleja, która w przerwie bożonarodzeniowej zapełniła się tłumami spacerowiczów. Tak prezentowała się w roku 1936 wspomniana w artykule Wielka Aleja, która w przerwie bożonarodzeniowej zapełniła się tłumami spacerowiczów.

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do grudnia roku 1936. Tym razem przeczytamy m.in. o fatalnej pogodzie na Wybrzeżu czy o brutalnym pobiciu Polaka, dokonanym przez hitlerowców w Oliwie. Przeczytamy również o mieszkańcach Gdyni, którzy tłumnie ruszyli świętować sylwestra w... Sopocie i Gdańsku.



Gwiazda Betlejemska - "kto zaobserwował (...), proszony o nadesłanie swych spostrzeżeń" - która niespodziewanie przemknęła nad Polską w grudniu roku 1936, sprawiła, że na Wybrzeżu święta Bożego Narodzenia upłynęły pod znakiem "huraganowego sztormu".

Niestety, wbrew powszechnym oczekiwaniom wcale nie były białe. Sztorm "rozpętał się z niebywałą mocą w dzień wigilijny i trwał bez przerwy do przedpołudnia pierwszego święta Bożego Narodzenia".

Wprawdzie "gwałtowna burza" katastrofalnych strat nie spowodowała, była jednak w stanie przewrócić na bulwarze nadmorskim w Karwi furmankę zaprzężoną w dwa konie oraz zasiać w gdańskich sercach niepewność co do losów parowca Marie Siedler. Oczami wyobraźni wielu gdańszczan widziało go zatopionym w odmętach Morza Niemieckiego (pol. Morza Północnego).

Na szczęście, jak się dość szybko okazało, "okręt ten z pewnym opóźnieniem i z lekkimi uszkodzeniami zawinął do portu w Dublinie". Jednostka poszła pod wodę dopiero osiem lat później, w czasie wojny, kiedy to zbombardowało ją sowieckie lotnictwo.


W Gdyni - mieście, które Katie Melua mogłaby rozsławić jako miasto pięciu tysięcy pięciuset wagonów* - huraganowy wiatr zerwał "tylko" jedenaście dachów. Na szczęście "nawałnica miała charakter przejściowy", więc "po wichurze nastąpiło rozpogodzenie i święta zeszły pod znakiem słonecznej pogody".

Dodajmy jednak, że zupełnie bezśnieżnej... Pomijając tę "drobną" niedogodność, można więc uznać, że "naogół przebieg świąt na ulicach Gdyni był spokojny".

"Kroniki policyjne nie notowały też żadnych poważniejszych wypadków". Gdyńskie święta były zatem nadzwyczaj spokojne i upłynęły w bardzo miłej - nie tylko dla bezrobotnych kelnerów - atmosferze.


Jednak dla wielu gdynian ta świąteczna atmosfera jest chyba za bardzo spokojna. Nie dziwi więc wcale, że "w okresie świąt, a szczególnie na sylwestra Gdynia wyludnia się niemal doszczętnie". Dlaczego?

"Wszystko, co chce się zabawić, wieje do Sopot [przedwojenna, polska nazwa miasta brzmiała "Sopoty" - dop. red.] i Gdańska, w którym - specjalnie na czas nadchodzącego, sylwestrowego szaleństwa - zniesiono właśnie godzinę policyjną.

Spragnionych rozrywki gdynian nie zniechęcają nawet coraz liczniejsze przypadki napaści ze strony "rozwydrzonych hitlerowców".


Lecz mimo wszystko gdańskie "pokłosie świąteczne" przedstawia się w roku 1936 dość podobnie do gdyńskiego. W święta "piękna pogoda, coprawda niezimowa, bo bez śniegu i mrozu, lecz jesienna".

Najbardziej cieszą się z niej "oczywiście biedacy, których nie bardzo stać na opał", oraz... służby odpowiedzialne za zimowe utrzymanie miasta, bo odśnieżać nie ma czego. Również i tutaj "w wigilię dął dość ostry wiatr, lecz w pierwsze i drugie święto świeciło nawet słoneczko".

Było więc tradycyjne, wigilijne kolędowanie na ulicach, milknące pod wieczór oraz "kolendy", płynące z wież kościołów św. Katarzyny i Panny Maryi oraz ratuszowej. Potem wszelki ruch w mieście zamarł i "dopiero przed północą huczące dzwony kościołów katolickich zwoływały wiernych na pasterkę".

W kolejne świąteczne dni "z powodu pięknej pogody sznury spacerowiczów snuły się w Wielkich Alejach między Gdańskiem a Wrzeszczem, a poza tym urządzano dalsze przechadzki w lasy i góry pod Wrzeszczem i Oliwą".

Dodajmy jeszcze, że przez te "trzy dni świąt kina były przeważnie przepełnione, lecz restauracje i kawiarnie nie cieszyły się tak wielką frekwencją". Dorzuciwszy do tego obrazu liczne obchody gwiazdkowe urządzane w okresie okołoświątecznym, mamy już z grubsza ogląd gdańskiego świętowania w roku 1936.


Nie wiemy tylko jednego: czy ów świąteczny spokój to efekt poważnego potraktowania "kilku przestróg świątecznych", czy też cisza przed nadchodzącą burzą sylwestrowego szaleństwa?


* Oczywiście gdyby tylko urodziła się znacznie wcześniej. Ponieważ jednak tak się nie stało, w roku 2005 rozsławiła dziewięć milionów rowerów z Pekinu...

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 291 z 19-20 grudnia 1936 r. i nr 296 z 28 grudnia 1936 r., "Dziennik Bydgoski" nr 301 z 29 grudnia 1936 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 359 z 28 grudnia 1936 r. oraz "Słowo Pomorskie" nr 296 z 20 grudnia 1936 r. i nr 301 z 28 grudnia 1936 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie (17)

  • Centrum Gdyni kiedyś jak i teraz jest opustoszałe. Nawet w Sylewstrową noc zebrała się garstka ludzi

    polityka władz miasta, płatne parkowanie każdego dnia od 8 do 20 zabiły życie w centrum miasta

    • 46 7

  • Nuda powialo, bo nic sie nie dzialo.

    • 11 4

  • Hmm

    Jak to musiało być pięknie wtedy, wspólne kolędowanie na ulicy. Gdyby nie wojna i później komuna te tradycje trwałyby nadal

    • 20 6

  • nieznany czas

    czas który już nigdy nie powróci ! jest tylko w sercach niektórych z nas

    • 5 1

  • A więc nic się nie zmieniło. Nadal Gdynia na dobrą zabawę, imprezę jedzie do Sopotu czy Gdańska i także nic się nie zmieniło do plotkarstwa, zawiści, kombinatorstwa

    • 13 4

  • Teraz gdynianie uciekaja z centrum takze w weekendy

    Po tym jam kucyk nastawial parmomatow wszedzie poza parkingiem dla Urzednikow

    • 21 1

  • Fajerwerków nie było...

    • 0 2

  • Gdynia to była

    jest i będzie wiocha rybacka. Mentalność bez zmian. Piszę to niestety jako Gdynianin.

    • 6 6

  • Taka zrabana pogoda sztormowa w Wiglie to był zły znak że wisi nad Polakami niebezpieczeństwo że strony germamncow dlatego wypady do Gdańska powinny mieć na celu pokazania germancom siłę polskich pieści.

    • 0 1

  • To że jesteś wsiunem mieszkającym w mieście nie znaczy że mieszkasz na wsi panie powsinoga

    • 1 2

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Pierwszym kinem w Gdyni, otwartym w 1926 roku, było: