wiadomości

stat

'Kto w jego śpi obrębie, ten już wszystko wie o dębie...'

artykuł historyczny
Historyczny dąb, który na ul. Portowej w Gdyni rósł na pewno do końcówki lat 30. XX wieku.
Historyczny dąb, który na ul. Portowej w Gdyni rósł na pewno do końcówki lat 30. XX wieku.

Kilka tygodni temu wspominaliśmy o pomyśle upamiętnienia historycznego dębu, który rósł przed laty na środku ulicy Portowej w Gdyni. Okoliczności, w jakich to wiekowe (o metryce co najmniej średniowiecznej) drzewo zniknęło z gdyńskiego krajobrazu, nie są jasne: trudno nawet jednoznacznie orzec, czy dąb ścięto jeszcze przed rokiem 1939, czy już pod niemiecką okupacją. Dębem interesowano się już przed wojną.



Osiemdziesiąt lat temu, gdy sprawą dębu zajęła się "Gazeta Gdańska" z 3 sierpnia 1937 r., los drzewa nie był jeszcze jednak ostatecznie przesądzony, o czym świadczy list Zofii Plewińskiej-Śmidowiczowej.

Z jego lektury dowiadujemy się, że "stary dąb z rozkrzyżowanymi ramionami, na jezdni ulicy Portowej", był wówczas pomnikiem - symbolem jednoznacznie kojarzonym z miastem, a "ktokolwiek zwiedzał Gdynię, ten widział i podziwiał prastare to drzewo". Wiele osób domagało się jednak jego wycięcia, ponieważ "dąb zagradzał jezdnię", za nic mając sobie to, że był on nie tylko pomnikiem historii, ale też uosobieniem tradycji - "nie tej tradycji złej, tradycji piasków, mokradeł, lichych chat i złych dróg niegodnych nowoczesnego miasta, ale tradycji pięknej" - i "zielonym uśmiechem boru pośród wyniosłych murów".

Przytoczony w liście opis stanu drzewa zbliża nas do wyjaśnienia powodów jego zniknięcia z miejskiego krajobrazu (tutaj funkcjonują różne wersje tego smutnego końca): wiadomo więc, że w roku 1937 dąb obramowany był "wąskim kamiennym pierścieniem", który - jak zauważyła pani Zofia - mógł przyczynić się do obumierania drzewa. Bo przecież wszystkim jest "wiadomo, że korzenie drzewa rozpościerają się pod ziemią mniej więcej tak szeroko, jak sięga obwód jego korony", a "warstwa porowatej ziemi przykrywająca korzenie, przepuszcza wilgoć niezbędną dla życia rośliny" i że "w tę ziemię przecie wsiąkają życiodajne deszcze". Dlatego też ogrodnicy miejscy "pozostawiają wokoło (...) obwód wolny od płyt chodnika przynajmniej metrowej średnicy", co zapewnia drzewom prawidłowy i zdrowy wzrost. Dąb z ulicy Portowej dusił się natomiast "pod jezdnią z asfaltu w pierścieniu, którego odległość od mocarnego pnia, wahała się od 25 - 40 cm", a niewielka powierzchnia, mającej zapewnić mu życie ziemi, była "ubita twardo jak klepisko" i zasypana śmieciami. Czy w tej sytuacji mogło więc w ogóle kogoś dziwić to, że "gałęzie dębu częściowo usychały"? Jego sytuacji nie poprawiał też brak odpowiedniej opieki, o czym świadczy fakt, że "liście drzewa, widocznie nie spryskiwane nigdy płynem przeciw szkodnikom", były "pokryte od spodu tarczowatymi pasorzytami [!]" i "pożerane przez liszki".

Jak wszyscy wiemy, wiekowy dąb ostatecznie z Gdyni zniknął, "nie ze starości, ale z braku najniezbędniejszych warunków istnienia". Jakże proroczo brzmią w tym kontekście słowa sprzed lat: "Gdynia za żadną cenę nie kupi sobie starego dębu z kilkusetletnią tradycją", bo po prostu "patriarchy kupić sobie nie można"...

Problemów "najmłodszemu miastu Rzeczpospolitej" przysparzała jednak nie tylko historia... W tym "olbrzymim, bo ponad 100-tysięcznym skupisku ludzkim", mieszkańcom szczególnie dotkliwie dawał się we znaki brak wystarczającej liczby mieszkań.

Problem dotykał przede wszystkim najbiedniejszych, którzy szukając jakiegokolwiek dachu nad głową, zamieszkiwali nawet w barakach, będących "niekiedy nędznymi lepiankami służącymi jako mieszkania". W latach 30. całe osiedla takich baraków pojawiały się w różnych miejscach śródmieścia, a "próby usuwania zbyt natrętnie wciśniętych w śródmieście kolonii barakowych kończyły się najczęściej niepowodzeniem, gdyż usunięte w jednym miejscu rudery, jak grzyby po deszczu - pojawiały się w mrocznych zakamarkach uliczek i placów w liczbie zwiększonej".

By rozwiązać ten problem, podjęto decyzję o budowie "nowego, przyszłego, europejskiego osiedla barakowego", zlokalizowanego w pobliskim Chwarznie.

"Usuniętym z terenu miasta mieszkańcom często nielegalnie pobudowanych baraków" przekazano "podziałki [!] o powierzchni ca 2000 m kw.", które - co ciekawe - z inicjatywy Towarzystwa Budowy Osiedli obsadzano kartoflami. Każdy osadnik otrzymywał też: plany baraku, cztery tysiące cegieł oraz pomoc w zakupie i transporcie tanich materiałów budowlanych.

I chociaż Chwarzno leżało wówczas "dość daleko poza miastem za Witominem" na "terenie administracyjnym powiatu Wejherowo", to jego przyszli mieszkańcy, "obywatele Gdyni", mieli zagwarantowane zachowanie "nabytych praw stałych mieszkańców Gdyni". W dalszej przyszłości planowano również "administracyjnie wcielenie [Chwarzna] do Wielkiej Gdyni". Niestety, pewne uczucie niedosytu pozostawiało jednak nieco ślamazarne tempo realizacji całego przedsięwzięcia.

Dzisiejszą podróż w czasie nad polskie morze wyjątkowo kończymy nie w wodzie, lecz w powietrzu. W pierwszej połowie sierpnia - "dorocznym zwyczajem" - w czasach II Rzeczpospolitej odbywały się obchody Tygodnia Lotniczego.

Z inicjatywy Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej organizowano imprezy, których celem była popularyzacja rozwoju lotnictwa i sportu lotniczego oraz finansowanie zakupu samolotów dla wojska. W Gdyni promowano awiację urządzając dwie wystawy, dancingi (w tym jeden "z udziałem znanego artysty Aleksandra Żabczyńskiego", jednego z najpopularniejszych polskich aktorów dwudziestolecia międzywojennego) oraz oferując "niebywałą atrakcję", czyli "wycieczką na pełne morze" z "dancingiem" (przy udziale "dwóch orkiestr salonowych").

Dochód z imprezy przeznaczono "na dozbrojenie Lotnictwa, jednej z najważniejszych broni doby obecnej".

*tytuł artykułu jest cytatem z wiersza Jana Brzechwy, "Poszła w las nauka"

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 176 z 3 sierpnia 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

kalendarz historyczny

1927 Otwarcie synagogi Przy ulicy Partyzantów we Wrzeszczu otwarta została nowo zbudowana synagoga. W 1938 roku zlikwidowana została przez hitlerowców. Od 1953 budynek był siedzibą szkoły muzycznej. Część pomieszczeń od kilku lat ponownie użytkuje gmina żydowska.

Najczęściej czytane