wiadomości

stat

Krótka historia gdańskiego kryzysu

artykuł historyczny
W listopadzie 1923 roku w Gdańsku wyemitowano banknot o nominale 5 miliardów marek.
W listopadzie 1923 roku w Gdańsku wyemitowano banknot o nominale 5 miliardów marek.

W sierpniu 1923 roku mieszkańcy Gdańska zamiast korzystać z letniego wypoczynku, toczyli zmagania z kryzysem, który do miasta dotarł wprost z Niemiec.



Konieczność spłaty reperacji wojennych (głównie na rzecz Francji i Wielkiej Brytanii) doprowadza gospodarkę niemiecką na skraj przepaści. Próbując ratować sytuację, rząd podejmuje decyzję o druku nowych pieniędzy, co powoduje inflację o tak wielkich rozmiarach, że zwykło się ją określać mianem hiperinflacji. Skalę problemu ukazuje spadający kurs marki: jeszcze w roku 1919 za dolara trzeba było zapłacić średnio 4,2 marki, w roku 1922 już: 60 (lipiec), następnie 100 (wrzesień) i 200 (listopad).


Jednak najgorsze nadchodzi dopiero w roku 1923: ponieważ Niemcy za bardzo nie spieszą się ze spłatą reparacji regulacją tych należności, w styczniu wojska francuskie wkraczają do Zagłębia Ruhry. Zajęcie najbogatszej części Niemiec wzmaga panujący kryzys - cena dolara wzrasta do 10000 marek! Miesiąc później kurs dolara osiąga pułap 50000 marek i - co gorsza - wciąż rośnie, w listopadzie dochodząc do kwoty 4,2 biliona marek. Dopiero wtedy rząd niemiecki decyduje się na wprowadzenie tzw. rentenmarki, według przelicznika: 1 marka rentowa = 1 bilion marek. Pod koniec roku 1923 stopa inflacji osiąga 3.25 × 106 proc. miesięcznie: to oznacza, że ceny podwajają się już co drugi dzień.

Tymczasem w Gdańsku wciąż jeszcze jest sierpień: niemiecki kryzys dotyka też gospodarkę Wolnego Miasta, ponieważ jest ona nadal bardzo silnie związana z niemiecką (jeszcze nie tak dawno znajdował się Gdańsk w granicach państwa niemieckiego). "Gazeta Gdańska" donosi o "katastrofie walutowej" i nieustannie rosnących cenach - dochodzi do tego, że żywność kosztuje więcej niż przed wojną, zaś w handlu brakuje podstawowych artykułów spożywczych. Władze próbują ratować sytuację wprowadzając zakaz eksportu żywności z Wolnego Miasta, decydując się także na tak desperackie kroki, jak zakaz... produkcji sera tłustego! Mimo to, z dnia na dzień, ceny idą w górę: okazuje się, że nawet wódkę trzeba teraz pić duszkiem, bo każda kolejny, zamówiony kieliszek jest już znacznie droższy od poprzedniego... Na dużą skalę szerzy się spekulacja i paserstwo, którym daremnie próbuje położyć kres miejscowa policja, wspomagana przez specjalnie utworzony "urząd lichwiarski": jednak jego działanie ma efekt głównie propagandowy. Nawet pogoda sprzysięga się przeciwko Gdańszczanom i "skutkiem ciągłych deszczów opóźniają się żniwa"...

Ale drożeje nie tylko żywność: w górę idą opłaty portowe i pocztowe, coraz więcej trzeba płacić "za gaz, elektryczność i wodę" (podwyżka tych opłat następuje już po dwóch tygodniach obowiązywania nowej taryfy!). W oczach rosną też "ceny jazdy na tramwajach i kolejach", zaś "kamienicznicy" rozważają podniesienie komornego.

Wzrost cen za bilety kolejowe uderza w obywateli polskich, kupujących je za swoją walutę - podobno cała ta sytuacja jest tylko przypadkowym efektem "biurokratycznej bezmyślności". Niedomaga "wymiar podatków w wolnem mieście", lecz nic w tym dziwnego, skoro "dwie posługaczki w sejmie płacą w jednym tygodniu więcej podatku dochodowego, niż właściciel majątku ziemskiego Swintsch za cały rok"! Nadmierne obciążenia podatkowe wywołują społeczne protesty: "towarzystwo przyjaciół psów" krytykuje podwyższenie "podatku na psy", uważając, że "z powodu rozluźnionych stosunków bezpieczeństwa, psy są dziś konieczne w domu dla strzeżenia go przed złodziejami i włamywaczami". Z kolei w Sopocie Komisja Zdrojowa uchwala "znaczne podwyższenie cen wstępu do parku zdrojowego" na "koncert na sierpień". "Lekarze, aptekarze i dentyści" odmawiają leczenia "na kredyt", nawet w ramach kas chorych: leczenie pacjentów "uskuteczniając tylko za natychmiastową zapłatę".

Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób, szukając łatwego zarobku, wstępuje na drogę występku: w mieście mnożą się kradzieże, lecz - co ciekawe - nie tylko pieniędzy (może w czasie kryzysu Gdańszczanie szukają ucieczki również "w literaturę"?).

Niestety, rosnącym cenom nie towarzyszy wzrost płac, a chociaż Senat próbuje ratować sytuację, skracając o dwa tygodnie letnie wakacje i uchwalając tzw. dodatki drożyźniane (czyli waloryzację pensji), to jednak inflacja jest zawsze przynajmniej o jeden krok z przodu (tym bardziej, że od podjęcia uchwały o waloryzacji do wejścia jej w życie potrafi upłynąć nawet trzy tygodnie!). Trudno się więc dziwić niezadowoleniu przeciętnego urzędnika, skoro większość jego pensji idzie na... "wyprasowanie na sztywno 2 koszuli, 2 kołnierzyków i mankietów i 1 miękkiego kołnierzyka".

Korzystnego efektu nie przynosi również wprowadzenie - mimo sprzeciwu lewicy - nowych pieniędzy do obiegu: Senat zleca druk "60 miljonów nowych banknotów gdańskich"; senatorowie rozważają także zaciągnięcie pożyczki w funtach szterlingach. Ale pogłoski o wprowadzeniu nowej "waluty gdańskiej" okazują się jedynie plotką, równie przedwczesną, jak informacja o planowanym zamknięciu "kas gminnych". Na razie więc, dzięki drukowi banknotów, kryzys "kasowy" jest zażegnany, jednak na jak długo, tego nie wiadomo...

Niezadowolenie Gdańszczan z polityki finansowej władz wciąż rośnie: robotnicy żądają podwyżek płac. Przedsiębiorcy reagują zapowiedzią kolejnych zwolnień i oto nad Gdańskiem zawisa widmo strajków - w rezultacie tracą cierpliwość robotnicy: portowi, rolni, drzewni, murarze, blacharze... Komuniści nawołują nawet do "obalenia Senatu", który - ich zdaniem - w obliczu kryzysu wykazuje "zupełne niedołęstwo (...) pod względem uprawianej gospodarki" i "pasywne zachowanie się wobec paskarstwa i braku żywności". Senat traci dobrą prasę - dosłownie i w przenośni... Wprawdzie części protestujących robotników udaje się wywalczyć upragnione podwyżki, ale - ze względu na galopującą inflację - jest to pyrrusowe zwycięstwo...

Zanim jednak udaje się osiągnąć porozumienie płacowe, strajk robotników portowych paraliżuje pracę gdańskiego portu, zamykając tym samym "jedyny polski dostęp do morza". "Gazeta Gdańska" zauważa, że "export i import Polski przez Gdańsk utknął, dostęp Rzeczypospolitej do morza został zamknięty mimo wszystkich pisanych gwarancji Traktatu Wersalskiego i konwencji paryskiej". Nieprzychylna nam prasa niemiecka rozpowszechnia nieprawdziwe pogłoski o tym, jakoby Polska zamierzała złamać strajk przy pomocy polskich robotników, których do Gdańska miano sprowadzić pod ochroną wojska. Ale mając Gdynię (nie będącą nawet jeszcze miastem, ale już budzącą "wielkie wrażenie w gdańskich kołach fachowych z powodu sprawności"), Polacy do takich środków uciekać się nie muszą...



Źródło: "Gazeta Gdańska" z r. 1923, nr-y: 172 z 2 sierpnia, 174 z 4 sierpnia, 177 z 8 sierpnia, 181 z 15 sierpnia, 182 z 17 sierpnia, 183 z 18 sierpnia i 185 z 21 sierpnia. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (66)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1922 Wolnym Mieście Gdańsku do użytku oddano klub sportowy Gedania Wolnym Mieście Gdańsku do użytku oddano klub sportowy Gedania. Obecnie w skład klubu wchodzi kilka sekcji i stadion przy ulicy Kościuszki.