Kościół wobec wydarzeń Grudnia '70

artykuł historyczny
Robotnicy wracający do Stoczni Gdańskiej im. Lenina po pierwszych protestach pod Komitetem Wojewódzkim PZPR, w tle kościół św. Jakuba i I Liceum Ogólnokształcące. 14 grudnia 1970 r.
Robotnicy wracający do Stoczni Gdańskiej im. Lenina po pierwszych protestach pod Komitetem Wojewódzkim PZPR, w tle kościół św. Jakuba i I Liceum Ogólnokształcące. 14 grudnia 1970 r. ze zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej

Istnieje przekonanie, że w szeroko pojmowanych wydarzeniach Grudnia 1970 Kościół katolicki stał na uboczu, że zachował się powściągliwie, a protestujący robotnicy nie podnosili haseł religijnych, ograniczając się wyłącznie do sfery materialnej. Tymczasem księża wspierali potrzebujących i organizowali msze za poległych. Niektórzy doznali obrażeń w czasie walk ulicznych. Do długofalowych skutków wydarzeń i postulatów stoczniowców zalicza się wzniesienie "Okrąglaka" na Przymorzu, określanego niekiedy jako symboliczny pomnik ofiar Grudnia '70.



Walki w pobliżu świątyń



Czy pamiętasz wydarzenia Grudnia '70?

tak, nawet brałem w nich udział 23%
tak, choć nie uczestniczyłem w nich 45%
nie, ale dobrze znam to zagadnienie 24%
nie i niewiele wiem na ten temat 8%
zakończona Łącznie głosów: 563
Liczne kościoły Trójmiasta były niemymi świadkami tragedii sprzed 50 lat. Już pierwszego dnia, 14 grudnia 1970 r., demonstracje i starcia toczyły się pod kościołami św. Elżbiety i św. Józefa, stojącymi tuż przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Przechodzący obok nich stoczniowcy zdejmowali kaski i czynili znak krzyża, a w tłumie wybrzmiewały pieśni religijne. Następnego dnia w trakcie podpalania "Reichstagu" pilnowano, aby ogniem nie zajął się kościół św. Elżbiety, a tamtejsi pallotyni kontrolowali strychy w obawie przed wrzuceniem tam pocisków gazowych lub świetlnych. Ostatecznie jedynymi stratami odnotowanymi przez zakonników były dwa wybite okna.

Co ciekawe, kilka dni później ktoś podrzucił im kopertę z przeprosinami i tysiąc złotych na nową szybę. Kościół i dom zakonny pallotynów służył jako schronienie dla walczących, miejsce wytchnienia i opatrzenia ran. Zakonnicy byli też na ulicy, gdzie wzywano ich do ciężej rannych. Jeden z nich, ks. Władysław Ciastoń, został nawet trafiony kamieniem w głowę. Inny - pobity przez bezlitosnych zomowców, ale już w godzinie milicyjnej. W okolicy dworca poturbowano też ks. Władysława Pędzika, orionistę z Malborka, który w wyniku zatrucia gazem trafił do szpitala.

W "czarny czwartek" w Gdyni również dało się słyszeć pieśni religijne śpiewane w trakcie pochodów. Najsłynniejszy z nich - z ciałem "Janka Wiśniewskiego" niesionym na drzwiach - przystanął na chwilę pod kościołem Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, skąd zabrano krzyż i umieszczono go w nogach zabitego. Gdy walki przeniosły się na ówczesne Wzgórze Nowotki [dziś to Wzgórze św. Maksymiliana - dop. red.], w ich centrum znalazł się kościół franciszkanów, ostrzelany pociskami gazowymi. Ukryło się w nim kilkuset młodych ludzi, którzy później, jak głosiła plotka, wyszli ze świątyni pod pozorem pogrzebu.

Bo właśnie tego samego dnia miał się odbyć pogrzeb zmarłej przed kilkoma dniami parafianki. Wtedy też do funkcjonariuszy SB dotarła informacja, że w nawiązaniu do pogrzebu, ale przede wszystkim na znak poparcia dla demonstrantów, we wszystkich gdyńskich kościołach zamierzano bić w dzwony. Po sprawdzeniu doniesienia szef tamtejszej bezpieki skonstatował, że była to tylko prowokacyjna pogłoska.


Grudniowa kolęda



Już w pierwszym tygodniu protestów w kościołach Trójmiasta rozlegały się naturalne w takim momencie modlitwy o pokój i w intencji narodu. W kolejnych - organizowano podniosłe nabożeństwa w intencji poległych, w trakcie których odczytywano specjalny Apel prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego do wiernych z terenów dotkniętych tragedią. W poniedziałek 21 grudnia 1970 r. mszę taką odprawił ks. prałat Hilary Jastak w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni.

Makieta kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka w Gdyni, zbudowanego dopiero po rewolcie grudniowej.
Makieta kościoła Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka w Gdyni, zbudowanego dopiero po rewolcie grudniowej. ze zbiorów Urzędu Miasta Gdyni
Modlono się też za tych, którzy trafili do więzień, a w ramach corocznej, bożonarodzeniowej pomocy charytatywnej w parafiach wspierano materialnie rodziny aresztowanych i potrzebujących. W lutym 1971 r. w całym kraju podczas specjalnych modlitw za ojczyznę na ten cel zbierano pieniądze, które później rozprowadzono wśród rodzin ofiar pacyfikacji rewolty.

Dużym wyzwaniem dla kapłanów musiała być ówczesna kolęda, czyli wizyta duszpasterska u parafian. Brutalna pacyfikacja protestów była częstym tematem rozmów. Ksiądz Jastak wspominał: "Trudno było się dziwić ludzkiemu gniewowi. Zawziętość, nieutulony żal, nieukojony ból. Wściekłość. Pojawiało się lakoniczne, lecz najtrudniejsze pytanie: dlaczego? Niemało czasu trzeba było poświęcić w niejednym domu. Wracaliśmy późną nocą. Czasem i noc była za krótka, by uspokoić emocje i nastawić umysły na drogę miłości ojczyzny". Wielu kapłanów wspierało wówczas swoich parafian duchowo i moralnie. Była to niedostrzegalna na pierwszy rzut oka działalność, ale jakże istotna dla wielu ludzi, którzy doświadczyli traumatycznych przeżyć.

Taki był wówczas cel Kościoła: wyciszyć wzburzone nastroje i niepokoje, które mogły doprowadzić do jeszcze większej liczby ofiar. Przecież nikt tak naprawdę nie wiedział, ile osób straciło życie na skutek bezlitosnego strzelania do bezbronnych ludzi, chcących tylko pójść do pracy. Plotki mówiły o setkach, a nawet tysiącach. Wiadomo było jedno, że komuniści nie cofną się przed niczym, aby utrzymać się przy władzy. W takich okolicznościach nie sposób sobie wyobrazić, by kapłani mieli zaostrzać sytuację.

Gdyński pochód z ciałem Zbyszka Godlewskiego, czyli słynnego "Janka Wiśniewskiego", z widocznym krzyżem zabranym z kościoła NMP. 17 grudnia 1970 r.
Gdyński pochód z ciałem Zbyszka Godlewskiego, czyli słynnego "Janka Wiśniewskiego", z widocznym krzyżem zabranym z kościoła NMP. 17 grudnia 1970 r. fot. Edmund Pepliński/wikipedia.org

Nocne pogrzeby



Ponurym epilogiem grudniowego dramatu były urządzone naprędce, chaotycznie i w nocy pogrzeby ofiar. Według polecenia Zenona Kliszki miały się one odbywać w stalinowskim stylu, anonimowo, pod płotem... Ostatecznie do tego nie doszło, choć i tak pochówki urągały wszelkiej tradycji i zwyczajom. Realizowana przez władze administracyjne ze wsparciem milicji, SB i wojska "akcja" odbyła 18-20 grudnia 1970 r. na różnych cmentarzach Trójmiasta - Centralnym "Srebrzysko" (pochowano 8 osób), Witomińskim (3), św. Franciszka na Emaus (6), Oliwskim (5) i Katolickim w Sopocie (1). W niedzielę 20 grudnia w podobny sposób na cmentarzu "Agrykola" w Elblągu pochowano Mariana Sawicza.

Ciała grzebano w niesamowitym pośpiechu, co pół godziny, przy świetle lamp naftowych lub latarek, w rzadko uczęszczanych ścieżkach, w trakcie godziny milicyjnej, z udziałem zaledwie kilku członków rodziny, choć i to nie zawsze. Sześć osób spoczęło na Emaus zupełnie anonimowo, ponieważ do tamtej chwili nie udało się ich zidentyfikować.

By stworzyć pozory normalności i choć trochę uspokoić uczestników tych "uroczystości", komuniści zaangażowali do nich księży. Mimo prób nie pozyskali pomocy kapłanów diecezjalnych, proboszczów, którzy odmówili udziału w tej farsie. Daliby w ten sposób przyzwolenie na dokonywujące się zło oraz narazili Kościół na utratę zaufania. Nie przeszkodziło to później władzom kłamliwie twierdzić, że pogrzeby odbywały się w porozumieniu z kurią biskupią.

Delegacja stoczniowców gdańskich na grobie jednego z zabitych, prawdopodobnie na cmentarzu Srebrzysko. Przed grobem stoi Henryk Lenarciak (w okularach).
Delegacja stoczniowców gdańskich na grobie jednego z zabitych, prawdopodobnie na cmentarzu Srebrzysko. Przed grobem stoi Henryk Lenarciak (w okularach). ze zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej

Do tego niechlubnego zadania zatrudniono więc dyspozycyjnych kapelanów wojskowych, którzy z żołnierzami i Ludowym Wojskiem Polskim niewiele mieli wspólnego - oprócz tego, że byli na jego etacie. Bardzo mało łączyło ich też z hierarchią kościelną. Należeli do lojalnych wobec władz "księży patriotów", a w swoich kościołach garnizonowych - św. Piotra i Pawła we Wrzeszczu i św. Jerzego w Sopocie - prowadzili na poły zwykłe, parafialne duszpasterstwo.

Uczestnicząc w pochówkach, księża ci złamali prawa i przepisy kościelne, choć mogli to sobie wytłumaczyć wyjątkową sytuacją. Nie ma jednak pewności, czy ich obecność w jakiś sposób uspokajała bliskich osób grzebanych. Wspomnienia świadczą raczej o tym, że do pewnego stopnia byli tam tylko bezwolnymi figurantami. Niektórzy nawet nie wierzyli, że są prawdziwi. Jeden z kapelanów w trakcie ostrej wymiany zdań na cmentarzu zamiast wstawić się za pokrzywdzonymi, po prostu umył ręce i wyszedł. Na ich niekorzyść przemawia również to, że dwa tygodnie później za swą "obywatelską" postawę i wsparcie udzielone władzom otrzymali... wynagrodzenie.

21 i 22 grudnia na Witominie odbyły się dwa dalsze pogrzeby ofiar gdyńskiej masakry. Miały one już inny przebieg, brali w nich udział gdyńscy franciszkanie, choć dla bezpieczeństwa władz również przeprowadzono je w trakcie godziny milicyjnej. 14 stycznia 1971 r. na tej samej nekropolii pogrzebano, już bez ingerencji komunistów, ostatnią "oficjalną" ofiarę Grudnia '70.

Większość ciał została później ekshumowana i pochowana w bardziej odpowiednim dla zabitych miejscu.

Symboliczny pomnik ofiar Grudnia '70



Wizualizacja kościoła NMP Królowej Różańca Świętego w Gdańsku-Przymorzu. Projekt przygotowany w 1960 r., zrealizowany dopiero w latach 70.
Wizualizacja kościoła NMP Królowej Różańca Świętego w Gdańsku-Przymorzu. Projekt przygotowany w 1960 r., zrealizowany dopiero w latach 70. ze zbiorów parafialnych
Choć gros postulatów pojawiających się w grudniu 1970 r. i styczniu 1971 r. miała charakter ekonomiczny, to były wśród nich i te dotyczące spraw wyznaniowych. Chodziło np. o powrót religii do szkół czy dostęp Kościoła do radia i telewizji, bo w tamtych czasach przemawiać mógł on tylko z ambon. Jednym z najważniejszych było podniesione przez stoczniowców żądanie wydania zgody na budowę kościoła na rosnącym z roku na rok Przymorzu.

Od dekady komuniści nie godzili się na wzniesienie tam nowoczesnej świątyni, parafianie zaś musieli korzystać z prowizorycznej kaplicy-baraku, w którym z powodu ścisku zmarły nawet dwie osoby. Nie pomagały liczne petycje, delegacje i inne interwencje. Zmiana nastąpiła dopiero po rewolcie robotniczej i wpisaniu tego żądania do listy oficjalnych postulatów stoczniowców gdańskich. Wielu z nich zresztą mieszkało właśnie na Przymorzu, jak Henryk Lenarciak, który w ich imieniu wskazał na ten problem podczas spotkania robotników z Edwardem Gierkiem 25 stycznia 1971 r. Ostatecznie zgodę wydano pół roku później, dzięki czemu w ciągu kilku następnych lat stanął słynny "Okrąglak", nazywany przez niektórych symbolicznym pomnikiem ofiar Grudnia '70.

W podobnej sytuacji był zaprojektowany pod koniec lat pięćdziesiątych Kościół Morski ojców redemptorystów w gdyńskiej dzielnicy portowej. Dopiero po kilkunastu latach starań i wsparciu tego postulatu przez stoczniowców na jego budowę zezwolono w listopadzie 1971 r.

Nieprawdą jest natomiast często powielane twierdzenie, że rewolta grudniowa przyczyniła się też do odbudowy zrujnowanego w 1945 r. kościoła św. Brygidy w Gdańsku. W rzeczywistości zgoda władz na oddanie ruin świątyni Kościołowi i jej odbudowę na cele sakralne nastąpiła w lutym 1970 r. Była ona efektem wieloletnich i usilnych próśb biskupa gdańskiego Edmunda Nowickiego. Pierwsze prace remontowe ruszyły jeszcze przed protestami. Inna sprawa, że poprawa relacji państwa i Kościoła w latach 70., połączona z energicznością i sprawnością ks. Henryka Jankowskiego, przyczyniła się do odbudowy świątyni w iście zawrotnym tempie.

Ruiny kościoła św. Brygidy w Gdańsku, około 1968 r.
Ruiny kościoła św. Brygidy w Gdańsku, około 1968 r. ze zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej


Dla głodnych wiedzy



Instytut Pamięci Narodowej opublikował właśnie książkę "Grudniowa kolęda. Kościół katolicki w Trójmieście wobec Grudnia '70" autorstwa dr. Piotra Abryszeńskiego i dr. Daniela Gucewicza, autora powyższego artykułu. To pierwsza publikacja na rynku wydawniczym, która stanowi próbę kompleksowego zmierzenia się z tą problematyką

mat. pras.
"Grudzień '70 to jeden z najbardziej tragicznych epizodów w historii PRL, który urósł do rangi symbolu. Stał się również ważną cezurą w relacjach państwo-Kościół. Duchowni musieli się wówczas zmierzyć z trudnym zadaniem moralnym i duszpasterskim. Jak w obliczu takiego dramatu mówić o miłości bliźniego i przebaczeniu? Brutalna pacyfikacja strajków przyniosła wiele ofiar, a w polskich domach zagościły rozpacz i cierpienie, niekiedy trauma, ale też gniew... Autorzy, bazując na szeroko zakrojonej kwerendzie źródłowej, prezentują rewoltę grudniową z perspektywy Kościoła katolickiego w Trójmieście. Ukazują postawę biskupów i zwykłych księży, ich działania i wypowiedzi. Omawiają także posunięcia władz komunistycznych wobec duchowieństwa oraz inne wątki z zakresu polityki wyznaniowej na początku lat 70. XX wieku" - czytamy w opisie wydawcy.

W środę, 16 grudnia, w siedzibie IPN-u przy al. Grunwaldzkiej 216 we Wrzeszczu odbędzie się oficjalna premiera "Grudniowej kolędy...". Wydarzenie będzie miało charakter zamknięty, ale będzie transmitowane od godz. 12:30 w serwisie YouTube na kanale IPNtv. W dyskusji o książce, oprócz autorów, weźmie udział także prezes IPN dr Jarosław Szarek.

Publikację będzie można już wkrótce zakupić na stronie www.ipn.poczytaj.pl.

Opinie (92) ponad 20 zablokowanych

  • (8)

    Patrząc przez pryzmat ekonomii Kościół nie miał uzasadnienia przyłączać się do strajkujących i pogarszać jeszcze bardziej swoje stosunki z ówczesnym rządem. Musiał podkulić ogon, by mieć w nieokreślonej przyszłości szansę odzyskać zagarnięte przez komunę dobra i nie rozdrażniać rządu, by nie zakazano społeczeństwu praktyk religijnych. Niemniej niewymiernie przyczynił się do do zrzucenia rosyjskiego i komunistycznego jarzma. Księża walczyli o "rynek zbytu na wiarę" z władzą komunistyczną starającą się ateizować obywateli. Niepodległość Polaków oznaczała szeroko pojęte wpływy: i na ludek boży i na decyzje rządu, jak i wpływ do kościelnego skarbca. Dla nas wolność, dla Watykanu dochody. W tym czasie mieliśmy wspólny cel. Po stanie wojennym nastąpiło odprężenie również w kwestii wiary. Kościół przestał być ludziom potrzebny. Nie trzeba było afiszować swej przynależności do Kościoła, by odróżnić Prawdziwego Polaka od komunisty.

    • 35 58

    • (3)

      A zamordowanie ks Popieluszki to tez podkulanie ogona ?

      • 14 7

      • (2)

        jeden Popiełuszko na cały kościół ;)

        • 7 16

        • (1)

          Nasz naród jak lawa. W środku drzemała magma, wśród księży też. To tylko ludzie. No i patrioci. Ks. Popiełuszko był niepokornym ideowcem. Rydzyk też, lecz z goła inne im idee przyświecały i przyświecają.

          • 10 4

          • Rydzyk ideowcem nie jest.

            Jest świetnym finansistą i biznesmenem. Zbudował imperium, które nawet kilku biskupom się nie podoba.

            • 8 3

    • Nic nie rozumiesz. Jesteś tak samo ciemny jak w 1945 kiedy cie tu przywieźli (1)

      • 6 7

      • W 45 to stryjka Kaczyńskich przywiezli żeby rozprawił się z AK.

        Przy okazji jednemu ponoć AKowcowi (co go nikt z oddziału nie widział) willę na Żoliborzu dał.

        • 3 2

    • Kościół zawsze dbał o swoje interesy.

      Dlatego zawsze był bogaty.

      • 10 6

    • tekst samozwańczego patrioty .he,he

      • 4 1

  • Taka tam opinia (3)

    Kościół niech zwyczajnie zamilknie i to na dość długo a zanim wypowie się jakkolwiek niech dobrze waży słowo

    • 75 86

    • (2)

      A jak trwoga to do Boga

      • 14 16

      • modlicie się i modlicie z mocherami by Koro ustąpił ,a tu z dnia na dzień coraz gorzej nie lepiej

        chyba was ten bóg opuścił. Nie wszyscy walą do tego twojego niby boga

        • 4 8

      • Do Boga zawsze, do chciwych pefofilskich faryzeuszy nigdy.

        • 1 2

  • Oo czas na wybielanie KK

    Raczej na darmo-rozpoczął się już masowy odwrót od tej instytucji.

    • 68 70

  • (1)

    Pamiętam, jak w Okrąglaku mieliśmy nauki przedmałżeńskie. Bosz, ale to była żenada.

    • 54 42

    • A ktoś was zmuszał? Na serio pytam. W Trójmieście sporo różnych kościołów, można chodzić tam, gdzie się chce. A wręcz odkryje straszną tajemnicę - można nie chodzić. Poza tym, ślub kościelny też nie jest obowiązkowy.

      • 11 4

  • (2)

    Niech sobie przypomną jak przeciwko KOR-owi układali się z SBkami!
    A ksiądz Orszulik to niezły ananas był...

    • 43 32

    • (1)

      Ja na YouTube słuchałam kiedyś wypowiedź księdza Jankowskiego na temat, skąd wziął się u boku Wałęsy Mieczysław Wachowski. Ksiądz opowiada : "Wachowski przyszedł kiedyś do mnie i zaoferował pomoc w wożeniu samochodem Lecha Wałęsy ponieważ dysponował własnym i chciał go w ten sposób użytkować " dodał że, " porozmawia w tej sprawie z Wałęsą" i takim rzekomym sposobem dostał się na salony. Bardzo ciekawy argument

      • 5 0

      • przecież jankowski też był kontaktem operacyjnym

        poczytaj o ko delegat vel libella, ipn książkę nawet o nim wydał. jankowski na polecenie sb m.in. skłócał wałsę z gwiazdami, zresztą jankowski jak się okazuje był pedofilem, więc sb było łatwo go zaszantażowac i przekonać do współpracy. i pomyśleć że są tacy którzy by mu chcieli pomniki stawiać

        • 6 3

  • dlaczego kościół na Przymorzu jest okrągły ??

    żeby się partyjni nie chowali po kątach. Tak się wtedy mówiło :-)

    • 76 1

  • "Modlitwa Bonawentury" (3)

    Ku pamięci Jana Romockiego i jego brata Andrzeja (czytam teraz poświęcone im wspomnienie). Wiersz wart uwagi zarówno w odniesieniu do wojny jak i wydarzeń '70 roku:

    Od wojny, nędzy i od głodu
    Sponiewieranej krwi narodu
    Od łez wylanych obłąkanie
    Uchroń nas Panie!

    Od nieprawości każdej nocy
    Od rozpaczliwej rąk niemocy
    Od lęku przed tym, co nastanie
    Uchroń nas Panie!

    Od bomb, granatów i pożogi
    I gorszej jeszcze w sercu trwogi
    Od trwogi strasznej jak konanie
    Uchroń nas Panie!

    Od rezygnacji w dobie klęski
    Lecz i od pychy w dzień zwycięski
    Od krzywd, lecz i od zemsty za nie
    Uchroń nas Panie!

    Uchroń od zła i nienawiści
    Niechaj się odwet nasz nie ziści
    Na przebaczenie im przeczyste
    Wlej w nas moc, Chryste!

    • 44 5

    • Jak żyć? (2)

      Przeczytałem dopiero teraz pewien felieton Andrzeja Brzezieckiego w jednej z gazet. Tak, też jestem za kulturalnym rozdzieleniem Kościoła od Państwa ale swoją drogą: Jak żyć? Czy wierzyć w coś, jeżeli tak to w co? Czy oddzielić wiarę od Kościoła? Czy antyklerykalizm (swoją drogą że jest wielu wartościowych duchownych) oznacza też antyreligijność? Czy pogrzeb bez obrządku katolicko-tradycyjnego (jak W. Szymborskiej)? A co z otuchą płynącą z wiary podczas ciężkiej choroby? Co z rodzicami, których widziałem nie raz w sanktuarium miłosierdzia modlących się o zdrowie dla chorego dziecka? Co z napisami wyrytymi na murze celi nr 21 w podziemiach bloku 11 Auschwitz? Czy rodzice powinni wychowywać dzieci w wierze czy nie? Co z rolą Kościoła w kulturze i historii Polski? Taka Polska (czyli jaka i jak) aby dobrze (bez wyśmiewania i lekceważenia ze strony innych) żyło się wierzącym (i praktykującym), wierzącym niepraktykującym, innowiercom i ateistom. Głowa mała, przynajmniej moja...

      • 0 1

      • (1)

        Właściwie wyrytymi obrazkami na murze celi nr 21 (nie napisami). To tak gwoli ścisłości, ale pytanie podtrzymuję: jak żyć? I wiem, że jest retoryczne, bo każdy musi sam...

        • 0 1

        • Oglądam teraz na YouTube dokument o Carlo Acutisie. Młodzieńcza wiara czy coś więcej? Gdzie leży prawda? Prymat sumienia...

          • 0 1

  • W calym kraju leje sie krew

    Krew niewinnych. Jestem ministrantem i slucham- w swietej Elzbiecie- w koncu klechy odwazyly sie zabrac glos w sprawie masakry grudniowej, przeciez to kosciol sciana w sciane z komitetem partii.. Niestety nie- gadka byla o aborcii. Ustawka kosciola z komuczami. Nie kazda krew jest taka sama- ta poszla na kaszanke.

    • 23 36

  • dzis nastaly lepsze czasy (5)

    pomnik tego który wam walczącym stoczniowcom pomagał jak setkom innych ludzi przewrócono,stoczniowcy musieli go schowac, pamięć ludzka jest krótka,smutek,jeden smutek

    • 25 34

    • nie stawia się pomników pedofilom

      • 10 5

    • patrz, taki prześladowany, ale pomagał, ciekawe z czego i ciekawe czemu mu na to pozwalali ;)

      • 5 3

    • Jak pomagał? ,od siebie, otóż nie ,on się pławił w luksusie , to Polonia pomagała w tamtych czasach (1)

      wysyłając , forsę , leki , ubrania , żywnośc ,

      • 9 2

      • w punkt , Jankoś na początku to co dostawaliśmy z Ameryki jako pomoc rozdawał ,a potem się wycwanił i miał odbiorców, dlatego był tak bogaty i wpływowy i gdy był proces o pedofilię jego to wszystko padło ,bo dzieci nie były ważne dla sądów tylko forsa,zresztą dzieci były z biednych rodzin to i tak g*wno by zrobiły

        • 8 6

    • prawda jest.

      Tak pomnik noca przewrocono.Smutek to smutek.!!!! Stoczniowcy szybko zapomnieli Ani sie nie upomnieli.Smutek to wielki smutek!!!!!!

      • 2 3

  • Energiczność i sprawność księdza Henryka:) (1)

    Nazywajmy rzeczy po imieniu panowie z IPN.

    • 28 7

    • Wtedy był młodszy to i sprawny, na wielu płaszczyznach.

      Tryskającą energię ówcześni ministranci mogą potwierdzić.

      • 1 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

W 1970 roku wraz ze stanem wyjątkowym na Wybrzeżu wprowadzono również:

 

Najczęściej czytane