wiadomości

stat

Koń w butach krążył po ulicach Gdyni

artykuł historyczny
Dlaczego koń, ciągnący na co dzień furmankę należącą do gdyńskiej firmy Korab, musiał chodzić po mieście w butach? Odpowiedź na końcu artykułu. Zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego z 1937 roku.
Dlaczego koń, ciągnący na co dzień furmankę należącą do gdyńskiej firmy Korab, musiał chodzić po mieście w butach? Odpowiedź na końcu artykułu. Zdjęcie z Ilustrowanego Kuriera Codziennego z 1937 roku. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sport, morderstwa, uliczny hałas i... koń w butach - tym interesowała się polska prasa w Gdyni i Gdańsku 80 lat temu.



W drugiej połowie września 1938 r., mimo zwiastunów nadchodzącej jesieni, mieszkańcy Wybrzeża nadal cieszyli się wakacyjną atmosferą a - choć nad morzem szalały burze - nadbałtyckie plaże wciąż przeżywały prawdziwe oblężenie.

Z dobrej pogody postanowiła skorzystać gdańska Polonia ("do której uśmiechało się w Gdańsku niebo (...) jasnymi promieniami ciepłego słońca") i urządzić obchody "Dnia Wychowania Fizycznego Młodzieży Polskiej".

Wśród wielu gości, którzy swą obecnością uświetnili imprezę, znalazła się m.in. "gorąco oklaskiwana Walasiewiczówna", czyli "najszybsza kobieta świata" [Stanisława Walasiewicz (1911-1980) - polska biegaczka, mistrzyni olimpijska z Los Angeles z roku 1932, mistrzyni Europy z roku 1938 oraz wielokrotna rekordzistka świata].

O sportowym święcie gdańskiej młodzieży pisała nie tylko "Gazeta Gdańska": obszerną relację z imprezy znajdujemy również na łamach "Ilustrowanego Kuriera Codziennego". Ponieważ jednak gazeta ta była "solą w oku władz gdańskich" (głównie z powodu "śmiałego występowania w obronie praw polskich w Gdańsku"), czytelnicy z Gdańska byli w tym wypadku zdani na lekturę tylko "Gazety Gdańskiej".

Na pogodę nie mieli też powodu narzekać żołnierze wracający z manewrów, którzy "po znojnym trudzie ćwiczeń", byli witani przez mieszkańców Pomorza "gorącym sercem i powodzią kwiatów".

Na spotkanie żołnierzy Baonu Morskiego i Brygady Obrony Narodowej "wyszła cała Gdynia": ulice "10 Lutego i część Świętojańskiej", "którymi żołnierze mieli maszerować, zapełniły się po brzegi publicznością". Po powitaniu - nie tylko przez "dziatwę szkół powszechnych i młodzież szkół średnich, z wiązankami kwiatów w ręku" - na Kamiennej Górze odbył się "drugi akt pięknej uroczystości", czyli "poczęstunek żołnierski na Placu Grunwaldzkim", na którym "liczne stoły (...) uginały się pod ciężarem chleba, kiełbasy, papierosów oraz bateriami butelek z piwem". Jednym słowem, na stół trafiło wszystko, co tylko mogło "ofiarować obywatelstwo miasta Gdyni swym ukochanym żołnierzom...".

Podobne uroczystości odbyły się również i w innych miejscowościach ówczesnego województwa pomorskiego: Bydgoszczy, Grudziądzu i Chojnicach. Ale wojsko przysparzało radości nie tylko mieszkańcom miast (w tym wypadku dodatkowo budząc jednak niepokój wśród ptactwa domowego...).

Wprawdzie słońca nad Gdynią nie przesłaniały deszczowe chmury, mrok innego jednak rodzaju ogarnął (na szczęście, tylko niektórych) mieszkańców miasta. Jakby to ujął niejeden poeta: mrok zbrodni i występku...

W pewien wrześniowy poranek kobiety "zbierające grzyby w lesie witomińskim pod Gdynią na terenie leśnictwa Krykulec", natknęły się "pod chrustem, mchem i liśćmi [na] zwłoki młodej kobiety, w stanie częściowego rozkładu". W pobliżu ("młodej, pięknej kobiety z rozbitą ciosami głową") znaleziono "podarte na strzępy ubranie", co pozwoliło stwierdzić, że ofiara (najprawdopodobniej letniczka) "stoczyła zaciętą walkę z mordercą".

Podobnego, "makabrycznego odkrycia" dokonano też w "lesie wejherowskim" - jednak, najprawdopodobniej, obie te zbrodnie nie miały nic wspólnego ze sobą (poza przybliżoną datą ich dokonania).

Okazuje się, że czasem motywu do wstąpienia na zbrodniczą ścieżkę dostarczyć może... literatura! Przekonał się o tym pewien młodzieniec, "16-letni uczeń gimnazjalny Al. Ż." z Gdyni, który rozsmakowawszy się w lekturze kryminałów, zapragnął "osobiście zakosztować emocji, jakiej doznaje bandyta - włamywacz". "Zabrawszy ojcu dwa rewolwery", przywdział "maskę wykrojoną ze skóry jakiejś starej teczki" i wyruszył na miasto.

Co ciekawe, nieco inną wersję tej historii przedstawił "Ilustrowany Kurier Codzienny", według którego gimnazjalista był nie tyle czytelnikiem, co autorem "nowelek i powieści kryminalnych", cierpiącym na niedostatki warsztatowe związane z kreacją postaci: uważał bowiem, że "osoby jego [bohaterów] pozbawione są realizmu". W poszukiwaniu odpowiednich środków wyrazu, "postanowił osobiście zainscenizować napad bandycki i zaznać związanych z tem emocyj", stając się mimowolnie prekursorem popularnej ostatnimi czasy mody na literaturę kryminalną pisaną z autopsji (vide: przypadek Krystiana Bali, Jacka Unterwergera czy Jacka Abbotta).

Jednak gdynianom sen z powiek spędzało (i to dosłownie) coś zupełnie innego: hałas, który zawitał do Gdyni "w związku z relatywnie dużym rozwojem motoryzacji". Sytuacja była dramatyczna: "trąbienie i łoskot motorów na ulicach doprowadzały nieraz wprost do rozpaczy ludzi, zmuszonych do intensywnej pracy umysłowej w biurach, mieszczących się w śródmieściu". Ale w nocy - chociaż ta zazwyczaj przynosi "dobrą radę", spokój i odpoczynek - wcale nie było lepiej: "spragniony odpoczynku Obywatel" daremnie szukał ich "u siebie w domu, gdzie hałas uliczny wdzierał się brutalnie mimo pozamykanych na wszystkie spusty okien".

Z propozycjami rozwiązania problemu wystąpili wspólnie przedstawiciele "Komisariatu Rządu, Policji Państwowej i MTK" oraz Gdyńskiego Automobilklubu, którzy postanowili problem hałasu ostatecznie rozwikłać. W przyjętej rezolucji proponowano "ograniczenie sygnałów akustycznych" (początkowo tylko w porze nocnej, "a następnie w zupełności") oraz "podniesienie płynności ruchu na ulicach miasta" ("gdyż jest oczywistym, że tym mniejsza jest potrzeba sygnałów, im ruch na jezdni jest płynniejszy"). Ale sposobu na powstrzymanie motocyklistów, "którzy bez względu na porę dnia czy nocy jeżdżąc bez tłumnika, urządzają swe niekulturalne hałasy na ulicach", nie znaleziono. Z koniem było łatwiej - zawsze można było założyć mu buty...


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 207 z 12 września 1938 r. oraz "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 252 z 12 września 1938 r., nr 253 z 13 września 1938 r., nr 255 z 15 września 1938 r., nr 256 z 16 września 1938 r. i nr 258 z 18 września 1938 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1561 Na wieży Ratusza ustawiono posąg króla Zygmunta II Augusta Na szczycie odbudowanej po pożarze w 1556 roku wieży Ratusza Głównego Miasta ustawiono posąg króla Zygmunta II Augusta.