Komu bije dzwon w Cisowej?

Najnowszy artukuł na ten temat Stracił nos podczas wizyty u fryzjera
Urlopowicze wypoczywają na plaży w Gdyni. Zdjęcie z drugiej połowy lat 30.
Urlopowicze wypoczywają na plaży w Gdyni. Zdjęcie z drugiej połowy lat 30. źródło: fotopolska.eu

Podczas dzisiejszej podróży w przeszłość cofamy się do czerwca roku 1936. Tym razem przeczytamy m.in. o aferze wokół powstania gdyńskiego herbu czy o tysiącach bezrobotnych zmierzających do Gdyni, z których wielu wcale nie odmieniło swego losu na lepsze. Przeczytamy również o dwóch oszustach, którzy próbowali stworzyć konkurencję dla miejskiej rzeźni, a swoje "wyroby" przechowywali w... ziemi.



Gdy o poranku "pewnego upalnego dnia czerwcowego roku 1936" mieszkańców Wybrzeża zaskakuje widok "ciekawego zjawiska", wiele osób przeciera oczy ze zdumienia. Widzi bowiem "po przebudzeniu morze mgły, która płynąc od strony morza, spowiła jakby watą brzeg aż po szczyt Kamiennej Góry".

Nic więc dziwnego, że w tak niespotykanej o tej porze roku mgle nietrudno w drodze nad morze zgubić nawet Gdynię. Bo chyba tylko w ten sposób da się wytłumaczyć "przeoczenie" autorów niemieckiej, "wydrukowanej w języku polskim broszury", mającej "na celu zachęcenie do wyjazdu do Sopot" [przed wojną polska nazwa Sopotu brzmiała "Sopoty" - dop. red.]. No bo przecież nie tylko w Sopotach można "zanurzyć się w chłodnej wodzie, kpiąc sobie z upału"!


Dzięki nawet takiej reklamie turystów spragnionych letniego wypoczynku w chłodnych objęciach morskiej bryzy - oraz "zainteresowanych sztuką współczesną", których do Gdyni zaprasza Ministerstwo Oświaty - w roku 1936 zabraknąć nie może.

Pytanie tylko, czy wszystko na ich przyjęcie jest już gotowe? Wydaje się, że tak, bo "ratownictwo kąpiących się" czeka w gotowości, "postawione (...) w bieżącym roku na bardzo wysokim poziomie".

Również Poczta Polska, z myślą o przyjezdnych, "poza stale czynnymi placówkami pocztowo-telegraficznemi na wybrzeżu morskiem", uruchamia "na czas sezonu letniego 1936" liczne "agencje" i "pośrednictwa pocztowe". Dodatkowo w wielu miejscach, m.in. w Gdyni, "zaprowadzone będą [też - dop. red.] poczty ruchowe z obchodem kąpielisk".

Na gości z całego kraju czekają ponadto liczne lokale gastronomiczne, godne polecenia "tem więcej, że można w nich wesoło spędzić czas". Są też niestety wśród nich i takie, które psują dobre imię gdyńskiej gastronomii nie do końca legalną działalnością.


Nie da się jednak ukryć, że "nad naszem morzem nie wszytko jest w porządku", i nie chodzi tu wcale o działalność "cór Koryntu" czy nielegalną konkurencję miejskiej rzeźni. Również dzięki świetnej reklamie do miasta ściągają nie tylko turyści.

Nad morze jadą masowo także poszukujący pracy, wobec niemożności jej znalezienia, zasilając niemałą już rzeszę gdyńskich bezrobotnych. Więc choć nie przebrzmiały jeszcze echa majowych rozruchów, już dochodzi do kolejnych zamieszek.

Jednak nie tylko z powodu bezrobocia "coś tu nie jest w porządku", bo "oprócz tysięcy bezrobotnych (...) rzesze całe obywateli z najodleglejszych krańców Rzplitej, zwabione hymnami śpiewanemi na cześć naszego miasta portowego", wyprzedają "swe skromne mienie i dobytek, by z uciułanym groszem przybyć na wybrzeże".

Tutaj zaś bardzo często padają "pastwą grasujących niebieskich ptaków" albo tracą "cały majątek przez nieznajomość terenu i wyzysk tych, co mieli szczęście dorobić się na Gdyni grosza"...


Lecz gdy człowiek smaży się w promieniach czerwcowego słońca na gdyńskiej plaży*, gdy dzwony obwieszczają radośnie**, że oto nadeszły "nareszcie wakacje", wszystkie te problemy wydają się sprawą odległą i nieistotną. Podobnie zresztą jak to, pod jakim herbem wypoczywać...***


* Jaką by ona nie była.
** Choć nie w Cisowej.
*** Tu kilka słów wyjaśnienia. Pierwszy konkurs na gdyński herb ogłoszono już w roku 1927, ale nie przyniósł on rozstrzygnięcia. Drugi konkurs ogłoszono w roku 1935, rozstrzygając go 22 czerwca roku 1936. Konkurs wygrał - jak czytamy w cytowanym artykule "Gazety Gdańskiej" - architekt inż. Jan Bochniak.

Wzbudziło to protest dziennikarza Mikołaja Arciszewskiego, który oskarżył autora zwycięskiej pracy o plagiat. Podobny projekt sam wcześniej przedstawił na łamach tygodnika "Torpeda". Arciszewski na błękitnym polu umieścił piastowską koronę i dwa białe orły państwowe, również jednego pod drugim, podkreślając w ten sposób historyczną i gospodarczą wspólnotę z Gdańskiem, drugim portem Rzeczypospolitej.

Po polemice prasowej, w której - oprócz możliwości plagiatu - wskazywano też brak w herbie motywów marynarskich i rybackich, projekt laureata zmieniono, usuwając z niego orły legionowe, wężyki generalskie i czerwone tło. Rada Miejska zatwierdziła dwa białe orły państwowe pod koroną na błękitnym polu, ale nie odniosła się do propozycji, by w herbie znalazły się ryby.

Procedury zatwierdzania herbu Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie dokończyło z powodu wybuchu wojny. A obecny herb Gdyni to już zupełnie inna historia...


Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 132 z 10-11 czerwca 1936 r., nr 140 z 20-21 czerwca 1936 r. i nr 141 z 22 czerwca 1936 r., "Dziennik Bydgoski" nr 135 z 11 czerwca 1936 r., nr 142 z 20 czerwca 1936 r., nr 143 z 21 czerwca 1936 r. i nr 144 z 22 czerwca 1936 r., "Ilustrowany Kurier Codzienny" nr 171 z 21 czerwca 1936 r. i nr 172 z 22 czerwca 1936 r. oraz "Ilustracja Polska" nr 25 z 21 czerwca 1936 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Kujawsko-Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej, Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej oraz Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (34)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

W 1964 roku w Sopocie po raz pierwszy zorganizowano: