wiadomości

stat

Katastrofa kolejowa sprzed ponad 40 lat między Gdańskiem i Tczewem

artykuł historyczny

To miała być dla kilkudziesięciu mieszkańców Trójmiasta udana - wakacyjna - podróż koleją na Śląsk. Niestety została przerwana tragicznymi wydarzeniami w Miłobądzu nieopodal Tczewa. Wspominamy katastrofę na torach sprzed ponad 40 lat, w której zginęły dwie osoby a prawie 30 pasażerów zostało poszkodowanych.



To był czwartkowy poranek - 6 lipca 1972 r. Kilka minut po godz. 7 z Trójmiasta do Mysłowic wyruszył pociąg pospieszny, który ciągnięty był przez jeden z najlepszych polskich parowozów - serii Pt47. Przez kolejarzy tego rodzaju lokomotywy nazywane są do "Petuchami". Parowóz, który opuścił Gdańsk tamtego dnia, był oznaczony numerem 92.

Łączna masa wspomnianego parowozu z tendrem (wagonem na węgiel) to 125 ton. Prędkość maksymalna "Petuch" to 110 km/h. Lokomotywy tej serii na polskich torach przejeżdżały nawet 3 mln kilometrów. W sumie po polskich torach jeździło 180 egzemplarzy, które były montowane w latach 1948-1950 w firmie Fablok i Cegielski. Dziś jeździ ich już kilka.

Szkic parowozu serii Pt47.
Szkic parowozu serii Pt47. mat. archiwalne
Czy pamiętasz czasy, gdy parowozy jeździły po torach w Trójmieście regularnie?

tak, doskonale, m.in. podróżowałem nimi

39%

tak, ale to już był schyłek tej technologii

19%

nie, ale widziałem parowóz podczas okolicznościowych wydarzeń

17%

nie, chciałbym je jednak kiedyś jeszcze zobaczyć

20%

nie, nie interesują mnie parowozy

5%
Do składu wyjeżdżającego przed ponad 40 laty z Trójmiasta były podczepione wagony pasażerskie serii Bhxz. To wagony posiadające korytarz, który prowadził do przedziałów. Ówczesna prasa nie wspominała, ile dokładnie wagonów ciągnęła lokomotywa 6 lipca 1972 r. Z dokumentacji fotograficznej, jaką wykonał Zbigniew Kosycarz można ustalić, że był to jeden wagon pocztowy i cztery pasażerskie. To niewiele, bowiem parowozy serii Pt47 były mocno eksploatowane na głównych liniach i często podczepiano do nich nawet kilkanaście wagonów pasażerskich.

Pociąg pospieszny do Mysłowic na trasie Gdańsk Główny - Tczew poruszał się z prędkością ok. 90 km/h, czyli tak jak zwykle i według rozkładu jazdy. Nic nie zapowiadało dramatu, który miał się wydarzyć.

Czytaj też: Rok 1920. Katastrofa kolejowa pod Malborkiem

Do zdarzenia w Miłobądzu doszło ok. godz. 7:45. W efekcie wykolejenia lokomotywa przewróciła się na prawy bok. Żar z kotła parowozu dotkliwie poparzył maszynistę i jego pomocnika. W dodatku o lokomotywę rozbił się tender, na który kolejno wpadały wagony pasażerskie, tworząc stalowo-drewniane rumowisko i skutecznie blokując ruch na całej linii kolejowej.

Poparzenia maszynisty okazały się zbyt rozległe. Mężczyzna nie przeżył. Wraz z nim, z powodu odniesionych ran, zginęła kobieta - pasażerka jadąca z Gdańska. Do szpitali w Tczewie, Gdańsku i Malborku trafiło w sumie 27 osób w różnym wieku. Ówczesna prasa zachwalała szybkie działania służb. Trudno jednak to zweryfikować ze względu na fakt, że nie mamy dostępu do świadków.

Miejsce katastrofy odwiedzili przedstawiciele wojewódzkiej rady narodowej - Tadeusz FiszbachHenryk Tkaczyk. Zapowiedzieli oni wtedy szybkie wyjaśnienie okoliczności wypadku na torach. Jeszcze w dniu wypadku prace zaczęła specjalna komisja do spraw wypadku w Miłobądzu, która działała przy Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Gdańsku.

Informacja o katastrofie kolejowej w "Dzienniku Bałtyckim" z 7 lipca 1972 r.
Informacja o katastrofie kolejowej w "Dzienniku Bałtyckim" z 7 lipca 1972 r. mat. archiwalne
Już dwa dni po wypadku znana była wstępna przyczyna katastrofy.

Ważny dla całego wydarzenia jest fakt, że kilka dni przed feralnym czwartkiem w rejonie miejscowości Miłobądz zamknięto jeden tor - na kierunku do Tczewa. Pociągi tam poruszały się w obu kierunkach po jednym torze. Powodem zamknięcia części trasy kolejowej była usterka - wykryto tam pękniecie szyny i przeprowadzano jej naprawę.

Wszystko wskazuje na to, że tego feralnego dnia maszynista nie spodziewał się utrudnień na szlaku i nie zauważył wprowadzonego na wysokości Miłobądza ograniczenia prędkości do 40 km/h, które zostało wprowadzone na czas wspomnianych wyżej robót. Skład jechał dwukrotnie szybciej. Pociąg pospieszny z impetem wjechał na rozjazd kierujący lokomotywę w lewo na wolny tor, po czym ogromna siła odśrodkowa sprawiła, że 125-tonowy parowóz z tendrem zamiast pojechać dalej po szynach w prawo, wypadł z nich.

Miejsce katastrofy w Miłobądzu dzisiaj.
Miejsce katastrofy w Miłobądzu dzisiaj. Screen GokuMK/Youtube.com
Miejsce katastrofy w Miłobądzu na mapie Google.

Kolejarze widząc, że powodem katastrofy w Miłobądzu był czynnik ludzki, zapowiedzieli szereg zmian. Przede wszystkim zalecono codzienny przegląd gotowości załóg do prowadzenia lokomotyw, a badania psychologiczne maszynistów miały odbywać się częściej. Już wtedy wyliczono naprędce, że tylko w ówczesnym województwie gdańskim, potrzeba do wspomnianych badań 80 lekarzy, co wtedy było zresztą niewykonalne.

Upływ czasu pokazuje, że trudno wyeliminować czynnik ludzki jako powód tragedii na torach. Niemal identyczna katastrofa do tej w Miłobądzu wydarzyła się w 2011 r. w Babach w województwie łódzkim. Tam również maszynista, ale już elektrowozu, nie zauważył ograniczenia prędkości. Na skutek wykolejenia pociągu zginęły dwie osoby. Maszynista po trzyletnim procesie został skazany na trzy lata pozbawienia wolności.

Tak powstawały lśniące lokomotywy serii Pt47


Parowóz Pt47-65 z pociągami planowymi na linii Wolsztyn - Poznań

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (131)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

2000 Zmarł ks. Hilary Jastak W Gdyni umarł legendarny ksiądz Hilary Jastak. Pierwszy proboszcz parafii Serca Jezusowego w Gdyni, kapelan Solidarności.

2002 Otwarcie superkina Krewetka Pierwsze Superkino Krewetka przy ul. Podwale Grodzkie zostało otwarte o północy. Posiada osiem klimatyzowanych sal kinowo - konferencyjnych dla 1871 widzów.

Najczęściej czytane