wiadomości

stat

Katastrofa SKM-ki na Przymorzu sprzed prawie 45 lat

artykuł historyczny
Zakleszczone na skutek zderzenia wagony dwóch kolejek na torach SKM.
Zakleszczone na skutek zderzenia wagony dwóch kolejek na torach SKM. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP

Wspominany katastrofę kolejową na torach SKM w Gdańsku sprzed prawie 45 lat, w której zginęła jedna osoba, a 32 zostały ranne, w tym cztery ciężko.



Był 7 grudnia 1970 r. Powoli mijał popołudniowy szczyt komunikacyjny w Trójmieście. Zapadł zmrok. Było czuć nadchodzącą zimę. Temperatura powietrza wynosiła ok. 4-5 stopni Celsjusza.

W tamtych czasach linią Szybkiej Kolei Miejskiej poruszały się składy nazywane "Modrakami". Ówczesne elektryczne zespoły trakcyjne (seria EW-90, EW-91 i EW-92) powstały w Niemczech przed II Wojną Światową w celu obsługiwania pasażerów na berlińskiej linii S-Bahn. Były zasilane napięciem 800 V. Po wojnie w ramach rekompensaty "Modraki" trafiły do Trójmiasta, gdzie najpierw przeszły modernizację w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Gdańsku, a potem wyjechały na tory SKM.

Wróćmy jednak do feralnego dnia. Kilka minut po godzinie 17 z przystanku Gdańsk Lotnisko (dzisiaj nosi nazwę Gdańsk Zaspa) ruszył wspomniany "Modrak" w kierunku Gdyni. Pociąg w kilka minut miał dotrzeć do przystanku Gdańsk Przymorze. Skład jednak zatrzymał się 200 metrów przed peronem zobacz na mapie Gdańska. Co było tego powodem?

Rumowisko widziane z wnętrza jednej z kolejek.
Rumowisko widziane z wnętrza jednej z kolejek. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Przechodzień na torach

Chwilę wcześniej maszynista zauważył przechodzącego przez tory mężczyznę i bez zastanowienia zaciągnął hamulec bezpieczeństwa. Waga składu - ponad 60 ton - sprawiła, że pociąg powoli wytracał prędkość - przechodzień dostał się niestety pod koła kolejki. Maszynista i kierownik pociągu wyszli na tory. Wśród pasażerów panowało poruszenie. Jednak do czasu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia pociąg nie mógł ruszyć z miejsca.

Tymczasem z przystanku Gdańsk Lotnisko ruszył kolejny "Modrak" w kierunku Gdyni. Skład rozpędził się do planowej prędkości. Maszynista prowadził skład tak jakby miał wolny tor. Niestety po kilkudziesięciu sekundach doszło do tragedii. Maszynista nie zauważył stojącej przed przystankiem Gdańsk Przymorze kolejki, która zatrzymała się w związku z potrąceniem.

Nadjeżdżający pociąg wbił się na kilka metrów swoją kabiną sterowniczą w ostatni wagon zatrzymanego pojazdu. Rozległy się jęki i rozpaczliwe wołania o pomoc.

Czytaj też: Zamach na niemiecki pociąg pod Starogardem Gdańskim sprzed 90 lat

By wydobyć poszkodowanych pracownicy pobliskich zakładów używali palników.
By wydobyć poszkodowanych pracownicy pobliskich zakładów używali palników. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Akcja ratownicza

W latach 70. straż pożarna była wyłącznie przygotowana do gaszenia pożarów, a nie wydobywania poszkodowanych i zakleszczonych w wypadkach komunikacyjnych. Choć strażacy byli na miejscu to akcje ratowniczą głównie prowadzili lekarze, sanitariusze, a także pracownicy lokalnych firm.

Wśród ostatnich były osoby, których czynny udział został nagrodzony pochwałą w Dzienniku Bałtyckim z 8 kwietnia. "Szczególnie ofiarnie pracowali spawacze Waldemar Grześ, Ryszard Sawicki i Roman Cichocki z Sopockich Zakładów Przemysłu Terenowego. Antoni Gałkowski i Stefan Sztyciński z WPK GG, Albin Oczk i Alfred Jank z PKS oraz 10-osobowa grupa monterów PKS".

We wspomnianym wydaniu Dziennika Bałtyckiego pojawiła się też relacja wysłannika z miejsca katastrofy: "Ludzie w białych kitlach zbierają rannych, udzielając pierwszej pomocy, stosując wobec ciężej rannych kroplówki, przewożąc ich następnie karetkami do szpitali. W ostatnim wagonie pociągu, w który uderzył wagon motorowy, pod zwałami żelastwa i strzępów drewna leży ranna kobieta. Nie można jej wydobyć. Ekipa techniczna lewarkami podnosi pozwijaną konstrukcję stalową, a tymczasem lekarze stosują kroplówkę".

W akcji ratowniczej brali udział pracownicy pobliskich zakładów.
W akcji ratowniczej brali udział pracownicy pobliskich zakładów. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Jedna osoba zginęła, 32 ranne, w tym cztery ciężko

Ówczesna prasa nie wspominała szczegółowo o tym, czy akcja była prowadzona sprawnie. Jednak liczba zaangażowanych osób i to w dodatku z różnych placówek i zakładów pracy, a także brak procedur ratunkowych w tamtym czasie, umacnia domniemanie, że w trakcie akcji panowało ogromne zamieszanie. Najważniejszą informacją w depeszach prasowych był jednak fakt, że miejsce katastrofy odwiedził pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR - Alojzy Karkoszka. Wraz z nim przybył też Tadeusz Bejm - przewodniczący prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej.

Dopiero po oficjelach na miejsce przybyła komisja gdańskiej Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych, prokuratorzy i Milicja Obywatelska.

Wśród osób, które podróżowały obiema kolejkami nikt nie zginął. Cztery osoby były ciężko ranne. W sumie do szpitali trafiły 32 osoby. Jedyną ofiarą śmiertelną był mężczyzna potrącony przez pierwszą kolejkę. Ciało należało do mieszkańca Pucka, niejakiego Franciszka Hempela.

Przeczytaj też: Katastrofa kolejowa sprzed ponad 40 lat między Gdańskiem i Tczewem

Do szpitala w wyniku wypadku trafiły 32 osoby.
Do szpitala w wyniku wypadku trafiły 32 osoby. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Dlaczego doszło do zderzenia dwóch kolejek?

Wszystko wskazuje, że zderzenia dwóch kolejek doprowadził błąd ludzki - rutyna w pracy. Władze DOKP wykluczyły błąd automatyki. Maszynista drugiego składu, który najechał na tył stojącej kolejki, musiał minąć sygnał stop. Nie zareagował.

Na niekorzyść załogi drugiego pociągu przemawia też fakt, że pociąg poruszał się odcinkiem, na którym jest bardzo dobra widoczność - widać przeszkodę nawet z odległości 250-300 m. Stojąca kolejka była prawidłowo oświetlona. Maszynista powinien bezpiecznie wyhamować "Modraka".

Katastrofa tłem grudniowej rewolty

Sprawa katastrofy stała się jednak cieniem dalszych wydarzeń na Wybrzeżu. Trudno odnaleźć doniesienia na temat usuwania skutków wypadku, a także utrudnienia w ruchu. Pojawiały się jedynie lakoniczne informacje o poprawiającym się stanie zdrowia poszkodowanych w wypadku. Pierwsze strony gazet zajęła podwyżka cen detalicznych żywności.

Z tego powodu na wybrzeżu ruszyła fala protestów aż w końcu doszło do tragedii 17 grudnia 1970 r. - czarny czwartek. W tamtym okresie prasa była pełna wołań do zachowania spokoju publicznego. Nikt nie wracał już do katastrofy "Modraków" na Przymorzu.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (123)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Maria Ludwika w pracowni Jana Heweliusza W pracowni Jana Heweliusza przy ul. Korzennej 53 - 55, gościła i uczestniczyła w obserwacji nieba żona króla Jana Kazimierza, Maria Ludwika