wiadomości

stat

Jak nazywać polskie okręty wojenne?

artykuł czytelnika artykuł historyczny
Kontradmirał Xawery Czernicki to okręt, który jako jeden z niewielu nosi imię polskiego bohatera wojennego.
Kontradmirał Xawery Czernicki to okręt, który jako jeden z niewielu nosi imię polskiego bohatera wojennego. fot. Krzysztof Mystkowski/KFP

Dyskusjom na temat polskiej Marynarki Wojennej częstokroć towarzyszy nadzieja na ziszczenie się marzeń o nowoczesnej Polsce nad Bałtykiem, której nieodłącznym elementem będzie krzepka morska siła zbrojna. Sam zaliczam się do osób, którym te sprawy leżą na sercu, a wizytowanie Ostrogi Pilotów zobacz na mapie Gdyni, z której rozciąga się widok na oksywski port wojenny, napełnia mnie niezmiennie tkliwością, ale też mieszaniną niedosytu i utęsknienia. Ten tekst nie będzie jednak traktował o infrastrukturze militarnej, okrętach, ich uzbrojeniu, ani o meandrach modernizacji polskiej marynarki. Będzie poświęcony słowom - pisze nasz czytelnik, Marcin Gubała.



zakończona Łącznie głosów: 1386
Słowa potrafią zawładnąć naszą wyobraźnią, przechować albo zniszczyć pamięć, potrafią zranić - albo zbudować. Są przede wszystkim nośnikiem myśli i emocji. W wymiarze zbiorowym - stanowią poświadczenie naszych wspólnych obywatelskich przeżyć i zapatrywań. Jest to aspekt związany z symboliką, a dokładniej - ze słowami, które niosą ze sobą ponadczasową treść. Symboliki nie brakuje także w odniesieniu do marynarki wojennej i do jej okrętów.

Nazwa okrętu powinna być doniosła



Mam na myśli te słowa, które składają się na wyróżniki poszczególnych jednostek - na ich nazwy. Tu właśnie upatrywałbym wyjątkowej wagi słów i doniosłości symboli. Nazwa okrętu to bowiem atrybut indywidualizujący go pośród innych, ale także i nośnik wartości, świadectwo powagi roli, którą odgrywa, a także duma jego załogi.

Nazwy okrętów odwołują się do pojęć budzących co do zasady respekt; są one szlachetne same w sobie, czasem idzie również o to, by były swoiście "groźne" i by w ten sposób oddawały istotę działań danej jednostki (mam na myśli zwłaszcza nazwy "oddrapieżnicze", nadawane okrętom podwodnym, a także te związane ze zjawiskami atmosferycznymi, tradycyjnie przynależne szybkim, dobrze uzbrojonym jednostkom). Biorąc pod uwagę aktualną praktykę można się co prawda zastanawiać, czy np. nazwy jezior są w tym kontekście adekwatne, niemniej nie można im odmówić tego, że również i one mają obiektywne odniesienie, że są nawiązaniem do bytu zakorzenionego w tradycji i świadomości lokalnej, regionalnej, krajowej.

Praktyka nazewnicza zapoczątkowana w okresie międzywojennym niesie ze sobą nie tylko porządek (mniej lub bardziej przestrzegany) rządzący nadawaniem miana okrętom, ale też i niezaprzeczalny potencjał tradycji. Z kolei czyn zbrojny z lat II wojny światowej uświęcił niektóre nazwy (takie jak "Błyskawica", "Burza", "Grom", "Orzeł"), a ponadto uprawomocnił określone metody związane z nazewnictwem.

Nazwy okrętów oddające cześć bohaterom



Świadom owych głęboko zakorzenionych wzorców ośmielę się zaproponować nowe spojrzenie na tę kwestię. Nie wnoszę tu w żadnym razie o ogólną rewizję dotychczasowych sposobów nazewnictwa, ale przedkładam sugestię odnoszącą się do dodatkowej formuły, do której można by się odwołać w przyszłości - formuły polegającej na nadawaniu okrętom nazw pochodzących od nazwisk osób, które weszły do panteonu bohaterów polskiej marynarki wojennej.

Nadanie okrętom nazw pochodzących od nazwisk bohaterów to ich upamiętnienie w sposób żywy, aktywny, a przy tym szlachetny i godny. Pomniki czy tablice, choć stanowią istotny czynnik utrwalania i przywracania zbiorowej pamięci, mają jedną zasadniczą wadę: są statyczne, pozostają w pewnym oddaleniu od ludzkich spraw, trwają na swoich osamotnionych posterunkach, "ożywają" zaś przeważnie przy okazji oficjalnych uroczystości związanych z danym wydarzeniem. Tymczasem nazwa okrętu jest nie tylko upamiętnieniem - jest czymś więcej. Jest wpisaniem się w tworzoną każdego dnia historię zmagań człowieka z morzem. Jest łącznikiem, który wiąże to, co przeszłe i napawające dumą z tym, co bieżące i powszednie. Jest czymś, co w pewien sposób uwzniośla rutynę, czymś, co nadaje dodatkowy sens trudowi podejmowanemu każdego dnia. Innymi słowy: nazwa okrętu to dzieło żywe, wbudowujące się w świadomość i funkcjonujące obok nas, z nami, wśród nas.

Pamiętajmy o tych, którzy oddali życie



Odwołanie się do omawianej metody może być skutecznym sposobem na przywrócenie godności tym zasłużonym dla sprawy morskiej, których historia zepchnęła na margines lub wręcz skazała na zapomnienie. Mowa tu w szczególności o tych, którzy ponieśli ofiarę w wyniku działań wojennych, jak i o tych, których losy były determinowane przez powojenne procesy polityczne. Zwłaszcza w tym drugim przypadku jest do zrobienia bardzo wiele również w warstwie symbolicznej, albowiem dziesięciolecia przemilczania faktów i fałszowania historii wyrządziły bardzo dotkliwe szkody, z trudem naprawiane w dobie demokratycznej Polski.

Pierwsze przykłady już są



Omawiana metoda byłaby także częściowym nawiązaniem do rozstrzygnięć nazewniczych, podejmowanych w polskiej marynarce wojennej przed II wojną światową, jak też w trakcie tego konfliktu. Okrętów o tego rodzaju nazwach nie było co prawda w polskiej flocie wiele, niemniej warto je tu dla porządku przywołać. Otóż nazwami takimi obdarzono dwie kanonierki (ORP Generał Haller i ORP Komendant Piłsudski) i okręty szkolne (bocznokołowiec ORP Generał Sosnkowski, który w latach 1925-1931 pełnił służbę w Marynarce Wojennej na Bałtyku oraz ORP Sławomir Czerwiński - w tym drugim przypadku sytuacja była o tyle wyjątkowa, że okrętowi nadano imię urzędnika i polityka, który nie był ściśle związany ze sprawami marynarki wojennej).

Nie można nie wspomnieć o jednostkach flotylli rzecznych (m.in. ORP Admirał Sierpinek, ORP Hetman Chodkiewicz, ORP Generał Szeptycki). Omawianej metody użyto także w odniesieniu do okrętu przekazanego polskiej marynarce wojennej w 1944 r. Nadanie krążownikowi HMS Danae nazwy ORP Conrad (będącej uczczeniem pamięci Józefa Konrada Korzeniowskiego) było zresztą swoistą ucieczką od "nazewniczego pata" (początkowo okręt chciano nazwać "Wilno" lub "Lwów", co było jednak politycznie nieakceptowalne dla Brytyjczyków), a równocześnie podkreśleniem polsko-brytyjskiej kooperacji w sprawach morskich. Nie należy wreszcie zapominać o skromnej, lecz nad wyraz dzielnej jednostce, która nosiła miano królewskie (kuter pościgowy Batory).

Trzy okręty wojenne z patronami



Aktualnie w polskiej Marynarce Wojennej mamy do czynienia z przykładami świadczącymi o odwoływaniu się do tego typu metody. Nie ma ich wiele, niemniej te drobne nazewnicze wyłomy dają podstawy, by myśleć o ich rozszerzeniu. W skład marynarki wojennej wchodzi ORP "Kontradmirał Xawery Czernicki" (upamiętniający polskiego oficera i inżyniera zamordowanego w Katyniu). Ponadto - służą w Marynarce Wojennej dwa okręty, które noszą imiona postaci niewątpliwie dla polskiej historii zasłużonych, choć może niekoniecznie bezpośrednio związanych z dziejami Polski nad morzem (ORP Generał Kazimierz Pułaski i ORP Generał Tadeusz Kościuszko), a także dwa okręty hydrograficzne upamiętniające wybitne postaci nauki (ORP Heweliusz i ORP Arctowski).

Na świecie to norma



Ta metoda nazewnicza jest z powodzeniem stosowana w niektórych flotach zagranicznych. Dla przykładu: w marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych przyjęto nazywać jednostki nazwami upamiętniającymi postaci zasłużone dla US Navy czy też szerzej - dla spraw publicznych (lotniskowce - np. USS Gerald R. Ford, USS John C. Stennis, USS Carl Vinson, niszczyciele klasy Arleigh Burke - np. USS Chung-Hoon i USS Forrest Sherman). Zastosowanie tej metody możemy odnaleźć także w szeregu innych flot (hiszpańskiej, duńskiej, norweskiej, francuskiej czy włoskiej).

Kogo warto uhonorować i przypomnieć?



Nie czuję się na siłach, by przedstawiać pełen katalog potencjalnych nazw odpowiadających powyższym założeniom. Podam tylko te, które nasuwają mi się na myśl pierwszorzędnie. Są to osoby, które bez wahania można nazwać bohaterami z okresu, w którym polska marynarka wojenna zapisywała swą chlubną wojenną kartę: admirał floty Józef Unrug, kontradmirał Adam Mohuczy, kontradmirał Włodzimierz Steyer, kontradmirał Stanisław Mieszkowski, kontradmirał Jerzy Staniewicz, komandor porucznik Stanisław Hryniewiecki, komandor podporucznik Zygmunt Horyd, porucznik Stanisław Kosko...

Część z wymienionych osób została dotknięta komunistycznymi represjami (np. kontradmirał Mieszkowski, pełniący po II wojnie światowej funkcję dowódcy floty, został skazany na karę śmierci przez Najwyższy Sąd Wojskowy; kontradmirał Mohuczy zmarł w więzieniu odbywając karę pozbawienia wolności), co skutkowało m.in. tym, że upowszechnianie pamięci o nich było przez wiele lat uniemożliwione. Czas już najwyższy, by pamięć tę wznowić i ugruntować.

Czy będzie sposobność ku temu, by przywołać do ostatniej, symbolicznej służby którąś z zasłużonych postaci? Cóż, wiele zależy od dalszych losów polskiej Marynarki Wojennej, a zwłaszcza od tego, kiedy przydarzy się jej chrzcić nowe okręty... A może idea ta mogłaby mieć szerszy zasięg i odnosić się też do floty handlowej? Być może któryś z polskich armatorów byłby skłonny się do niej odwołać?
Co Cię gryzie - artykuł czytelnika to rubryka redagowana przez czytelników, zawierająca ich spostrzeżenia na temat otaczającej nas trójmiejskiej rzeczywistości. Wbrew nazwie nie wszystkie refleksje mają charakter narzekania. Jeśli coś cię gryzie opisz to i zobacz co inni myślą o sprawie.

Opinie (496) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1877 Urodził się Berthold Hellingrath Berthold Hellingrath, urodził się w Elblągu. Nauki pobierał w Gdańsku i studiował w Niemczech. W latach 1906 - 1925 działał w Gdańsku, tworząc i wydając setki rysunków z widokami miasta. Zginął w Hanowerze w 1954 r.

Sprawdź się

Syn jakiego króla urodził się w Gdańsku?

 

Najczęściej czytane