Historia zapomnianego oficera, kmdr. Kazimierza Bielawskiego. Część I

1 lipca 1928 r. Marszałek Józef Piłsudski wizytuje gdyński port wojenny.
1 lipca 1928 r. Marszałek Józef Piłsudski wizytuje gdyński port wojenny. źródło: fotopolska.eu

W 1949 r. komandor doktor Kazimierz Bielawski został skazany w pseudoprocesie na karę 15 lat więzienia. Ten zasłużony oficer i lekarz padł ofiarą stalinowskich czystek w Marynarce Wojennej. W dzisiejszym artykule zaprezentujemy jego niezwykły życiorys. W kolejnym przybliżymy okoliczności skazania oraz trwające do dziś starania rodziny o rehabilitację.



Czy czytałe(a)ś o okresie stalinizmu w naszym kraju?

Zobacz wyniki (141)
Niewątpliwie jedną z najciemniejszych kart w historii Polskiej Marynarki Wojennej jest okres stalinowskich czystek. Przybyli ze Związku Radzieckiego w ramach "bratniej pomocy" oficerowie - obok oczywistego zadania nadzorowania polskiego wojska - mieli również wyplenić wszystkich "reakcyjnych" i niepewnych politycznie.

Mieliśmy wtedy do czynienia z licznymi aresztowaniami, torturami i pokazowymi procesami.

Proces komandorów: czarna karta w historii Marynarki Wojennej



"Spisek" komandorów



Najbardziej znanym był niewątpliwie ten dotyczący tzw. spisku komandorów, kiedy to w okresie od września 1950 r. do grudnia 1951 r. uwięziono siedmiu wyższych przedwojennych oficerów Marynarki Wojennej.

Dla trzech z nich brutalne śledztwo i tortury zakończyły się wyrokami śmierci. Reszta natomiast została skazana na wieloletnie więzienie.

Co szczególnie ważne, w 1956 r. wszyscy skazani zostali zrehabilitowani.

Czytaj więcej: Komandorowie spoczęli w chwale na cmentarzu Marynarki Wojennej

Jest jednak pewna historia, która mimo upływu tylu lat niestety wciąż nie doczekała się pełnego zakończenia. Chcemy przybliżyć dziś postać komandora doktora Kazimierza Bielawskiego, szefa Służby Zdrowia Marynarki Wojennej, jak również dążenia jego rodziny do pełnej rehabilitacji.

Mamy nadzieję, że wspólnymi siłami działania te zakończą się sukcesem.

Młodość spędzona na frontach



Komandor Kazimierz Bielawski.
Komandor Kazimierz Bielawski. zbiory prywatne
Kazimierz Bielawski urodził się w szlacheckiej rodzinie 23 stycznia 1893 r. w Rzeszowie. Po zdaniu z wyróżnieniem egzaminu maturalnego dalszą naukę rozpoczął w 1911 r. na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego. Trzy lata później wstąpił w szeregi Legionów Polskich. Wraz z 1. Pułkiem Piechoty brał udział w walkach m.in. pod Korczynem. Niedługo po tym skierowano go do służby w Szpitalu Legionowym, gdzie doskonalił swą wiedzę medyczną z zakresu chirurgii.

Na początku 1918 r. Bielawski dostał się do austriackiej niewoli, po uwolnieniu z której był aż do maja 1919 r. internowany przez Ukraińców. Po odrodzeniu się Polski zdecydował się na powrót do ojczyzny, po którym otrzymał przydział do szpitala polowego 13. Dywizji Piechoty. Niebawem dochodzi do wybuchu wojny między Polską a Rosją Radziecką, w której Bielawski również bierze udział.

Rozkaz przeniesienia na Wybrzeże



W jej trakcie awansował kolejno na porucznika i kapitana. Po zakończeniu działań wojennych decyzją przełożonych został wysłany do Krakowa, gdzie w latach 1921-1925 ukończył studia medyczne. W międzyczasie nadszedł również rozkaz, który przeniósł kapitana Bielawskiego nad polskie Wybrzeże. Objął tam stanowisko starszego lekarza w gdyńskim Dywizjonie Torpedowców.

Co istotne, Bielawski nadal podnosił swoją wiedzę medyczną. Uzyskanie 16 kwietnia 1926 r. dyplomu poskutkowało przeniesieniem go z korpusu oficerów sanitarnych do grupy lekarzy. W kolejnych latach kapitan Bielawski był m.in. oficerem sanitarnym Sztabu Dowództwa Floty oraz lekarzem dywizjonu torpedowców. Od 1930 r. zakres jego obowiązków uległ znacznemu poszerzeniu, gdyż pełnił jednocześnie funkcję lekarza Portu Wojennego w Gdyni, lekarza dywizjonu minowców, dbał o zdrowie załogi Westerplatte oraz kierował przychodnią lekarską na ORP Bałtyk.

ORP "Bałtyk" na zdjęciu z I połowy lat 30.
ORP "Bałtyk" na zdjęciu z I połowy lat 30. źródło: wikipedia.org

Niezwykłe wyróżnienie wśród oficerów-lekarzy



Mimo niewątpliwego nawału pracy doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków, co zaowocowało tym, że jako jeden z dwóch oficerów-lekarzy otrzymał prawo do noszenia munduru oficera Marynarki Wojennej.

Rok 1931 przyniósł Bielawskiemu awans do stopnia majora oraz przeniesienie na stanowisko ordynatora oddziału internistycznego Szpitala Morskiego w Gdyni. Podczas tej służby po raz kolejny dał się poznać jako wybitny lekarz i doskonały oficer, co w 1935 r. zaowocowało objęciem przez niego stanowiska komendanta wspomnianego szpitala. W planach miał m.in. wybudowanie dodatkowego skrzydła szpitalnego, w którym miałyby znaleźć się nowe przychodnie i oddziały. Niestety, tego zamiaru nigdy nie udało się zrealizować.

Wyjątkowo pracowita "emerytura"



W 1938 r. Bielawski otrzymał awans na stopień podpułkownika i... zdecydował się przejść na emeryturę. Jednak na emeryturze nie siedział bezczynnie. Podnosił swoje kwalifikacje w zakresie chorób wewnętrznych oraz pediatrii, a ostatecznie rozpoczął pracę jako dyrektor Szpitala Zakaźnego w Gdyni. Na tym stanowisku zastał go wybuch wojny.

Został zmobilizowany i skierowany na stanowisko zastępcy komendanta 8. Szpitala Okręgowego w Toruniu. Po raz kolejny wziął udział w walkach. W połowie września 1939 r. podpułkownik Bielawski otrzymał rozkaz, by wraz z podległym sobie personelem medycznym i lżej rannymi przebić się do Warszawy. Niestety, podczas realizacji zadania dostał się do niemieckiej niewoli.

Przewieziono go wraz z żoną do szpitala jenieckiego w Chodakowie, skąd na początku grudnia 1939 r. trafili do Sochaczewa. Nie przebywali tam jednak długo. Już 21 grudnia Bielawski i jego żona udali się do Gorlic. Było to możliwe dzięki wstawiennictwu burmistrza tego miasta. Obawiał się on wybuchu epidemii, a że znał dobrze Bielawskiego, to udało mu się załatwić zwolnienie z niewoli.

Służba dla odradzającej się Polski



Pod koniec wojny nasz bohater przeniósł się do Krakowa. Tuż po zakończeniu działań wojennych powrócił nad polskie morze. Jak wiadomo, sytuacja polityczna w kraju uległa diametralnej zmianie, choć początkowo nic nie wskazywało na nadciągającą tragedię. Bielawski początkowo rozpoczął pracę w Gdyni jako lekarz Milicji Obywatelskiej, a następnie w Ubezpieczalni Społecznej. Niedługo potem z Bielawskim nawiązał kontakt komandor awansowany wkrótce na kontradmirała, Adam Mohuczy. Obaj znali się doskonale sprzed wojny.

W tym czasie Mohuczy był dowódcą Marynarki Wojennej i złożył Bielawskiemu propozycję powrotu do służby czynnej. Bielawski zbyt długo się nie zastanawiał i tak oto 26 lutego 1946 r. objął stanowisko szefa Wydziału Sanitarnego Głównego Portu Marynarki Wojennej. Co istotne, do wysługi lat zaliczono mu również okres przedwojenny.

Na początku 1947 r. Bielawski otrzymał awans na stopień komandora, a w czerwcu został szefem Służby Zdrowia Marynarki Wojennej. W aktach osobowych możemy znaleźć same pozytywne opinie, podpisane m.in. przez zastępcę dowódcy Marynarki Wojennej ds. politycznych, szefa Zarządu Polityczno-Wychowawczego MW Józefa Urbanowicza. Niestety, nowa władza dość szybko postanawia wprowadzić nowe porządki.

Skazanie w pseudoprocesie na 15 lat



Jak już wcześniej wspomniano, komandor Bielawski wywodził się ze szlacheckiej rodziny, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej i należał do klasy inteligentów. Z takim "bagażem" nietrudno było go uznać za wroga powojennej ojczyzny. 21 kwietnia 1948 r. komandor został aresztowany. Rozpoczęło się brutalne śledztwo, w którym zarzucano mu zbrodnie sabotażu. Proces - choć naprawdę trudno go tak nazwać - trwał rok.

W wyniku tortur komandor Bielawski przyznał się do zarzucanych mu czynów i skazany został na 15 lat więzienia, przepadek mienia oraz pozbawienie na okres 5 lat praw obywatelskich, honorowych i publicznych.

Podjęte przez żonę starania o złagodzenie kary sprawiły, że w styczniu 1954 r. Rada Państwa skróciła karę do 10 lat. Bielawski opuścił więzienie w strasznym stanie psychicznym i fizycznym. Po wyjściu na wolność podjął pracę lekarza w Starogardzie Gdańskim, ale niedługo potem podjął decyzję o opuszczeniu Wybrzeża. Wraz z żoną przeniósł się do Jasła na Podkarpaciu, gdzie pracował jako lekarz w Rafinerii Nafty.

Komandor doktor Kazimierz Bielawski zmarł 1 września 1965 r. i spoczął na cmentarzu Rakowickim.

Rodzina wciąż czeka na sprawiedliwość



Dzięki uprzejmości krewnej komandora, pani Teresy Wewiórskiej, jesteśmy w posiadaniu dokumentacji z jego procesu, który jawi się jako ewidentna zbrodnia sądowa. W przyszłym tygodniu przedstawimy naszym czytelnikom oskarżenia, z którymi musiał zmierzyć się Kazimierz Bielawski.

Ponadto dysponujemy korespondencją między rodziną a IPN-em oraz Departamentem ds. Wojskowych Prokuratury Krajowej. Przeglądając wspomniane dokumenty, nie sposób nie odnieść wrażenia, że obie te instytucje de facto nie chcą zgodzić się na rehabilitację komandora. Tę sprawę również postaramy się nieco przybliżyć, mając nadzieję, że znajdzie ona wreszcie swój pozytywny finał.

Opinie (7)

  • Błąd w tytule (1)

    Skrót kmdr powinien być zapisany bez kropki

    • 0 2

    • nie, nie ma tu błędu

      Bo to nie jest skrót od słowa "komandor" tylko od słowa "komandora", więc kropka jest zasadna.

      • 2 0

  • A zna ktos przypadek, ze IPN

    komus sie na cos przydal?
    Pytam bez zlosliwosci, z czystej ciekawosci.

    • 5 4

  • A może by tak o pułk. Karolu Baczu

    Napisac....

    • 0 1

  • Piękny żywot bohatera trudnych czasów. Zawsze na służbie dla potrzebujących. Cześć i chwała.

    • 10 0

  • dzękuję za tak ciekawy artykuł

    Nie znałam tej postaci. Wreszcie pomiędzy artykułami o rozlanej farbie czy dziennikarstwem śledczym dot. przeklejenia ceny z winogron na odkurzacz w biedronce - taka perełka. Człowiek kolejny raz uświadamia sobie jakie mamy spokojne życie i czym tak naprawdę jest piekło na ziemi. Chętnie przeczytam o komandorze Bielawskim.

    • 23 0

  • Inteligencja!

    Szanowny Autorze kmdr Bielawski należał do klasy inteligencji a nie komunistycznych inteligentów!

    • 19 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Kto przebywał w latem 1920 roku w budynku będącym dzisiejszą siedzibą Towarzystwa Przyjaciół Orłowa?