Historia zapomnianego kapitana

artykuł historyczny
Samotne opłynięcie Ziemi zajęło kpt. Henrykowi Jaskule 344 dni.
Samotne opłynięcie Ziemi zajęło kpt. Henrykowi Jaskule 344 dni. fot. archiwum Henryka Jaskuły

Nazwiska Leonida Teligi, Krzysztofa Baranowskiego czy Romana Paszke znane są nie tylko w świecie żeglarskim. Gdybyśmy jednak zapytali o Henryka Jaskułę, to byłby problem, bo choć odbył rekordowy i legendarny rejs, to dla wielu pozostaje całkowicie nieznany.



Henryk Jaskuła urodził się 22 października 1923 roku w Radziejowie (województwo małopolskie). Jego rodzina była biedna, więc ojciec późniejszego żeglarza wyemigrował w 1926 roku do Argentyny, do której na początku lat 30. ściągnął resztę rodziny.

Henryk rozpoczął naukę w szkole powszechnej. Choć początki nie należały do najłatwiejszych (głównie za sprawą nowego języka, który trzeba było opanować) ukończył ją jako jeden z prymusów. Wtedy też pojawiły się pierwsze marzenia o zostaniu inżynierem. Z dobrymi wynikami ukończył liceum i dostał się na wydział elektromechaniczny Uniwersytetu Narodowego La Plata.

Po wojnie przyszły kapitan zdecydował się na powrót do ojczyzny, by w niej kontynuować naukę. Został przyjęty na Akademię Górniczą w Krakowie, ale pojawił się problem - program nauki był diametralnie różny od argentyńskiego, dlatego też Jaskuła musiał rozpoczynać studia od początku.

W czasie nauki w Krakowie poznał Zofię Kiełtykę, z którą niebawem wziął ślub.

W roku 1951 Henryk Jaskuła obronił pracę magisterską i rozpoczął pracę w Zakładach Wytwórczych Silników Elektrycznych, a następnie w Biurze Projektów Budownictwa Wiejskiego.

Można zadać pytanie, skąd u inżyniera elektromechanika nagle wzięła się pasja morska? Przyczyna była prozaiczna - tęsknota za pozostawioną w Argentynie rodziną. W tamtych czasach dewizy były dobrem niedostępnym, stąd też podróż statkiem czy samolotem była praktycznie niemożliwa. Jaskuła wpadł zatem na pomysł odbycia rejsu jachtem.

Był tylko jeden, ale za to dość znaczny problem: Henryk Jaskuła nie miał żadnego doświadczenia żeglarskiego.

Jednak "dla chcącego nic trudnego", dlatego w wieku 40 lat inżynier zapisał się na kurs sternika jachtowego. Zdobył go w 1963 roku w Ośrodku Szkolenia Morskiego w Jastarni, a w 1971 roku uzyskał stopień jachtowego kapitana żeglugi wielkiej.

W tym samym roku na jachcie "Karawela" wziął udział w regatach Rias Bajas w Hiszpanii. Wydawać by się mogło, że kolejny rejs będzie już prowadzić do Argentyny. Niestety na drodze stanęła negatywna decyzja klubu morskiego "Stal-Stocznia", który nie wyraził zgody na taką wyprawę.

Jaskuła nie poddał się i rozpoczął poszukiwania klubu, który umożliwiłby mu odbycie upragnionego rejsu. Udało się - dzięki bydgoskiemu klubowi "Brda" w 1973 roku Jaskuła spełnił swe marzenie sprzed 10 lat i wyruszył w rejs do Argentyny, gdzie spotkał się ze swoją rodziną (niestety ojciec kapitana zmarł kilka lat wcześniej).

Prawdopodobnie w drodze powrotnej do Polski Henryk Jaskuła zaczął snuć pierwsze plany samotnego rejsu dookoła świata, bez zawijania do jakiegokolwiek portu.

Na początku oczywiście pojawiły się problemy - trzeba było wyszukać zakład, który zgodziłby się wybudować nowy, odpowiednio przygotowany na tak trudny rejs jacht. Choć Jaskuła uzyskał poparcie sekretarza generalnego Polskiego Związku Żeglarskiego, Wiesława Rogali, (Związek przekazał dotację w wysokości 2,5 mln złotych), ani Zakład Napraw Taboru Kolejowego w Bydgoszczy (nie, to nie jest pomyłka - w tych zakładach bowiem powstał m. in. jacht "Euros" na którym Jaskuła płynął do Argentyny) ani Warsztaty Lokomotywowni w Żurawicy albo nie podjęły się budowy albo oferowały któryś z aktualnie posiadanych jachtów, których stan pozostawiał wiele do życzenia.

Ostatecznie zapadła decyzja o budowie jednostki w gdańskiej stoczni jachtowej imienia Conrada Korzeniowskiego (tej samej, w której powstał s/y "Bieszczady" - czytaj więcej o jego ostatnim pechowym rejsie).

Pierwsze prace ruszyły w grudniu 1977 roku. Budowany jacht był typu "Opal IV", miał przeszło 14 metrów długości, szerokość blisko 4 metrów i powierzchnię żagli 80 metrów kwadratowych. Dodatkowo wyposażony był w silnik Volvo o mocy 35 KM oraz radio, które pozwalało tylko na odbiór, więc do kontaktu na krótkim dystansie jednostkę wyposażono w UKF-kę). Jacht nie posiadał żadnej tratwy ratunkowej, bo na jej zakup zabrakło czasu.

23 września 1978 roku odbył się uroczysty chrzest jachtu wraz z nadaniem mu nazwy "Dar Przemyśla". W tym właśnie mieście kapitan Jaskuła zgromadził sporą liczbę entuzjastów morskich, wraz z którymi założył Przemyski Okręgowy Związek Żeglarski.

Po zakończeniu niezbędnych przygotowań i zaprowiantowaniu, 12 czerwca 1979 roku kapitan Henryk Jaskuła wyszedł z portu w Gdyni w rejs swojego życia. Na pokładzie znalazły się konserwy mięsne, wojskowa grochówka, 500 litrów wody oraz kilka piw i 24 butelki spirytusu.

Trasa wiodła wokół Przylądka Dobrej Nadziei, po południowej stronie Australii i Nowej Zelandii i wokół przylądka Horn. Był to najdłuższy w historii samotny rejs non stop - trwał 344 dni. Poprzedni rekord ustanowiony przez Robina Knox-Jonstona wynosił 313 dni.

Kapitan Jaskuła powrócił do Gdyni 20 maja 1980 roku. Rejs zakończyłby się nieco wcześniej, ale dygnitarze oraz media nie zdążyły z przybyciem na powitanie, dlatego jeden dzień kapitan Jaskuła krążył po wodach Zatoki Gdańskiej. Był pierwszym Polakiem i trzecim w historii żeglarzem, który samotnie opłynął kulę ziemską bez zawijania do jakiegokolwiek portu. W Gdyni witały go tysiące ludzi a pierwsze słowa, jakie wypowiedział po zejściu na ląd brzmiały "Polsko kochana! Twój syn powrócił". Kapitan Jaskuła za swe osiągnięcia odznaczony został m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Niestety, niebawem po powrocie do kraju zaogniły się stosunki między kapitanem Jaskułą a Przemyskim Okręgowym Związkiem Żeglarskim. Kapitan planował bowiem kolejny rejs dookoła świata oraz chciał, by "Dar Przemyśla" cumował w porcie w Gdyni.

Zarząd POZŻ zdecydował jednak o cumowaniu jednostki w Nicei i rejsach po Morzu Śródziemnym. Ponieważ nie osiągnięto porozumienia, kapitan Jaskuła zrezygnował z funkcji wiceprezesa ds. morskich POZŻ.

Niebawem spotkał go kolejny cios - jego ukochany jacht, który odbywał rejs na Kubę, idąc zbyt blisko brzegu uderzył w próg skalny i osiadł na mieliźnie w połowie tonąc. Wrak dość szybko rozszabrowano. Henryk Jaskuła bardzo mocno to przeżył - nigdy więcej nie powrócił już do żeglowania...

Opinie (50)

  • (4)

    dobry ziom - dobry motyw z tym spirytusem.
    elo

    • 18 10

    • (2)

      Kre. .tyn jesteś, a autor artykuły nie ma pojęcia do czego był potrzebny Panu Henrykowi spirytus. Mianowicie do zasilania kuchenki spirytusowej, na której się gotuje.

      • 3 4

      • Dobra, dobra...
        Na Atlantyku raczej ciepło nie było więc wiadomo....
        Ps. Każdy Polak mówi o sobie
        Elo

        • 1 3

      • na piwie tez sie gotuje? :)

        przestan bajki opowiadac.

        • 3 2

    • Tak, chodzi o spirytus do kuchenki.

      • 1 0

  • Prawdziwy twardziel.

    Szacunek dla tego Pana.

    • 49 2

  • (1)

    Jest jego autorstwa (Jaskuły) książka na temat tego samotnego rejsu dookoła świata. Polecam tym, których ten temat interesuje.

    • 36 2

    • Jakby ktoś chciał poznać bliżej ot jest ksiażka pt. Non stop dookoła świata Henryk Jaskuła autor.

      Szkoda że w artykule nic o tym nie ma...

      • 12 1

  • marzenia się spełniają :) (4)

    • 25 1

    • czyli nie taki zly byl ten PRL (2)

      skoro mozna bylo spelniac marzenia, nawet takie. chcialbym zyc w latach 70-tych

      • 3 10

      • a wiesz ile się musiał napocić (1)

        żeby urzeczywistnić marzenia?

        • 0 3

        • a teraz to myslisz ze mozna latwo i bez pracy?

          chyba ze jestes jasiem mela to znajdziesz sponsorow

          • 2 2

    • Nie! Ktoś mądry dziś powiedział że, marzenia trzeba spełniać...

      • 0 0

  • na trzecim zdjeciu jest kpt Zbigniew Jaskula? pomylka? (1)

    Odpowiedź redakcji:

    Dziękujemy za zwrócenie uwagi. Treść została poprawiona.

    • 1 2

    • W czasie nauki w Krakowie poznał Zofię Kiełtyńską, z którą niebawem wziął ślub. Małe sprostowanie,, Zofię Kiełtykę"
      Pozdrawiam, Paweł

      Odpowiedź redakcji:

      Dziękujemy za sugestię. Treść została poprawiona.

      • 5 1

  • Super artykuł!

    Dobrze, że postać Henryka Jaskuły została przypomniana!

    • 27 1

  • Bo Kpt. Jaskula nie zyl w czasach gdzie internet promowal miernoty dla rozglosu i reklam (3)

    Dlatego jest malo znany.
    Gutki i inne leszcze bawia sie za pieniadze sponsorow i jeszcze zarabiaja kase na tym. Za swoje NIC by nie kupili , nigdzie by nie poplyneli , niczego by nie zwojowali,bosa zbyt mali na to. A tak ludzie im w zasadzie kupuja ich zabawki gdzie moga kleic glupa i udawac. Do tego w internecie kilka portali o nich napisze ,kilka fotek , jakies filimiki na YT i juz JEST GWIAZDA!!!!!! Znana twarz w kregach i nie tylko. Pewnie dajcie ich jeszcze na reklame do Playa to wszyscy beda ich znac.
    To Wam czyli mediom sie wydaje ze taki czesto pokazywany leszczyk to jakas gwiazda , bo na taka ich kreujecie. Prawda moze byc zgola inna i zazwyczaj jest.
    Sa setki ludzi na morzach , ktorzy nigdy nie beda ani znani , ani opisywani w internecie przez was pomimo ze dokonali rzeczy bardziej spektakularnych. Przykladem wlasnie jest Kpt Jaskula. Chyle czolo przed nim jako czlowiekiem i jako Kpt.

    • 43 4

    • Realista

      ma racje, szacun dla Kpt. Jaskuly i dla Ciebie za trafne przemyslenia.Popieram!

      • 7 2

    • Ładnie powiedziane.

      Pozdrawiam

      • 3 3

    • odezwał się kartonowy kapitan jachtowy. Pewnie patent zdobyłeś pływając Bawarią w Chorwacji. Mieszasz kompletnie pojęcia żeglarskie. Zasługą kapitana Jaskóły było opłynięcie kuli ziemskiej kilkadziesiąt lat temu, a innego kalibru jest udział kapitana Gutkowskiego w największych i najbardziej prestiżowych regatach świata, jakimi są Vende Globe. Obaj rozsławili imię polskiego żeglarstwa, choćkażdy w nieco inny sposób i nie można tego porównywać. Zarzucanie kapitanowi Gutkowskiemu, że pływa na sprzęcie sponsorowanym przez innych jest tak niedorzeczne, jak Twoja ignorancja w tym temacie. Kapitan Jaskóła też nie płynął na swoim jachcie tylko sponsorowanym przez państwo polskie czyli przez podatników. Chyba najlepiej będzie, jak dasz spokój z tym tematem, bo się ośmieszasz, kartonowy kapitanie.Pływanie po Chorwacji chyba najlepiej Ci wychodzi. Choć i w to wątpię.

      • 6 1

  • czy jak plynie sie yachtem mozna byc na bani i nikt tego nie sprawdza? (2)

    "Na pokładzie znalazły się konserwy mięsne, wojskowa grochówka, 500 litrów wody oraz kilka piw i 24 butelki spirytusu."

    • 1 25

    • nie powie chyba nikt ze piwo bylo potrzebne jako odzywka do wlosow ;)

      • 0 3

    • Spirytus służy bprzede wszystkim do odkurzania. Należy o tym pamiętać!

      • 0 0

  • Kpt. Paszke

    Może ktoś wyjaśnic czym się wsławił ten pan ? Bo o jego "przygodach" i jego zielonego toledo na ulicach Gdańska to tutaj informacji nie ma.

    • 8 6

  • (3)

    kpt Jaskuła popłynął także w ramach terapii anty-alko, w swojej książce pisał o tym oględnie, a zmagał się z alkoholizmem lata. Z polskich sławnych kiedyś żeglarzy warto przypomnieć też tych dawnych np. Jana z Kolna, Arciszewskiego, Beniowskiego. Każda ich historia to gotowy scenariusz do mocnego filmu.

    • 8 9

    • jaka teapia ?

      człowieku co ty za bzdury piszesz. I pewnie jeszcze ten rejs zorganizował mu lub AA. Czytałem książkę kpt. Jaskuly i niczego takiego się nie doczytałem. Może wskażesz w którym miejscu o tym pisze

      • 8 1

    • Tak on lubil wypic.

      Pamietam chcielismy wyjsc z Darlowka w 1969 roku. My, zaloga mlodociana i podpity kapitan. Oficer odprawiajacy nie zezwolil z tego powodu wyjsc w morze. Musielismy przenocowac w porcie az do wytrzezwienia kapitana.

      • 0 0

    • Co ma Arciszewski, Beniowski czy Jan z Kolna ze współczesnymi żeglarzami?

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Muzea

Sprawdź się

Sprawdź się

Jak nazywał się okręt dowodzony przez słynnego gdańskiego kapra Paula Beneke?