Historia zamknięta w stoczniowym kiosku

artykuł historyczny
Aleksandra Olszewska opiekuje się Placem Solidarności i Pomnikiem Poległych Stoczniowców od 1980 r.
Aleksandra Olszewska opiekuje się Placem Solidarności i Pomnikiem Poległych Stoczniowców od 1980 r. fot. Maciej Kosycarz/KFP

Od ponad 30 lat opiekuje się Placem Solidarności, pilnuje, aby kwiaty były świeże, flagi czyste i wyprane, a wokół pomnika - zamiecione. Od kilkunastu lat przy historycznej stoczniowej bramie nr 2 w Gdańsku wraz z synem prowadzi kiosk z pamiątkami. Można w nim kupić wszystko, co się wiąże z ruchem Solidarności.



Pani Aleksandra podczas spotkania z Lechem Wałęsą w jego dawnym warsztacie, w którym pracował po ponownym przyjęciu do stoczni.
Pani Aleksandra podczas spotkania z Lechem Wałęsą w jego dawnym warsztacie, w którym pracował po ponownym przyjęciu do stoczni. fot. Maciej Kosycarz/KFP
Choć na imię ma Aleksandra, mówią do niej Maria. Drugie imię, wymyślone dla bezpieczeństwa i  do celów konspiracji podczas komuny, zostało z nią do dziś. Na plac pod stoczniową bramę nr 2 zaczęła przychodzić z początkiem lat 70., gdy mąż, stoczniowiec ze Stoczni Północnej, podczas strajków przez ponad tydzień nie wracał do domu. Ale tak naprawdę nieoficjalną opieką objęła ten plac w 1980, wtedy jeszcze nieświadoma, że zajmie jej to ponad ćwierć wieku.

- Zaczęłam porządkować kwiaty, bo leżały pod pomnikiem i nie było ich komu ułożyć - mówi Aleksandra Olszewska. - Za pierwszym razem podszedł do mnie ZOMO-wiec, chciał dowód osobisty: "czy pani wie, że tu nie wolno przychodzić?" Ja mu na to: a czy panu nie jest żal tych kwiatów? Ułożę je, to zaraz będzie trochę inaczej wyglądać - odpowiedziałam. Dał mi spokój, ale tylko na chwilę. Najwyraźniej im przeszkadzałam, bo pytali mnie ciągle, czy długo jeszcze będę układać. Na co ja odpowiadałam, że jak zrobię swoje, to pójdę. I tak już zostałam.

Na następny dzień do pani Aleksandry dołączył stoczniowiec Stanisław, który zaczął przynosić słoiki do kwiatów. Na początku był problem z wodą, ZOMO-wcy starali się im utrudniać, co się tylko dało.

- Do księdza Jankowskiego po wodę kazali mi chodzić - opowiada kobieta. - Ale jakoś kombinowaliśmy, bo mnie nie tak łatwo było z placu przegonić. Później ze Stasiem zaczęliśmy z kwiatów krzyż układać, ludzie to widzieli, podchodzili, przynosili swoje kwiaty. I tak to się zaczęło.
Później dołączyła do nas Maria, pielęgniarka, pomagała zamiatać. Dołączali do nas co chwilę inni ludzie, ja zostałam gospodynią. Maria mówiła: "Ty umiesz to wszystko załatwić". Bo ja musiałam to wszystko robić, miałam taka wewnętrzną potrzebę.


Bywało różnie, czasem groźnie, czasem zabawnie.

- Były chwile, że człowiek ryczał. Z pracy mnie przez ten plac wyrzucili, dyrektor codziennie na dywanik brał, bo księgowy, który mieszkał w bloku przy placu, kablował na mnie, że codziennie tu przesiaduję. Czasem bywało wesoło. SB za mną wszędzie chodziło, ja szłam do domu, a za mną czterech mężczyzn. Ale ja się nie bałam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, odwaga, determinacja. Po czasie ZOMO-wcy już na mnie nie reagowali. Nie raz z miotłą do nich podchodziłam i mówiłam: panowie, moglibyście koło siebie pozamiatać, tyle petów wokół was leży.

Pomysł z kioskiem narodził się zupełnie przypadkowo, po latach urzędowania na placu.

- Ten kiosk prowadził taki pan Stanisław, ale wszystko miał schowane za firankami. Nie wiem, co tam sprzedawał, ale trzeba było pukać do okienka, wszystko było po kryjomu robione - opowiada Aleksandra Olszewska. - W końcu nie wytrzymał i zamknął biznes. A kiosk został. To Edward wpadł na pomysł, żeby kiosk zagospodarować. Maria była pielęgniarką i nie miała głowy do handlu, szybko ustalono, że ja jestem w tym towarzystwie typem ekonomistki.

Najpierw w kiosku kupić można było lody, picie i bilety na tramwaj. Teraz za szybą pełno jest pamiątek i zdjęć związanych z Solidarnością, można kupić kubki z fotografiami stoczni, flagi, książki i wiele innych rzeczy. Kiedy wchodzę do wnętrza kiosku mam wrażenie, że czas stanął tu w miejscu. A pani Aleksandra? Ma 83 lata i ani myśli przejść na emeryturę. - Kiosku nie oddam nikomu, chociaż różnie to bywa. Jedni chcieli mnie stąd wyrzucić, ale ja się nie dam - zapewnia kobieta.

Do okienka kiosku podchodzi mężczyzna, pyta o znaczki Solidarności i o cenę kubka z nadrukiem stoczni.

- 20 zł? - pogwizduje. - Nooo... Historia kosztuje...

Opinie (20) 2 zablokowane

  • prawdziwa patriotka

    kochająca swój kraj...szacunek dla niej

    • 71 4

  • Rewelacyjny artykuł

    • 41 2

  • nareszcie wiem jak ta Pani sie nazywa

    z jej opowieści wiem, że pomnik stoczniowca, który stoi przy tablicy wzorowany był na moim wujku, który zginął w grudniu 70'

    • 21 2

  • ggg (2)

    komuna obalona stocznia niema roboty , co dalej?? pytam

    • 15 5

    • stocznia ma zlecenie (1)

      nieroby nie mają roboty

      • 6 3

      • no

        za komuny przynajmniej byla robota przymusowa a teraz nie ma nic, a jak jest to facetow wyganiają do sprzątania klatek schodowych, smiechu warte. a wałęsa tyle nam obiecał.

        • 5 2

  • TAKI KIOSK WYSTARCZY. NIE POTRZEBNE ECS ! (1)

    j/w

    • 48 3

    • Ktoś musi się wymądrzać, posadki dla kolegów gdzieś muszą być

      • 6 2

  • Jak sobie pomyślę, jakie życie dawniej było ciężkie i jakie wspaniałe charaktery się wtedy kształtowały, to strasznie mi żal (5)

    dzisiejszej młodzieży. Dawniej trzeba było sobie wywalczyć i wypracować wszystko - od chleba z topionym serkiem, przez mieszkanie na wolności kończąc. A dzisiaj młodzi myślą, że mają wszystko i wszystko im wolno, ich ambicją jest zostać menadżerem w klimatyzowanym biurze za 10 tysięcy miesięcznie, wakacje all inclusive w Tunezji, plazma 50' i SUV 180KM. Potem zderzają się z rzeczywistością kredytów, rat, bezrobocia, układów i zależności w urzędach, z rzeczywistością smrodu i bezsensu polityki i świat im się wali na głowę. Zero odporności, zero pokory, tylko pretensje, pazerność, zazdrość i brak pomysłów. Dlatego boję się o własne maluchy, które rząd Donalda chce wykorzystać do łatania dziury budżetowej, wysyłając je rok wcześniej w to bagno polskiej szkoły.

    • 27 10

    • I znów wszyscy młodzi są źli,

      pamiętaj, że zawsze się znajdzie wśród młodych rodzynek, który nie myśli, że może mieć wszystko na wyciągnięcie ręki. Ja musiałam od 16 roku życia pomagać rodzicom, a to praca w wakacje a jak skończyłam 18 lat to praca w weekendy. Teraz studiuje i wiem, że jeśli chce osiągnąć coś w życiu, muszę nad tym bardzo mocno pracować. Nie potrzebuje super plazmy, wystarczy mi zwykła z drugiej ręki. Nie muszę spędzać wakacji w Tunezji, bo w Polsce można znaleźć ładniejsze miejsca na wypoczynek (może pogoda nie dopisuję, ale inteligentna osoba nigdy się nie nudzi). Rzeczywistość kredytu już mam za sobą, jest to obciążenie ale jeśli ma się środki na spłacanie kredytu to nie ma największego problemu.A jak się boisz o własne maluchy, to idź do nich i powoli im tłumacz na ich tok myślenia, jak w życiu naprawdę jest. Nie wspomnę, że na błędach się człowiek uczy, to jak życie je kopnie to wtedy też się nauczą ;)

      • 4 2

    • (3)

      Nie do końca się z tobą zgodzę, nie liczne jednostki może i tak funkcjonowały ale niestety większość społeczeństwa była oportunistami.W PRL panowało przekonanie że po co się uczyć, prace i tak dostanę i to do tego lepiej płatną niż jakiś wykształciuch (dziś to pokutuję)W PRL panowało przekonanie po co się starć w pracy skoro czy się stoi czy się leży...W PRL panowało przekonanie że sukces zawodowy/finansowy nie zależy od umiejętność tylko albo od partii albo od kombinowaniaW PRL panowało przekonanie o tym że bardzo niewiele zależy od własnej inicjatywy (jak w każdym społeczeństwie bliskim totalitaryzmowi) liczy się cwaniactwo a nie praca, liczą się pięści i układy a nie wiedza i umiejętność ale też że pali się opony a nie rozmawia! PRL zrobił większe spustoszenie w mentalności Polaków niż zabory, tak naprawdę na wiele pokoleń hamując rozwój społeczny w Polsce. Tak zwani przegrani w procesie transformacji, nie są wstanie odnaleźć się w nowej rzeczywistości dlatego że takimi ich stworzył PRL (pozbawił inicjatywy, wiary we własne umiejętności oraz rozleniwił)Nie chciał bym żeby moja córka dorastał w takim kraju!!!! nigdy!!!

      • 5 0

      • (1)

        a w jakim kraju ma dorastać?

        • 0 0

        • Wysil sie bardziej i napisz cos sensownego jak poprzednicy... ;)

          • 0 0

      • zadzam się, ale nawiązując do początku wątku rośnie poolenie bezkręgowców moralnych dla których liczy sę kasa a nie wartości. komuna upadła bo było sporo ludzi nie leniwych. Pzdr

        • 0 0

  • podziwiam!!

    Znam Panią osobiście i syna również. Podziwiam za upór i wytrwałość i życzę wszystkiego najlepszego :)

    • 19 1

  • oj nie chciało Ci się uczyć leniuszku (2)

    w Polsce Ludowej kto chciał to uczył się i to w niejednokrotnie lepszych szkołach niż dzisiaj. Ciężko pracując i ucząc dochodzili do celu. Owszem byli i urwisy i kujony oraz średniacy ale napewno kto chciał to uczył się lub dokształcał. Napewno byli super nauczyciele, którzy każdy wolny czas poswięcali młodzieży. Niestety nieuki byli i są jak w każdym kraju, którym też pomagano aby ukończyli chociaż podstawówki i zawodówki. Solidnych ludzi nie brakowało, którzy szanowali pracę i osiągali sukcesy. Teraz nawiedzi z nowego rozdania okłamują młodzież aby maskować swoje kompleksy i wprost zioną nienawiścią do dawnej Polski. Co było złe to trzeba naprawiać, ale więcej było dobrego i sprawiedliwego. Złodzieje zawsze byli, też i w Polsce Ludowej ale dzisiaj to przybyło ich do potęgi entej. Samą historią i bolesnymi zdarzeniami nie wykształci się inżyniera, który jest często bardziej oddany ojczyźnie niż jakiś pseudohistoryk z kompleksem przegranych powstań i masakr. Za dzisiejszy dobrobyt podziękujcie tym spod znaku NSZZsolidarność i nie dajcie ogłupiać droga młodzieży. Zacznijcie ich rozliczać.

    • 6 2

    • rozliczać prl rozumiem...

      • 0 1

    • DZIĘKI KOMUNIE TAK ZNIENAWIDZONEJ

      To w PRL wyższe wykształcenie w latach 60 i 70 tych w dużej ilości i z pierwszeństwem za punkty za pochodzenie dostawały się dzieci chłopów małorolnyvch z okresu II RP a po wojnie ich ojcowie dostali ziemię od władz komunistycznych w ramach reformy rolnej PKWN - Ale cóż pamięć jest krótka

      • 0 0

  • pamiętam ją!

    Pamiętam, jak w latach 85, 90-tych wyczekiwałam pod bramą na rodziców kończących pracę, zawsze stałam obok tego kiosku, pamiętam lody i pamiątki. Nieśmiertelny wielki długopis z L. Wałęsą i ... pamiętam Panią Marię. Pozdrawiam. Wielki szacunek. Tyle lat upłynęło. Ech...

    • 10 1

  • Skromna i wytrwała

    Miałem okazję dwa tygodnie temu spotkać panią Aleksandrę i posłuchać jej fascynujących opowieści o tym co przez te lata działo się przed bramą stoczni. Najciekawsze są te niedawne wydarzenia o składaniu kwiatów przez św. pamięci Lecha Kaczyńskiego, burzy piorunie i portrecie Benedykta XVI. Co się zaś tyczy samej stoczni to żal patrzeć rodakom i wstyd przed gośćmi z zagranicy. Niemcy burząc swój mur uczynili go trwałym symbolem, a nasza władza wręcz przeciwnie. Doprowadzając stocznię do upadku wyrywa kartkę z żywego podręcznika do historii.

    • 4 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Sprawdź się

Sprawdź się

Syn jakiego króla urodził się w Gdańsku?

 

Najczęściej czytane