wiadomości

stat

Tak uratowano dawny Dwór Olszynka

artykuł historyczny

Położony nieopodal Motławy dwór zobacz na mapie Gdańska był niegdyś ważną częścią Klein Walddorf, czyli dzisiejszej Olszynki. Na początku XXI wieku zabytkowe budynki kompleksu popadały jednak coraz bardziej w ruinę. Za ich ratowanie zabrali się zielonoświątkowcy. Niedługo koniec remontu pierwszego z obiektów - starej wozowni.



Czy Dwór Olszynka ma szanse odzyskać dawną świetność?

tak, dzięki zielonoświątkowcom jest to możliwe 76%
nie jestem pewien/na czy nowi gospodarze podołają zadaniu 16%
nie, to zadanie przerośnie możliwości zboru 8%
zakończona Łącznie głosów: 316
- Jeszcze rok i będzie proch - mówiła z żalem pani Ludmiła i spoglądała na dwór, który mijała codziennie w drodze po zakupy.
Był 2011 rok. Zbudowany ponad 200 lat wcześniej na Olszynce kompleks dworski zobacz na mapie Gdańska popadał w ruinę. Mieszkańców wykwaterowano, kupca nie było. Szanse na ratunek dla zabytku malały.

Przewidywania pani Ludmiły nie sprawdziły się jednak. W 2013 roku pojawiła się nadzieja. Dwór wraz z zabudowaniami dostali w użytkowanie zielonoświątkowcy z Centrum Chrześcijańskiego Nowe Życie.

- Kościół Zielonoświątkowy to kościół należący do tak zwanego trzeciego nurtu w chrześcijaństwie, który podkreśla rolę Ducha Świętego. Wspólnota składa się z ludzi, którzy narodzili się na nowo i którzy na co dzień starają się stosować w swoim życiu Ewangelię - wyjaśnia Biernacki.
A że - jak mówi pastor - członkowie zboru chcą dawać świadectwo pracowitości i wiary, zaczęli działać na Olszynce, by przywrócić dworskiemu kompleksowi wiele z dawnej świetności.

- Tuż przed ostatnią wojną majątek dworu olszyńskiego liczył ok. 200 hektarów ziemi, hodowano tutaj 70 sztuk bydła, 13 koni, a do tego świnie. Było to typowe gospodarstwo, które zaopatrywało Gdańsk w żywność - opowiada Biernacki.
Tyle że po II wojnie światowej nadeszły dla dworu niełatwe czasy.

Dwór podzielony na mieszkania i zawalenie się stajni

Tak Dwór Olszynka wyglądał w 1982 r.
Tak Dwór Olszynka wyglądał w 1982 r.
Boczną ścianę dworu pokiereszowały pociski broni maszynowej. Budynek przetrwał jednak przejście frontu w 1945 roku. Nie spłonął, bo podobno swoją kwaterę mieli tu Rosjanie. Później zamieszkali tu Polacy.

- Ja się tu wychowałam. Tam, w mieszkaniu na parterze. Piękne, wysokie... Takich było kilka, bo po wojnie niemiecki właściciel wyjechał, a dwór został podzielony na mieszkania. Byłam wtedy małą dziewczynką. Chodziłam po pięknym parku z drzewami, a w budynkach przy dworze bawiliśmy się w podchody - opowiadała nam pani Ludmiła w 2012 roku.
Dworska stajnia służyła jako magazyn Wojewódzkiej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej "Ogród". Budynki z biegiem lat jednak niszczały. Zmienił się też wygląd dworu: od strony ogrodu powstały drewniane dobudówki. Lokatorzy chcieli mieć osobne wejścia do swoich mieszkań. Jedna z dobudówek do dziś przesłania pół okna na parterze.

Stajnia na kilka lat przed tym, jak budynek zawalił się.
Stajnia na kilka lat przed tym, jak budynek zawalił się.
Z tutejszego krajobrazu omal nie zniknęła stajnia. Zawaliła się w 2005 roku. Ocalała część ścian. Wojewódzki konserwator zabytków próbował ratować kompleks. Nakazał Gdańskiemu Zarządowi Nieruchomości Komunalnych zabezpieczyć pozostałe zabytkowe budynki.

- Wykonaliśmy szereg remontów: położyliśmy nowy dach na wozowni, zamontowaliśmy nowe okna w budynku dworu - wyliczał Tadeusz Piotrowski, ówczesny rzecznik GZNK.
Miasto zabezpieczyło też drzwi wejściowe, drewnianą werandę i okna. Bo po tym, jak przed laty wykwaterowano z dworu pięć rodzin i przydzielono im inne mieszkania, budynek opanowali dzicy lokatorzy. Odtąd zabezpieczony dwór miał czekać na nowego właściciela.

Przetargi zakończone fiaskiem i sprawa bonifikaty

Część rur spustowych ukradziono, więc woda spływała po zagrzybionych ścianach. Tynk odpadał z elewacji, a ogród zarastał coraz bardziej chaszczami. Dwór czekał na kupca, który wygrałby przetarg. Za 2,6 miliona złotych nikt go jednak nie chciał. Za trochę poniżej dwóch milionów też nie.

Wprawdzie kupnem dworu był zainteresowany Kościół Zielonoświątkowy, ale nie doszło do podpisania umowy z miastem. Zielonoświątkowcy chcieli bowiem nabyć nieruchomość z 99-procentową bonifikatą dla związków wyznaniowych.

Przeczytaj też: Zielonoświątkowcy dostaną bonifikatę na kupno Dworu Olszynka?

Przed laty decyzje o przyznawaniu tego typu bonifikat podejmował prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Jednak po nagłośnieniu przez media kilku spraw, w tym oddania za niespełna pięć tysięcy wartej prawie pół miliona działki przy oruńskiej parafii św. Ignacego Loyoli zobacz na mapie Gdańska, radni odebrali prezydentowi możliwość samodzielnego przekazywania działek.

Przeczytaj także: Miejska działka na ogród arcybiskupa

Przegłosowano też uchwałę, która mówi o tym, że związki wyznaniowe mogą uzyskać nieruchomość z bonifikatą, tyle że pod pewnym warunkiem. Według planu zagospodarowania przestrzennego teren powinien być przeznaczony na funkcje sakralne. Wcześniej wystarczył zapis o funkcji usługowej. Zielonoświątkowcy dostali więc od Gdańska inną propozycję.

Piekarz zainteresowany dworem i decyzja zielonoświątkowców

Ruiny stajni, a w tle widoczny dwór. Zdjęcie z 2012 r.
Ruiny stajni, a w tle widoczny dwór. Zdjęcie z 2012 r. fot. Łukasz Unterschuetz / Trojmiasto.pl
- Prowadzone są rozmowy na temat oddania go w odpłatne użytkowanie na czas określony, zgodnie z obowiązującymi przepisami do 50 lat, z możliwością ubiegania się o bonifikatę na okres do 20 lat - wyliczała Anna Dobrowolska z gdańskiego magistratu.
Zielonoświątkowcy początkowo nie chcieli jednak przystać na takie warunki. Obawiali się zainwestować i wyremontować obiekty, które nie będą ich własnością. Tymczasem dworem zainteresował się znany gdański piekarz Grzegorz Pellowski, ale nie stanął do żadnego z kilku przetargów. Jego zdaniem kwota, jakiej żądało miasto, była za wysoka.

Przeczytaj również: Znany piekarz chce kupić niszczejący Dwór Olszynka


Ostatecznie nowym gospodarzem terenu został zbór, którzy przystał na warunki miasta.

- Nie mogliśmy inaczej postąpić, bo od 17 lat potrzebujemy jakiegoś miejsca. Przyparci do muru okolicznościami zdecydowaliśmy się jednak przystać na taki stan rzeczy i podjąć trud odbudowy. Najważniejsze, że będziemy mieć miejsce, gdzie będziemy mogli naszą działalność prowadzić - tłumaczył przed trzema laty pastor Biernacki.
Członkowie zboru zakasali rękawy i ruszyli do pracy. Jeszcze w 2012 r., za zgodą gdańskiego magistratu, rozpoczęli sprzątanie terenu. Bo opuszczone miejsce stało się lokalnym dzikim wysypiskiem. Ktoś wysypał tu gruz, ktoś pozostawił umywalkę i stare dywany.

- To było wielkie śmietnisko, ale mieliśmy serce do pracy i posprzątaliśmy teren. Zrobiliśmy też porządek z chaszczami, ogrodziliśmy działkę, doprowadziliśmy prąd i wodę - opowiada pastor.
Przeczytaj też: Dwór Olszynka zmienia się na lepsze

Zielonoświątkowcy naprawili dach dworu i zabezpieczyli ozdobną drewnianą werandę. A we wnętrzu budynku urządzili m.in. punkt pomocy socjalnej dla potrzebujących.

- Ubodzy ludzie mogą przyjść i wybrać sobie używaną odzież. Czasami rozdajemy też żywność. Poza tym w każdą sobotę prowadzimy klub dla dzieci. Są zabawy, różne zajęcia i poczęstunek - wylicza Biernacki.
Największe postępy prac widać jednak w starej dworskiej wozowni. To miejsce, w którym już niedługo będą odbywały się nabożeństwa, koncerty i spotkania.

Tymczasowy namiot i amerykański muzyk

Remont dachu starej wozowni.
Remont dachu starej wozowni.
Położono nowy dach, otynkowano też ściany. Wkrótce te ostatnie będą malowane. A obecnie trwa wykańczanie wnętrz. Jest tu scena, obszerne miejsce dla chóru, a z dwóch starych drewnianych belek powstaje krzyż.

Wiele prac członkowie zboru wykonują sami. Bywa jednak, że otrzymują pomoc materialną. Przyjeżdżają też osoby z Pomorza i z innych rejonów Polski, aby za darmo pracować.

- Zetknęliśmy się z bardzo dużą przychylnością naszych przyjaciół, którzy wspierają nas i dzięki temu możemy realizować dzieło odbudowy kompleksu dworsko-parkowego - przyznaje pastor.
Członkowie zboru przeniosą się do wozowni prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Na razie gromadzą się w namiocie, który ustawili w ruinach stajni.

- Jest tu krzyż, który wykonaliśmy własnoręcznie i egzemplarz Pisma Świętego, który został przepisany przez jednego z członków. Mamy tu także około 100 krzeseł, kazalnicę, z której głosimy Słowo Boże i punkt z chrześcijańskimi książkami - pokazuje pastor.
I choć namiot to rozwiązanie tymczasowe, organizowane są tu nawet koncerty. Występował w nim między innymi chór mennonitów, a także amerykański multiinstrumentalista Neal Morse.

Neal Morse podczas koncertu w namiocie zielonoświątkowców na Olszynce.
Neal Morse podczas koncertu w namiocie zielonoświątkowców na Olszynce.
Po remoncie wozowni zbór zamierza zabrać się za przywracanie świetności budynkowi dworu. Zielonoświątkowcy zdają sobie jednak sprawę z ogromu prac i z tego, że łatwo nie będzie.

- Krok po kroku będziemy zajmować się poszczególnymi częściami dworu. Oczywiście remont będzie prowadzony pod nadzorem konserwatora. Naprawiliśmy już dach, u góry mamy wymienione okna, zabezpieczyliśmy ponadto werandę - opowiada Biernacki.
W przyszłości w budynku ma powstać m.in. Izba Dziedzictwa Kulturowego i Duchowego Mennonitów. Działać ma też nadal klub dla dzieci.

- Chcemy tu organizować koncerty, spotkania, prowadzić stałą pracę z dziećmi. I oczywiście doprowadzić budynek dworu do dawnej świetności - zapowiada pastor.

Opinie (61) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1623 Peter Kruger otrzymał przywilej królewski Pierwszy nauczyciel Jana Heweliusza, profesor matematyki Gdańskiego Gimnazjum, Peter Kruger, otrzymał przywilej królewski zapewniający mu wyłączność na druk gdańskich rocznych kalendarzy cieszących się dużym powodzeniem u odwiedzających miasto Polaków.

Sprawdź się

W jaki sposób zgodnie ze swoją wolą został pochowany lekarz Nathaniel Mateusz Wolf?