wiadomości

stat

Gdyni i Gdańska problemy z odśnieżaniem. Długa tradycja

artykuł historyczny
Lodołamacz "Gabriel Narutowicz" podczas usuwania lodu na Wiśle, na wysokości Tczewa. Rok 1936.
Lodołamacz "Gabriel Narutowicz" podczas usuwania lodu na Wiśle, na wysokości Tczewa. Rok 1936. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

90 lat temu wschodnia cześć Bałtyku była o tej porze roku już zamarznięta. "Gazeta Gdańska - Echo Gdańskie" z 27 listopada donosiła, że "wskutek trwającego przez szereg dni silnego mrozu, zatoki Fryska i Kurońska pokryły się grubą warstwą lodu, wskutek czego cały ruch statków został wstrzymany". Z ruchem problem mieli też piesi, którzy nie mogli doprosić się odśnieżenia chodników w Gdyni i w Gdańsku.



Wprawdzie tak silne mrozy panowały głównie we wschodniej części Morza Bałtyckiego, ale zimowe powietrze dotarło również do Wolnego Miasta Gdańska, narażając jego obywateli na różne nieprzyjemności, takie jak - chociażby - gołoledź, której ofiarą padł pomocnik malarski Alfred Kolegin z ulicy Breitgasse (obecnie Szeroka).

Bo, podobnie jak i dziś, w wielu miejscach chodniki "nie były posypane piaskiem, co powinno było uczynić się przy obecnej gołoledzi".

Z zimowym utrzymaniem ulic - jak pokazuje przykład sąsiedniej Gdyni - i w innych miastach nie było najlepiej, nic więc dziwnego, że "wśród sfer obywatelskich" budziło to "poważne rozgoryczenie".

W tym mieście "ulic miejskich" nie czyszczono "wcale", dlatego "przedstawiały one bardzo smutny obraz". I chociaż "przy obecnym stanie ulic, czyszczenie tychże" nie należało do najłatwiejszych i "przedstawiało wielkie trudności", to brak jakichkolwiek starań w tej kwestii był zupełnie niezrozumiały. Po władzach miejskich można by się przynajmniej spodziewać "pokazania dobrej woli i uczynienia tego co leży w [ich] możności".

Może bierna postawa włodarzy była efektem wiary w ocieplenie? Bo rzeczywiście, na przełomie listopada i grudnia zima trochę odpuściła: "popuściły nieco silne mrozy", "nastąpiła odwilż i zaczęły znikać śniegi", a w Gdyni pełną parą "ruszył ruch budowlany", co - oczywiście - świadczyło o rozmachu, "z jakim rozpoczęto budowę miasta i z jakim prowadzi się rozbudowę dalej".

Z lodowych okowów zaczęła oswobadzać się również królowa polskich rzek, Wisła, na której - "wobec podniesienia się temperatury" - prawdopodobieństwo "utrzymania się lodu" oceniano jako "niewielkie".

Lód ustępował z dolnego biegu rzeki, "poniżej Fordonu", gdzie "coraz więcej oczyszczała się [ona] z kry". Spodziewano się więc szybkiego "ruszenia zatorów pod Toruniem", tym bardziej, że szybkiego powrotu "chłodu" "stacje meteorologiczne nie przewidywały".

W czasie, gdy Gdynia marzyła o odwilży, Gdańsk myślami był przy zimie, z myślą o której - istniejący od 15 sierpnia 1922 r. - klub sportowy "Gedania" postanowił powołać do życia "sekcję sportu zimowego", "by członkom swym również podczas zimy dać możność do uprawiania sportu na świeżem powietrzu".

Jednak konkretnych propozycji "Gedania" nie przedstawiła, zapraszając zainteresowanych do dyskusji nad formą i zakresem działania wspomnianej sekcji, oraz apelując do wszystkich o "postaranie się o miejsca do uprawiania sportu pod jak najdogodniejszymi warunkami".

Zimowe perypetie mieszkańców Wybrzeża nie oderwały jednak uwagi "Gazety" od najważniejszego w tamtym czasie wydarzenia, czyli przypadającej na dzień 28 listopada trzechsetnej rocznicy pamiętnej bitwy pod Oliwą, kiedy to "młoda flota polska pod dowództwem "admirała Jego Królewskiej Mości Zygmunta III" Arndta Dickmana odważyła się na spotkanie w otwartym boju z niezwyciężoną armią Gustawa Adolfa" i - jak wszyscy dobrze wiemy - wyszła z tego spotkania zwycięsko.

Wiktoria oliwska była możliwa, dzięki wcieleniu w życie "idei wystawienia i utrzymywania własnej floty, zapoczątkowanej przez Zygmunta Augusta", a kontynuowanej następnie przez Zygmunta III i jego syna Władysława IV, który polecił zbudować "warownie Władysławowo i Kazimierzowo" na Półwyspie Helskim. "Gazeta" zaatakowała przy tej okazji antypolsko nastawione władze Wolnego Miasta Gdańska, podkreślając, że "we wszystkich tych [polskich] zabiegach stały opór - ukryty lub jawny, stawiał Gdańsk", który wprawdzie "przyczynił się do ostatecznego zniszczenia floty polskiej na morzu Bałtyckim", jednak - jak na ironię - to on właśnie, po upływie trzystu lat stał się (w sposób raczej niezamierzony) jednym z ojców sukcesu polskiej Gdyni. Przypomnijmy tylko, że trudności przy korzystaniu z gdańskiego portu znalazły się wśród powodów podjęcia przez Polskę decyzji o budowie własnego portu. W kontekście historycznej rocznicy, na ironię zakrawa fakt, że ulice polskiej perły Bałtyku brukowano szwedzkim, nie polskim kamieniem.



Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 272 z 27 listopada 1937 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (13)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
12.12.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1659 Ostatni proces o czary Ostatni proces o czary odbył się w Gdańsku. Na śmierć na stosie 82 - letnią Annę Krüger, skazała Ława Starego miasta. W 1662 burmistrz Gabriel Krummhauser opublikował apel o zaprzestaniu tego typu oskarżeń.

Najczęściej czytane