wiadomości

stat

"Dziennik Gdyński" pyta: Czyś zadowolona, że jesteś dziewczyną?

artykuł historyczny
Młode kobiety w modnych kostiumach plażowych i kapeluszach. Zdjęcie wykonane w 1931 r.
Młode kobiety w modnych kostiumach plażowych i kapeluszach. Zdjęcie wykonane w 1931 r. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Poniżej kilka wyjątków z gdyńskiej prasy międzywojennej pokazujących ówczesną pozycję społeczną kobiet. Nie stanowią one zapewne reprezentatywnego obrazu sytuacji, ale pozwolą nabrać choć powierzchownej oceny sytuacji naszych prababć.



Generalnie kobiety miano postrzegać jako bierne obserwatorki, a nie sprawczynie wydarzeń. W lutym 1932 r. "Dziennik Gdyński" donosił o bójce, do której doszło podczas potańcówki w Ostrowitem koło Chojnic. Mieszkańcy dwóch różnych wsi walczyli ze sobą około trzech godzin, aż przybyli policjanci i rozdzielili walczących. Jak pisano, "na polu walki znaleziono 10 rannych osób oraz węże gumowe, laski, noże i inne przedmioty niebezpieczne (...) Około 30 osób wycofało się z pola walki z poszarpanemi ubraniami (...) oberża została poważnie uszkodzona".

Przyczyną starcia był "spór o dziewczynę", a w bójce brała udział nie tylko młodzież, ale nawet starsi rolnicy. Autor najwyraźniej potrafiłby jeszcze zrozumieć, że w bijatyce udział wzięła jedynie "kawalerka", ale nie stateczni panowie. Czego jednakże zupełnie brakuje w tekście, to zdania samej dziewczyny; jest ona niczym bezwolne trofeum, które zdobywa się w walce.

Propagandowe zawody lekkoatletyczne kobiet w Gdyni, z których dochód przeznaczono na Fundusz Obrony Narodowej. Start do biegu na 100 metrów. Widoczna m.in. Stanisława Walasiewicz. Zdjęcie wykonane w 1937 r.
Propagandowe zawody lekkoatletyczne kobiet w Gdyni, z których dochód przeznaczono na Fundusz Obrony Narodowej. Start do biegu na 100 metrów. Widoczna m.in. Stanisława Walasiewicz. Zdjęcie wykonane w 1937 r. fot. Bronisław Lemański/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Kobiety jednakże otaczać należało opieką. Oto lasy przy Szosie Gdańskiej, czyli obecny teren dzielnicy Działki Leśne, miały stawać się w tymże 1931 r. oazami rozpusty. Pod wymownym tytułem "Sodoma i Gomora w lesie przy Sz[osie] Gdańskiej" pisano, że do miasta "przybywa (...) dużo dziewcząt ze wsi szukających służby. Dziewczęta te padają nieraz ofiarą swej łatwowierności i naiwności" ulegając osobom poszukującym "takich dziewcząt, aby pod pozorem udzielenia im posady" wykorzystać "do niecnych i złych celów". By dziewczyna poddała się "dobrowolnie huciom zwierzęcym zwodzicieli" stosowali oni alkohol, a nawet przemoc fizyczną.

Autor tekstu zaznaczał, że "W Gdyni brak jest opieki nad dziewczętami. Niema dla nich tanich pokoi noclegowych". Jak widzimy, budujące się w przyspieszonym tempie miasto mogło stać się dla przybyłych miejscem niebezpiecznym i redaktor wiodącego gdyńskiego dziennika szukał możliwości zatroszczenia się o dziewczęta, postrzegane przezeń jako młode, naiwne i bezbronne.

Sprawa nie była nowa. Jeszcze w lipcu 1930 r. cytowany dziennik donosił o aresztowaniu pary małżeńskiej ze Starogardu - maszynisty kolejowego i jego żony - którzy zajmowali się dostarczaniem dziewcząt do domów publicznych w Gdańsku. Para nie tylko wabiła młode dziewczęta perspektywami pracy, ale nie wahała się, przynajmniej w jednym przypadku, przed uprowadzeniem siłą i wywiezieniem do gdańskiego domu publicznego uczennicy gimnazjum. Oboje zostali ujęci przez policję; jak pisał "Dziennik Gdyński", przeciwko aresztowanej kobiecie "materjał dalej wzrasta".

Uczestniczki samochodowego rajdu kobiet na trasie Warszawa - Gdynia - Warszawa. Nz. Halina Regulska. Zdjęcie z 1937 r.
Uczestniczki samochodowego rajdu kobiet na trasie Warszawa - Gdynia - Warszawa. Nz. Halina Regulska. Zdjęcie z 1937 r. fot. Stanisła Prądzyński/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pozycja kobiet przez nie same była postrzegana jako gorsza. Oto pod tytułem "Czyś zadowolona, że jesteś dziewczyną?" cytowany gdyński dziennik zamieścił wzmiankę o ankiecie skierowanej do 34 uczennic jednej z genewskich szkół. Aż 22 były niezadowolone, "wolałyby stokroć urodzić się chłopcami, do których przecież należy cały świat". Autor artykułu nie uznał za stosowne skomentować tych wypowiedzi ani tej proporcji, może uznając takie stanowisko za całkowicie zrozumiałe. Z pozostałych dziewcząt jedenaście stwierdziło, że bycie kobietą jest lepsze gdyż - i tu skrupulatne wyliczenia - "1) jest rzeczą bardzo przyjemną posiadać dzieci; 2) jest bardzo miłem gospodarstwo domowe; 3) kobieta nie potrzebuje tyle pracować, co nieszczęsny mężczyzna". Dwa pierwsze punkty nie zrobiły jak się zdaje wrażenia na redaktorze, gdyż ich nie skomentował. Jedynie co do trzeciego napisał smutno, że "tkwi w nim sporo prawdy". Według artykułu tylko jedna dziewczyna napisała, że jej los jest lepszy, ponieważ "może chłopcom pokazać, do czego dziewczęta są zdolne".

Istotnie, liczne panie zdobywały już wówczas samodzielną pozycję społeczną i zawodową. W międzywojennej prasie nadal publikowane były listy letników spędzających wakacje nad Bałtykiem - dzisiaj w epoce RODO sprawa trudno wyobrażalna. Wciąż większość pań bawiących nad polskim morzem samodzielnie była określana jako "żona kupca z Poznania" czy "żona przemysłowca ze Lwowa". Niemniej jednak w lipcu 1930 r. znajdujemy między innymi Marię Filipowicz, urzędniczkę z Nowego Sącza (willa "Leśna"), Olgę Mikiewiczównę, nauczycielkę ze Lwowa (willa "Świt"), Michalinę Kotowską, buchalterkę [księgową - J.Sz.] z Szadka, Adelinę Dymus, bonę [opiekunkę do dzieci] z Tczewa, Jadwigę Kochanowską, profesorkę [tak, w 1930 r. użyto żeńskiej formy] z Czerniowiec, czy Małgorzatę Stanek, pielęgniarkę z Łodzi. Przy okazji widzimy, że samodzielnie żyjące nauczycielki, pielęgniarki czy opiekunki do dzieci stać było na spędzanie wakacji w nadbałtyckich willach. Jedyną panią samodzielnie spędzającą wakacje, która nie zawdzięczała swej pozycji własnej pracy, była goszcząca w lipcu 1930 r. w Orłowie Morskim [wówczas nie była to jeszcze części Gdyni] pani Konin-Kamieńska, której zawód określono jako "ziemianka" - czyli właścicielka majątku ziemskiego.

Jednym z najbardziej sfeminizowanych samodzielnych zawodów już w drugiej połowie lat 30. była dentystyka. Księga adresowa Gdyni z 1937 r. podaje, że na 21 praktykujących na terenie Gdyni lekarzy dentystów aż 14 było kobietami. Doliczając uprawnionych techników dentystycznych, 14 mężczyzn i 15 kobiet. Widzimy więc, że gdyńskie dentystki były generalnie lepiej wykształcone od kolegów po fachu.

W 20-leciu międzywojennym zawód dentysty był mocno sfeminizowany. W 1937 r. na 21 praktykujących na terenie Gdyni lekarzy dentystów aż 14 było kobietami.
W 20-leciu międzywojennym zawód dentysty był mocno sfeminizowany. W 1937 r. na 21 praktykujących na terenie Gdyni lekarzy dentystów aż 14 było kobietami. fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jedna z gdyńskich dentystek, Józefa Duszyńska, odznaczała się także niezwykłym sposobem dbania o zdrowie i dobre samopoczucie. Jak pisano w artykule pt. "kąpiel w styczniu" "Dziennik Gdyński", "codziennie około południa udają się pani Duszyńska wraz ze swoją pomocnicą nad morze, wsiadają do łódki, z której następnie skaczą do wody, używając przez kilka minut lodowatej kąpieli". Takie odświeżenie w ciągu dnia miało mieć zbawienny wpływ, gdyż "po powrocie do domu i po wypiciu gorącej szklanki herbaty czują się doskonale tak, jakby butelkę szampana wypiły". Należy sądzić, że ta ostatnia uwaga oznacza raczej ogólne uczucie orzeźwienia, a nie nadmierną wesołość i lekkie zawroty głowy, gdyż trudno wyobrazić sobie prowadzenie w takim stanie precyzyjnych zabiegów dentystycznych.

Jakie jeszcze samodzielne zawody mogły wówczas pełnić kobiety? Pewnego wglądu dostarczają nam ogłoszenia drobne. W lipcu 1930 r., w pierwszej fazie sezonu, poszukiwano jeszcze pokojówek do willi "Stary Dwór" czy kucharki do willi "Wiesinek". Ale i w zdawałoby się martwym pod tym względem styczniu tegoż roku pojawiały się anonse osób poszukujących kucharek i pokojówek do domów prywatnych.

W rozwijającym się mieście pełnym nowych inwestycji na pracę mogły liczyć maszynistki i sekretarki, nazywane wówczas "biuralistkami". Wymogi były surowe - w jednym z ogłoszeń "Firma importowa" poszukiwała "zdolnej biuralistki z ładnym charakterem pisma, piszącej na maszynie, ze znajomością języka polskiego i niemieckiego". Ogłoszeniodawca żądał przedstawienia "życiorysu, odpisu świadectw i referencji" oraz "ewentualnie" fotografii kandydatki. Co jednak było istotną różnicą w porównaniu z dzisiejszymi ogłoszeniami, to prośba o "podanie wymaganej pensji".

Sądząc z tego, że ogłoszenia firm poszukujących "biuralistek" i ogłoszenia "biuralistek" poszukujących firm rzadko powtarzały się w kolejnych numerach gazet, pani potrafiąca porozumieć się w którymś z obcych języków, pisać na maszynie i prowadzić korespondencję nie czekała długo na posadę.

Czy jednak posada biuralistki dawała godne wynagrodzenie? W trakcie szalejącego na świecie wielkiego kryzysu w 1931 r. "Dziennik Gdyński" w tekście "Siła biurowa za 30 złotych" przywołał artykuł "Ilustrowanego Kurjera Codziennego" - ówczesnego potentata na rynku prasowym w Polsce - gdyński dziennik podniósł kwestię niskich płac dla pracowników biurowych. Oto za pracę sekretarki na etat oferowano 30 złotych miesięcznie, co było "bolesnym obrazkiem zniżki cen na giełdzie pracowników umysłowych". Jak pisał autor Ikaca, "Czyż nie lepiej, jeżeli taka panienka pójdzie na służącą, gdzie otrzyma również 30, a może i 50 zł, wraz z całem utrzymaniem?". Jednakże autorzy IKC pragnęli zwrócić uwagę na to, że wykształcona dziewczyna mogła szukać pracy jako pokojówka, podczas gdy wykształcony chłopak tę drogę miał zamkniętą. Jak pytał dziennikarz: "Czy przyjmie kto bezrobotnego młodzieńca z maturą gimnazjalną do zastępowania gospodyni domu, choćby umiał gotować jak anioł, a szorować jak automat?".

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (23)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1817 Powstała Królewska Szkoła Nawigacyjna Królewska Szkoła Nawigacyjna powstała w Gdańsku, kształcąca do 1920 r. szyprów i nawigatorów. Od 1826 mieściła się przy ulicy Karpiej.

Najczęściej czytane