wiadomości

Dziadek i Długi Henryk. Utracone symbole gdańskiej stoczni

artykuł historyczny

Do 1945 roku, znajdowały się w Gdańsku dwa, niezwykłe dźwigi stoczniowe. Bez wątpienia, obie konstrukcje były jednymi z najbardziej charakterystycznych elementów w panoramie miasta. Dlaczego dziś możemy podziwiać je jedynie na czarno-białych widokówkach? Jak potoczyły się ich dalsze losy? Poznajcie historie żurawia młotowego "Dziadek" oraz żurawia pływającego "Długi Henryk".



Jaki los powinien czekać nieużywane, stoczniowe dźwigi?

należy je bezwzględnie zachować, w razie potrzeby przenieść w inne miejsce, to przecież symbole Gdańska 59%
warto je zachować, ale tylko te najcenniejsze konstrukcje, resztę należy zlikwidować 28%
trzeba je po prostu zezłomować, to tylko nikomu niepotrzebny złom 13%
zakończona Łącznie głosów: 551
Potężne, stalowe dźwigi, górujące nad terenami stoczniowymi, to obok ceglanych wież ratusza i kościołów Głównego Miasta oraz majaczącej na horyzoncie tafli Bałtyku najbardziej charakterystyczne elementy panoramy Gdańska. Nic dziwnego, że ich sylwetki możemy spotkać w wielu materiałach promujących miasto i przeróżne, odbywające się nad Motławą wydarzenia.

Niemal każdy gdańszczanin wie, jakie skutki przyniósł kataklizm, który spadł na miasto podczas i po szturmie Armii Czerwonej w ostatnich miesiącach II wojny światowej. Wielu z nas widziało zdjęcia całych ulic, ba, całych dzielnic obróconych w rumowiska cegieł. Na szczęście, nowi, polscy gospodarze Gdańska podjęli decyzję o odbudowie części historycznego centrum, tj. wspomnianego już Głównego Miasta i stosunkowo szybko życie tu powróciło do względnej normalności. Niestety, nie wszystkie miejsca udało się odbudować, a ich dawną urodę można już oglądać jedynie w albumach ze starymi fotografiami. Dla przykładu można tu wymienić dwa place: Targ Drzewny i Targ Węglowy.

Podobnie było ze terenami stoczniowymi. Przemysłowe serce Gdańska dość szybko - nomen omen - podźwignięto ze zniszczeń wojennych i wznowiono tu produkcję statków, ale po wielu elementach dawnego wyposażenia nie pozostało żadnego śladu. Jednym z mniej znanych epizodów zniszczenia i grabieży Gdańska w 1945 roku jest zniknięcie dwóch, stoczniowych dźwigów, nazywanych przez przedwojennych gdańszczan "Dziadkiem" i "Długim Henrykiem".



Olbrzymi młot górujący nad gdańskimi stoczniami

Gdańskie zakłady produkujące statki należały do największych w II Rzeszy Niemieckiej. Do czasów utworzenia Wolnego Miasta Gdańska przeżywały okres spektakularnego rozwoju, co zawdzięczały m. in. zamówieniom realizowanym dla Cesarskiej Marynarki Wojennej (niem. Kaiserliche Marine). Już w końcu XIX wieku, w ówczesnych, gdańskich stoczniach: Cesarskiej (niem. Kaiserliche Werft) i Schichaua (niem. Schichau Werft) funkcjonowało aż kilkadziesiąt, stalowych dźwigów i suwnic.

W 1914 roku, kilka miesięcy przed wybuchem I wojny światowej, przy wejściu do jednego z basenów wyposażeniowych zobacz na mapie Gdańska Stoczni Schichaua oddano do użytku potężny żuraw młotowy. Potężne urządzenie, które swym kształtem rzeczywiście przypominało młotek, mogło przenosić ładunki o wadze do 250 ton. Z reguły były to elementy wyposażenia siłowni okrętowych, czyli różnego rodzaju urządzenia napędowe, które montowano w wybudowanych tuż obok kadłubach.

W wielu publikacjach można przeczytać, że przedwojenni mieszkańcy Gdańska nazywali ten dźwig "Dziadkiem". Nie udało nam się jednak ustalić, jaka jest etymologia tego dość osobliwego przydomku.

Żuraw młotowy Stoczni Schichaua miał aż 60 m. wysokości. Dla porównania, wieża Bazyliki Mariackiej ma niewiele ponad 80 m. Trudno znaleźć jakąkolwiek, przedwojenną fotografię gdańskich stoczni, na której nie byłoby widać tego majestatycznego urządzenia. Warto również wspomnieć, że sylwetka "Dziadka" górowała nad głównym wejściem do stoczni zobacz na mapie Gdańska przy obecnej ul. Jana z Kolna, które po wojnie stanowiło bramę nr 3 Stoczni Gdańskiej.


Zmarnowany łup wojenny

"Dziadek" bez większego szwanku przetrwał apokalipsę 1945 roku, a jednak i tak zniknął z krajobrazu gdańskich stoczni. Dlaczego? Pamiętajmy, że władze Związku Radzieckiego nie traktowały Gdańska jako miasta polskiego, ale jako integralną część III Rzeszy. Fakt, że włączenie miasta w granice hitlerowskich Niemiec odbyło się z naruszeniem norm prawa międzynarodowego, mało kogo wówczas obchodził. W ramach reparacji wojennych, Moskwa zadecydowała o wywiezieniu ze zdobytego na Niemcach Gdańska w głąb Związku Radzieckiego do aż 70 proc. urządzeń stoczniowych. Pozostałe 30 proc. miało pozostać na miejscu i zostać przekazane nowym, polskim władzom Gdańska.

Jedno jest pewne. "Dziadek", który przez ponad 30 lat dumnie wznosił się nad wejściem do basenu Stoczni Schichaua, został pocięty palnikami na kawałki i załadowany na radziecki okręt. Jego dalszych losów nie sposób określić. Pozostają jedynie domysły i niczym niepotwierdzone pogłoski oraz nadzieja, że odpowiedź na ten temat wciąż leży w przepastnych, rosyjskich archiwach wojskowych.

Wydaje się mało prawdopodobne, aby pocięty palnikami "Dziadek" został na nowo złożony w którejś z radzieckich stoczni. Najprawdopodobniej, zniszczony nieudolnym demontażem żuraw został po prostu przetopiony w hucie. Warto również przypomnieć pewną niezwykle interesującą plotkę, którą możemy przeczytać w książce "Miasto i morze" autorstwa Aliny Panasiuk. Mianowicie, transport z rozkawałkowanym "Dziadkiem" nigdy nie dopłynął do wybrzeży ZSRR. W wyniku sabotażu Polaków, którzy nie godzili się na rozkradzenie wyposażenia gdańskich stoczni, statek miał zatonąć w okolicach Kłajpedy. Czy kiedykolwiek uda się potwierdzić tę fantastycznie brzmiącą historię?
"Długi Henryk" w stoczni w Rostocku. Lata 50.
"Długi Henryk" w stoczni w Rostocku. Lata 50. www.wikipedia.org

Zakrzywiony gigant na pontonie

Kolejnym niezwykłym urządzeniem, które do 1945 roku znajdowało się w Gdańsku był żuraw pływający, nazywany przez danzigerów "Długim Henrykiem". Mobilność dźwigu nie była jednak jego jedyną, szczególną cechą. "Długi Henryk" miał charakterystyczne, mocno zakrzywione ramię, dzięki czemu bez trudu odróżnimy od innych, stoczniowych urządzeń.

"Długi Henryk" został zbudowany w 1905 r. przez firmę "Beckern und Keetmann" z Duisburga. Miał 50 m. wysokości, a więc był jedynie 10 m. niższy od swojego "młotowego" towarzysza. Bystry czytelnik zapewne zwróci uwagę, że na wielu zdjęciach można podziwiać te dźwigi obok siebie. Nic dziwnego, gdyż miejsce, w którym stacjonował "Długi Henryk", znajdowało się nieopodal basenu wyposażeniowego, przy którym zbudowano "Dziadka".

Gdański żuraw pływający ważył ok. 900 ton, a jego obsługa liczyła 14 osób. Ponton o wymiarach 30/20 m., na którym znajdowała się nitowana konstrukcja, miał wyporność ok. 600 ton. Mobilność dźwigu zapewniały dwa silniki o mocy 162 kW. Pływający żuraw mógł podnieść na tzw. dużym haku ładunek do 100 ton, a na tzw. małym haku do 20 ton. Maksymalny wysięg ramienia dźwigu wynosił ok. 20 m. Imponujące dane techniczne dźwigu sprawiają, że do dziś jest on jednym z największych dźwigów pływających na świecie.

Zakrzywiony gigant umożliwiał znacznie przyśpieszenie budowy okrętów. Dzięki niemu można było montować wielotonowe elementy kadłuba czy jego wyposażenia również od strony akwenu, a nie tylko stoczniowego nabrzeża. Spośród setek prac, jakie wykonano przy użyciu "Długiego Henryka", dwie zasługują na szczególne wyróżnienie. Mianowicie, dźwigu użyto podczas akcji podnoszenia z dna ORP "Kaszub", który zatonął w Gdańsku w 1925 roku oraz podczas odbudowy mostów w Tczewie, wysadzonych w czasie Kampanii Wrześniowej w 1939 roku. Ot, dwa epizody, łączące go z zawiłą, polską historią.

Kawałek dawnego Gdańska w Rostocku

Prominentny, gdański polityk Heinrich Sahm, od którego pochodzi przydomek dawnego, gdańskiego żurawia. Niniejsze zdjęcie idealnie obrazuje, czym oprócz pełnionych stanowisk wyróżniał się spośród społeczeństwa. Berlin, 1932 rok.
Prominentny, gdański polityk Heinrich Sahm, od którego pochodzi przydomek dawnego, gdańskiego żurawia. Niniejsze zdjęcie idealnie obrazuje, czym oprócz pełnionych stanowisk wyróżniał się spośród społeczeństwa. Berlin, 1932 rok. www.wikipedia.org
W przeciwieństwie do "Dziadka", doskonale znane są zarówno etymologia nietypowej nazwy pływającego żurawia, jak i jego dalsze losy. Osobliwa nazwa dźwigu pochodzi od ostatniego nadburmistrza Gdańska i pierwszego prezydenta senatu Wolnego Miasta Gdańska, Heinricha Sahma, a właściwie od jego niespotykanego wzrostu. Polityk mierzył ok. dwóch metrów wzrostu, co zresztą można zobaczyć na zachowanych do dziś fotografiach.

Pływający żuraw, choć również padł łupem Sowietów i bezpowrotnie zniknął z Gdańska, nie został pocięty na żyletki, ale odholowany. Nie trafił jednak do ZSRR, ale do... Rostocku w późniejszym NRD.

Stocznia w niemieckim Rostocku, podobnie jak inne miejsca na trasie pochodu Armii Czerwonej, została poważnie zniszczona pod koniec II wojny światowej. Po wojnie, teren na którym się znajdowała, znalazł się pod okupacją radziecką. Na Kremlu zadecydowano, że tamtejsza stocznia "Neptun" odegra ważną rolę w powojennym przemyśle zbrojeniowym na usługach ZSRR, produkując wyposażenie dla Bałtyckiej Floty Związku Radzieckiego. Aby jak najszybciej wznowić produkcję, Rosjanie przetransportowali w pełni sprawny dźwig z Gdańska do Rostocku.

W 1950 roku, "Długi Henryk" uległ poważnej awarii. Podczas podnoszenia z dna zatopionego statku, ramię dźwigu doznało poważnego pęknięcia. Na szczęście, jednostka została szybko odremontowana i z powodzenie służyła przez wiele, kolejnych lat. W 1978 roku, "Długi Henryk" został wycofany z eksploatacji. Żartobliwie można by stwierdzić, że kolos "na wygnaniu" odszedł "na w pełni zasłużoną emeryturę". "Długi Henryk" nie trafił bowiem do huty, ale do Muzeum Okrętownictwa i Żeglugi w Rostocku, gdzie stoi aż po dzień dzisiejszy. Dźwig nie tylko cieszy oko podziwiających panoramę stoczni w Rostocku, ale i jest udostępniony do zwiedzania.

Kapitalny remont i fachowa książka

W 2010 roku, władze muzeum odkryły, że "Długi Henryk" znajduje się w fatalnym stanie technicznym. 50-metrowa, kratownicowa konstrukcja wymagała natychmiastowego remontu. Na ratowanie mocno wysłużonego żurawia przeznaczono imponującą kwotę ok. 850 tys. euro. Remont dźwigu zakończył się w 2012 roku.

Okładka książki autorstwa inż. Adreasa Halliera pt. "Długi Henryk - Dźwig pływający opowiada", wydanej wraz z zakończeniem kapitalnego remontu dźwigu w 2012 roku.
Okładka książki autorstwa inż. Adreasa Halliera pt. "Długi Henryk - Dźwig pływający opowiada", wydanej wraz z zakończeniem kapitalnego remontu dźwigu w 2012 roku. www.amazon.de
Kolejnym dowodem na to, że pływający żuraw o gdańskim rodowodzie jest unikatowym zabytkiem techniki, jest także publikacja, która została wydana wraz z zakończeniem prac remontowych. Jej autorem jest inż. Andreas Hallier, bezpośrednio zaangażowany w renowację żurawia, a jej tytuł brzmi "Langer Heinrich - Ein Schwimmkran erzählt" (pol. dosł. Długi Henryk - Dźwig pływający opowiada, w wolnym tłumaczeniu: Długi Henryk - Opowieści pływającego żurawia).

Post scriptum

Losy opisanych w niniejszym artykule urządzeń stoczniowych to kolejne przykłady skomplikowanej, a zarazem fascynującej historii Gdańska. O ile jednak "Dziadek" jest przykładem katastrofy, jaka spadła na nadmotławskie miasto w 1945 roku, o tyle "Długi Henryk" jest również przykładem jednej z cząstek dawnego Gdańska, które są rozsiane po całym globie.

Niedawno na naszym portalu opisywaliśmy historię fasady kamienicy z ul. Chlebnickiej, która na początku XVIII stulecia trafiła na Pawią Wyspę w Berlinie i znajduje się tam aż po dzień dzisiejszy. Gdzie jeszcze na świecie można odnaleźć przedmioty czy budowle związane z Gdańskiem, dowiecie się w już niedługo.

Opinie (98) 1 zablokowana

  • pamiętam (1)

    w latach 80-tych na terenie stoczni działało 16 melin
    Związkowcom tego najbardziej dzisiaj brakuje

    • 102 28

    • a ilu stoczniowców zginęło idąc po wódkę płotem wzdłuż motławy?

      • 0 0

  • #$$#$& złodzieje bolszewickie psy (2)

    • 47 15

    • (1)

      nie wolno tak pisać o rządzącej partii

      • 17 9

      • Przecież już po wyborach,przegrali.

        • 8 15

  • Dzicz ze wschodu (14)

    nie odpuściła ni ludziom ni dźwigom. I pomyśleć że Ruscy mają w Polsce swoich fanów

    • 75 31

    • dzięki tej dziczy (10)

      ze wschodu twoi dziadkowie nie wyszli przez kominy krematorium , bohaterze ?

      • 16 29

      • (2)

        skąd wiesz może jego nie byli zagrożeni wychodzeniem przez komin tylko pilnowali by inni wyszli... i stąd po latach taka rasistowska nienawiść...

        • 10 6

        • rasizm ? (1)

          to Rosjanie są innej rasy ? tak to jest z lewackimi geniuszami - wiedzy zero

          • 2 2

          • masz na myśli, że to rasa biała?

            ...w odróżnieniu od żółtej czy czarnej?
            no to chyba nie zrozumiałeś nazistów - im nie chodziło o taką "rasę panów".

            • 0 0

      • no ale leżą w grobie masowym sowiecki synu. (4)

        • 15 4

        • (3)

          niemcy wymordowali z powodów rasowych 6 mln Polaków a 3 mln "zniknęli", zbrodnie systemu sowieckiego zmykają się może w 200 - 300 tysiącach i nie były rasowe znaj skalę bałwanie

          • 1 11

          • nie kompromituj się chłopczyku (2)

            Stalin zabił o wiele więcej ludzi niz Hitler.

            • 5 1

            • (1)

              widzę że linia goebelsowskiej propagandy dalej trwa
              niemcy wymordowali ale winni są "ruscy"
              ps chłopczyka to sobie w łóżku poszukaj

              • 2 3

              • dokładnie tak jak pod Katyniem

                prawda...?

                • 0 0

      • morał z tego tylko jeden

        Ani ruscy ani niemcy naszymi przyjaciółmi nie byli

        • 20 4

      • a w ramach podziękowania

        gwałcili setki tysięcy kobiet ? Za dużo 4 pancernych ? Albo czas skończyć gimnazjum....

        • 7 1

    • Dzicz z zachodu najpierw w pył obróciła (2)

      wschodnie ziemie. Sowieci w odwecie za szkody i cierpienie zrobili to samo Niemcom. Myslec, a nie powtarzac za propaganda.

      • 9 9

      • (1)

        mhm, bo pakt Ribbentrop-Mołotow i wspólny najazd na Polskę to wymysł PO prawda?

        • 5 2

        • No i oczywiście dziadek Tuska

          także brał w tym udział

          • 2 4

  • Takie historie są bardzo ciekawe

    te dwa dźwigi widziałem na jednej fotce - zdjęcie historycznych tramwajów.

    • 30 2

  • PostSolidarnosc pod sąd ! (2)

    Ciekawe czy ktoś kiedyś odpowie za świadome zniszczenie Stoczni i nie tylko

    • 66 15

    • znaczy masz na myśli (1)

      Tego łysego z pissu?

      • 5 3

      • To obecny PIS jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy!

        • 4 4

  • Poczytajcie jak w 45 i po 45 bolszewicy ograbili Polske dekretem Stalina to wam sie wlos zjezy (13)

    Sowieci okradli PL nie na bilion lecz na '' miliony bilonow '' i sa najwiekszymi grabiezcami PL. Nawet Hitler tyle nie ukradl co te sowieckie menty. Wywiezli z PL tysiace fabryk i miliony ton towarow , uranu itd itd itd ..to niewyobrazalne ilosci ktore wywiezli sowieci na wschod ZSRR. Jak dzis ktos bredzi ze russcy sa fajni to ma chyba cos z deklem .Sowieci nigdy sami niczego nie stworzyli, nigdy , to byl zawsze kraj zyjacy z grabiezy. Jak sowietom brakowalo zywnosci to wywiezli wrecz calkowita zywnosc z Ukrainy czyli ograbili Ukraine wtedy czym spowodowali znany wielki glod na Ukrainie i zmarlo kilka milionow ludzi . To sa niewyobrazalne patologie jakich dokonali sowieci co wskazuje ze to raczej zaklad psychiatryczny niz kraj

    • 90 18

    • Największy rabunek XX wieku

      Sowieckie trofiejne komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej "wyzwolonej" Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na pozostałych terenach na wschód od Odry. W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony - GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4 września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i urządzeń przemysłowych.

      W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: "a) Ustalenie i rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku) urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów".

      Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego.

      Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski. Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to, czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

      Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy, chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemcy rozbudowywali istniejące polskie zakłady dla potrzeb wojennych na terenie całej Polski, a zwłaszcza na Górnym Śląsku. Tereny te były bowiem względnie bezpieczne przed bombardowaniami alianckimi oraz leżały stosunkowo blisko frontu wschodniego. Ponadto należy podkreślić, że definicja "na potrzeby prowadzenia wojny" oznaczała praktycznie cały przemysł, ponieważ w czasie wojny cała gospodarka pracuje na potrzeby frontu.
      Stal, rtęć i turbiny

      Już 2 marca1945 r. Stalin podpisał siedem pierwszych rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu całych zakładów z terenów Polski, a przygotowanych przez zespół Malenkowa. Pierwsze rozporządzenie, nr 7608, dotyczyło urządzeń z walcowni rur w Gliwicach (Oberhütte Rohlstahlwerke), które zostały wywiezione do zakładów imienia Lenina w Dniepropietrowsku. Następne dwa rozporządzenia dotyczyły urządzeń z Julienhütte w Bobrku koło Bytomia, które wywieziono do zakładu imienia Dzierżyńskiego, również w Dniepropietrowsku, oraz z walcowni w Łabędach, które trafiły do zakładów Dnieprospecstal wmieście Zaporoże.

      Rozporządzenie nr 7611 dotyczyło wywozu z Górnego Śląska stali walcowanej, w sumie 26 tysięcy ton, 2 tysięcy ton rur i 4 tysięcy 560 ton innych rodzajów stali. Rozporządzenie nr 7612 dotyczyło wywozu 86 ton rtęci z Chrzanowa. Rozporządzenie nr 7614 regulowało wywóz ze Śląska 19 turbin o mocy 507 tysięcy kilowatów oraz 32 kotłów wysokociśnieniowych.

      Następne rozporządzenia dotyczące demontażu i wywózek Stalin podpisał 6 marca. Dotyczyły one między innymi fabryki sztucznego kauczuku w Oświęcimiu, fabryki dynamitu w Bydgoszczy, 2000 km linii kolejowych wraz z całym oporządzeniem (stacje, łączność itd.), urządzeń z zakładów zbrojeniowych Osthütte oraz Graf Renard w Sosnowcu. A także innych urządzeń z zakładów w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach, Zgodzie, Chorzowie, Częstochowie oraz Katowicach.

      Do lipca 1945 r. Stalin podpisał setki rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu urządzeń, fabryk, surowców, produktów i półfabrykatów z terenu całej Polski. Zajął się także bydłem, owcami i końmi. 9 marca 1945 roku wydał rozporządzenie nr 7768 o przegnaniu z Niemiec (dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski 487 tysięcy sztuk "zdobycznego" bydła oraz 100 tysięcy "zdobycznych" owiec. Dla zabezpieczenia tego przedsięwzięcia polecił zarekwirować 10 tysięcy koni oraz 4 tysiące pojazdów konnych. Pięć dni później wydał jeszcze rozporządzenie nr 7815 o przegonieniu kolejnych 44 tysięcy 600 "zdobycznych" koni z Niemiec (z dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski.

      Duża część - zapewne większość -urządzeń i sprzętu o mniejszej wartości została zdemontowana bez odpowiednich rozporządzeń z centrali. Demontowane i wywożone były nie tylko urządzenia i sprzęt z przemysłu zbrojeniowego, ciężkiego oraz chemicznego, lecz także środki łączności (np. centrale telefoniczne), transportu (kolej wąskotorowa), elektrownie, także te małe, urządzenia portowe w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, zakłady przemysłu żywnościowego (rzeźnie, młyny, tartaki, mleczarnie, fabryki konserw rybnych), tekstylnego, obuwniczego itd. Czyli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość.

      Masa zdemontowanych i wywiezionych z terenów Polski (tych nowych i tych starych) urządzeń, sprzętu i materiałów była ogromna. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych. Jest to jednak liczba dalece niepełna. Nie zawiera między innymi dostaw węgla z Polski do Związku Radzieckiego oraz do Berlina w roku 1945. Za dostarczony wtedy polski węgiel Niemcy płacili Związkowi Radzieckiemu produktami przemysłowymi. Liczby te nie zawierają także wspomnianych już wcześniej setek tysięcy bydła i koni przegonionych na teren Związku Radzieckiego.

      Szczególnie wartościowe urządzenia, np. ze śląskich kombinatów chemicznych, transportowano drogą powietrzną. Specjalnie w tym celu Stalin wydał 15 maja rozporządzenie nr 8571 o rozbudowie lotnisk w Lisiczańsku, Kemerowie i Stalingradzie. Dzień później wydał jeszcze rozporządzenie nr 8587 o oczyszczeniu i rozminowaniu Odry, Szprewy, dolnego biegu Wisły wraz z kanałami Prus Wschodnich, co miało zabezpieczyć wywóz zdobycznej flotylli rzecznej oraz "trofiejnych" urządzeń i materiałów. Rząd "polski" dostał polecenie mobilizacji 8 tysięcy pracowników, którzy mieli pracować przy oczyszczaniu Odry i Wisły, natomiast NKWD miał przydzielić do tego celu 60 tysięcy jeńców wojennych.

      Poza tym Sowieci wywozili z byłych terenów niemieckich i z Polski meble, sedesy, umywalki, wanny, dywany, obrazy i inne cenne rzeczy. Z Białorusi i Ukrainy sowieccy aparatczycy wysyłali całe komanda, które "organizowały" i przewoziły "trofiejny" sprzęt i towary do prywatnych celów sowieckich towarzyszy. Oficerowie Armii Czerwonej robili to na skalę wręcz masową. Natomiast zwykli żołnierze nie mieli takich możliwości. Im pozostały zegarki, pierścionki, obrączki, które można było przewieźć w bagażu podręcznym.

      W obliczu tych wszystkich faktów żądania odszkodowań, które wysuwa Pruskie Powiernictwo w stosunku do Polski, muszą być ocenione jako prowokacja. Rząd niemiecki co prawda umywa ręce, twierdząc, że nie ma z nimi nic wspólnego i ich nie popiera. Ale część opinii publicznej w Niemczech co najmniej sympatyzuje z żądaniami Pruskiego Powiernictwa. W Niemczech panuje bowiem szeroko rozpowszechnione przekonanie, że Polska zyskała gospodarczo dzięki przesunięciu granic o 200 km na zachód i przejęciu stosunkowo dobrze uprzemysłowionych terenów niemieckich.

      Natomiast wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne "nieodpowiednie" dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej "przyjaźni". Upadłby wtedy mit o"wyzwoleniu" Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także dzisiejszej, putinowskiej Rosji

      • 36 7

    • (3)

      za takie rasowe fałszowanie historii powinna być kara - grabież instytucjonalną praktykowali ludobójcy - niemcy - tysiące fabryk? tyle to nawet nie było przed wojną - dziwnym trafem za tych "sowietów" lekarz przyjmował od ręki, szkolnictwo było faktycznie bezpłatne a praca była dla każdego

      • 8 27

      • Widać, że ocenzurowanej historii uczyłeś się z prlowskich podręczników w wieczorowym uniwersytecie marksizmu-leninizmu.

        • 15 7

      • tak ,tak dla Rosji nawet falszerstwem jest ze napadli na Polske w 39

        W Rosji jak to Putin chcial ostatnio przekrecic nie bylo nawet paktu Ribentrop Molotow czyli marsjanie sobie to wymyslili . O wywiezionym z Polski uranie tez nikt tam nie wie bo moze to sobie ktos uroil a materialy w internecie to tylko bajki . Tyle ze Polskie dokumenty mowia co innego a jakos dziwnie archiwa NKWD i KGB wiecznie sa tajne bo takie uczciwe tyle ze Niemcy maja oryginaly paktu Ribentrop Molotow i o dziwo tam czarno na bialym stoi zapis wrecz odmienny do tego co kreml swoim obywatelom wklada do glow . To moze Merkel i inni tez klamia ?. Rosja natomiast to kraj samych szczesliwych i uczciwych a kreml to juz ogolnie instytucja wszelkiej szczesliwosci ! tacy szczesliwi i uczciwi inaczej .

        • 18 5

      • Kopaliny (kopalnia uranu)

        Kopaliny kryptonim tajnej radzieckiej kopalni uranu działającej w Polsce w latach 50. XX wieku w pobliżu wsi Kletno w województwie dolnośląskim, gmina Stronie Śląskie. -------Eksploatacją zajęły się wspomniane wyżej Zakłady Przemysłowe R-1. Prace górnicze prowadzono na dość znaczną skalę. Po odbudowaniu starych sztolni, sięgnięto dalej i głębiej. W sumie w ciągu kilku lat osiągnięto łączną długość 37 km wyrobisk na 9-10 poziomach, przy czym różnica głębokości między skrajnymi wynosiła 300 m. Złoże rozpoznawano za pomocą licznych wierceń. Z powierzchni wykonano 42 otwory o łącznej długości ok. 11 km, zaś pod ziemią kolejne 10 km. Prace poszukiwawcze prowadzono również w pobliskim Marcinkowie i Janowej Górze oraz na stoku góry Krzyżnik, jednak tamtejsze złoża uznano za nieprzydatne.

        Ilość urobku wydobytego w całym okresie działalności kopalni w Kletnie szacuje się na około 228 tys. m³. Pozyskano z tego ok. 20 ton uranu (w przeliczeniu na czysty metal), co stanowi ok. 5% całego radzieckiego wydobycia uranu w polskich Sudetach. Przy wydobyciu pracowali głównie polscy robotnicy przymusowi więźniowie z obozów pracy, żołnierze z poboru oraz nieliczni dobrze opłacani górnicy. Warunki były bardzo ciężkie. Nie zachowywano elementarnych środków ostrożności. Nikt nie prowadził statystyk chorób i wypadków, ale przypuszcza się, że było ich wiele. Ze względu na brak podstawowego sprzętu ochronnego (maski przeciwpyłowe) wiele osób zachorowało na pylicę. Urobek wywożono konwojami pod silną eskortą wojska w całości trafiał do przerobu w ZSRR.

        • 8 4

    • Mityczni sowieci (6)

      Zawsze zastanawiam się, kiedy widzę rusycyzm "sowieci ", czy piszący to słowo zdaje sobie sprawę kim byli ci mityczni "sowieci" ? Chciałbym tylko dodać, że wśród tych właśnie mitycznych "sowietów" strzelających do Polaków np. w Katyniu nie było ani jednego.... Rosjanina ! Zastanówcie się mocno , kiedy piszecie "sowieci" - o kim piszecie ?

      • 5 19

      • Czy wiesz jak należy prawidłowo tłumaczyć pełna nazwę ZSRR (3)

        Sowietskij Sojuz Socjalisticzeskich Respublik - Sowiecki Związek Socjalistycznych Republik. I tak tłumaczono tę nazwę przed wojną. Obywatele tego kraju to byli Sowieci. Jak sama nazwa wskazuje, był to związek republik, czyli - teoretycznie, a właściwie propagandowo - federacja, jak USA, Meksyk. Kanada, Szwajcaria,RFN.
        I zwróć uwagę na to, że w żadnym innym kraju na świecie nie było i nadal nie ma tylu rożnych narodowości - te 22 mln km2 pod jednym berłem zrobiło swoje. Jak nazwiesz hybrydę Jakuta z Mołdawianką (czyli Rumunką) albo Nieńca z Rosjanką?
        Gdyby to był RFN to ok, wszyscy byliby Niemcami - ale tam nie było Rosji, był za to Związek Sowiecki

        • 18 1

        • Oczywiście. To po wojnie zrobiono z sowietów jakichś "radców" bo sowiet miał tak pejoratywne znaczenie że ciężko komuchom było to odkręcić.

          • 5 2

        • ????

          Zupełnie nie zrozumiałeś przekazu . Poza tym nie wszystko co było w II RP zasługuje na pochwałę . A sowiecki to po polsku radziecki - też niestety neologizm od słowa "rada".
          Przeczytaj " Paradoksy historii " W.Ujszkunika, Wyd.Polityczne Wychowanie , N.Jork, 1982 a potem może Sołżenicyna - "200 lat razem " ? Wtedy może zrozumiesz o czym napisałem ?

          • 2 1

        • sowiet (ros) = rada (pol)

          Sowiecki Zwiazek Socjalistcznych Republik jest częściowym, niepoprawnym, tłumaczeniem, to tak jak by USA nazywać Junitedowymi Stanami Ameryki

          • 0 4

      • Sowieta = obywatel ZSRR.

        • 4 1

      • to nie zaden rusycyzm

        I z Rossija to slowo nie ma NIC wspolnego... "Sowiet" (zwiazek) to slowo wynalezione przez miedzynarodowych komunistow na okreslenie swojej zbrodniczej organizacji

        • 6 2

    • Ciekawe...

      To w/g Ciebie Polska musiała być, bardzo bogatym krajem.Skoro po dwóch wojnach światowych które doszczętnie zrujnowały nasz kraj.Była tak bogata że można było ją okraść na"miliony bilionów".Ale fantazje masz człowieku.

      • 0 0

  • (2)

    Ankieta nie działa

    • 3 12

    • Nie kłam.

      U mnie działa.

      • 4 2

    • ustaw przeglądarkie,ciasteczka.

      • 6 0

  • Dźwigi stoczniowe, te Mastodonty są symbolem Gdańska.

    Takim symbolem jak dla Paryża jest słynna, stalowa wieża Eiffel'a. Zaniedbanie tych dźwigów byłoby hańbą dla miasta.

    • 53 16

  • Ruskich zniszczenia stoczni przy powskich wysiadają. (8)

    Może zrobicie porównanie odbudowanej stoczni po wojnie z obecnym stanem.To dopiero nasze wnuki będą kiedyś oczy przecierać.Ruscy zrobili to z nienawiści do Niemców a PO?

    • 39 26

    • (1)

      To nie PO, a tzw. "Solidarność", która siedzi na stołkach i doi pracowników, głęboko w d ich mając. Jak PO doszło to władzy to po stoczni nie było już czego zbierać, bo została dawno rozkradziona.

      • 15 6

      • to chyba pis rozwalił stocznię w 2006 roku, preludium do tego co nam urządzi teraz

        • 2 3

    • A czy to właśnie nie pisowski szef gdańskiej stoczni Jaworski ostatecznie jej nie dobił swoim "zarządzaniem"? Teraz po raz kolejny dzielnie posłuje w naszym pisowskim parlamencie. Tfu!

      • 13 8

    • (1)

      Nie PO tylko Kaczyńscy to oni rozwalili stocznię wraz z swoim porozumieniem centrum! W 96 roku stocznia w całości miała być sprzedana Norwegom z gwarancyjną zatrudnienia.
      To kaczyńscy zatrzymali transakcję
      Bo stocznia miała upaść. Prawdopodobnie wzięli kasę za to!

      • 10 11

      • Czy wam naprawdę odje.ało?!

        W 1996 r, w Sejmie rządziła koalicja SLD-PSL a premierem był Cimoszewicz.
        PiS-u jako takiego nie było a jego protoplasta czyli PC w Sejmie II kadencji nie było. Zatem jak to możliwe, że Kaczyński ani nie był w rządzie ani w Sejmie, za to był osobą zupełnie prywatną i nie dopuścił do podpisania zgody???
        Odpuszczam tu też insynuacje związane z Rydzykiem, bo to dopiero kilka lat później.

        P.s.1. Pytanie się więc nasuwa, jak ktoś będący NIKIM ma możliwość zatrzymania transakcji?
        P.S.2 Jeśli jest pomyłka i chodzi o rok 2006, to proszę podać źródło dla tej transakcji o której nikt (poza tobą) , nie słyszał?

        • 9 2

    • PO to zniszczyła ze względu na ideologię neoliberalną.

      Mimo wszystko stalinizm był mniejszym złem.

      • 5 10

    • Na usta ciśnie się tylko jedno słow - DEBIL jesteś (1)

      i zdumiewające jest to ilu kolejnych DEBILI poparło twój post.
      Ręce opadają nad tym skretynieniem narodu......

      • 3 6

      • Merytorycznie według PO ująłeś problem" DEBIL" i już.

        A ja myślałem że inteligencja po wymordowaniu w latach wojny i PO się odradza.

        • 3 2

  • Róbcie zdjęcia dźwigom bo niedługo ich też nie będzie. (8)

    Jak i Stoczni zresztą. Pomijając sympatie i antypatie do stoczniowców, związkowców itd., to zabytek klasy światowej.
    Czy wiecie, że podobno UNESCO było zainteresowane wpisaniem Stoczni na swoją listę zabytków, ale władze Gdańska nie były tym zainteresowane. I to wcale nie chodzi o władze komunistyczne.

    • 49 11

    • TO Dobrze (5)

      Stoczni już tam nie ma, po co robić tam skansen -teren jest idealny na nowe centrum Gdańska. Dajcie już spokój z tymi dźwigami to jakaś obsesja -zostawić kilka najciekawszych i na tym koniec.

      • 10 20

      • nowe centrum Gdañska? (1)

        Czyli apartamentowce(blokowisko)to ma być nowe centrum miasta?Centrum Gdañska już jest i nowego nie trzeba.Wystarczy,że coraz mniej ludzi tam mieszka przez co po sezonie jest bardziej opustoszałe.Aktualnie centrum Gdańsk to Wrzeszcz i okolice Galerii Bałtyckiej.Wracając do samej stoczni to jest znana na całym świecie a przynajmniej była.Likwidując ją odcinamy się od swojej przeszłości i tym sposobem za 10 czy 20 lat nikt nawet tu nie zajrzy bo blokowiska są wszędzie a taka stocznia tylko jedna na cały świat.

        • 18 3

        • Tak nie do końca

          To miejsce czyli Stocznia jest znane że powstała Solidarność i Lech Wałęsa jest naszym bohaterem, był noszony na rękach. On jest znany na całym świecie i dzięki temu znana jest Stocznia. Nie odwrotnie. W Młodym Mieście nie powstaną blokowiska, nie histeryzuj. A Stocznia może funkcjonować na Wyspie Ostrów jest tam mnóstwo terenu do zagospodarowania. Obecnie Gdańsk nie ma prawdziwego centrum. Młode Miasto może przyczynić się do jego powstania.

          • 4 4

      • Chociaż z drugiej strony to może i masz racje.

        Nie udało nam się ocalić jej od zagłady.To co miało dawać ludziom godne życie zostało unicestwione.Zamiast pielęgnować to co było po 89roku to najpierw rozkradziono a jeszcze nie tak dawno praktycznie zaorano.To o co walczyli nasi rodacy za komuny zostanie tylko w muzeach czy starych fotografiach lecz już bez"ducha"tamtych czasów.Zrównajmy wszystko z ziemią,kolebkę ruchu społecznego jaką była Solidarność już zrównaliśmy.Skoro nie szanujemy swoich tradycji i historii a przede wszystkim siebie nawzajem jako naród to kto nas będzie szanować.

        • 9 3

      • (1)

        Taa... lepiej zamiast pięknych budynków Schichaua czy jak to się pisze walnąć lepiej wieżowce ala z wielkiej płyty.

        • 8 7

        • Jakie piękne budynki ?

          w budynkach po stoczniowych nie ma żadnego piękna - to są ohydne budy przesycone szkodliwymi chemikaliami , nikt tego nie weźmie a kto to będzie utrzymywał , może z pieniędzy podatników ?" - zejdź na ziemię i nie bujaj w obłokach

          • 4 4

    • Nie histeryzuj i nie rozsiewaj plotek

      Skąd takie niesprawdzone informacje?

      • 3 2

    • Nie rozsiewaj plotek...

      Nic o tym nie wiemy. A może podasz źródło takich sensacji, zamiast bajdurzyć? :/
      A co do stoczni - już dawno jej nie powinno być. Kolejne rządy ładowały... o przepraszam - okradały nas z pieniędzy z naszych podatków, aby dotować kompletnie nierentowną stocznię.
      Nie twierdzę, że powinno się ją było zlikwidować. Ale to tak jak z kopalniami - najpierw solidny, rygorystyczny plan, zaciśnięcie pasa na wiele miesięcy lub nawet lat, i wtedy można pomagać, dotować. Przykład - Stocznia Remontowa.
      Nie siej paniki. Dźwigi zostaną. Będą piękną ozdobą Młodego Miasta.

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1906 Poświęcenie kościoła pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu opis Biskup Chełmiński Augustinus Rosentreter poświęcił nowo powstały neogotycki kościół pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu przy ul. Kartuskiej w Gdańsku - Emaus /Siedlce/.

Sprawdź się

Która uczelnia ma najdłuższe tradycje w Trójmieście?