wiadomości

stat

Delikatny szmer zdzieranych zelówek. Sopockie wakacje Agnieszki Osieckiej w 1950 r.

artykuł historyczny
Agnieszka Osiecka w teatrze Atelier w Sopocie, który dziś nosi jej imię. Zdjęcie z 1995 r.
Agnieszka Osiecka w teatrze Atelier w Sopocie, który dziś nosi jej imię. Zdjęcie z 1995 r. fot. Maciej Kosycarz/KFP

Ślady Agnieszki Osieckiej w Sopocie i szerzej w Trójmieście to nie tylko lata 90. i Teatr Atelier. Artystka bywała tu od wczesnej młodości, najczęściej spędzając wakacje. Kochała morze, plażę i molo, które nazywała m.in. rzuconą w morze deską do prasowania. Stąd jej nieustanne powroty i obecność w symbolicznych dla miasta miejscach. Interesujący obraz kurortu oraz życia samej Osieckiej przynoszą jej dzienniki z 1950 r. Na pierwszy rzut oka młoda Osiecka prowadzi życie panny z dobrego przedwojennego domu, choć realia są diametralnie inne.



Rodzina, ach rodzina



Szczególną rolę w sopockich wojażach poetki odgrywał Grand Hotel. Symbol luksusu, uważany za kawałek przedwojennego świata, był chętnie odwiedzany przez powojenne elity i polską inteligencję.

Agnieszka Osiecka pochodziła z rodziny łączącej obie te warstwy społeczne. Jej ojciec Wiktor Osiecki (1905-77), urodzony w Belgradzie, był synem pianisty estradowego StefanaWiktorii z domu Oresković. Dorastał we Lwowie i w Wiedniu. W latach 30. XX w. był kierownikiem muzycznym teatru "Perskie Oko" w Warszawie. Po wojnie grał w jazzowym bandzie Charlesa Boverego czyli Karola Nejedlego, czeskiego saksofonisty i wokalisty, który przez kilkanaście lat tworzył w Polsce.

Przystań Żeglugi Gdańskiej na molo w Sopocie. Lata 50.
Przystań Żeglugi Gdańskiej na molo w Sopocie. Lata 50. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
W latach 1958-71 Osiecki był kierownikiem Teatru Syrena. Matka, Maria Osiecka z domu Sztechman pochodziła z rodziny ziemiańskiej o wołosko-serbskich korzeniach. Była nauczycielką języka polskiego i to z nią przyszła poetka przyjechała do Sopotu. Towarzyszyła im Ewa, przyjaciółka 14-letniej Agnieszki.

Przedmiot literackiego pożądania



Pierwsze dni letniczki spędziły na prywatnej kwaterze przy ul. Fiszera zobacz na mapie Sopotu. Warszawianki nie były jednak zadowolone ze skromnych warunków (poza miłą gospodynią). Nie dopisywała też pogoda. Panie nie nudzą się jednak, ponieważ jak pisze Agnieszka chodzą "od kawiarni do kawiarni albo do kina".

W końcu udaje się zdobyć pokój w Grand Hotelu. Radości nie ma końca, tym bardziej, że poprawia się również pogoda. Młoda Osiecka już od kilku lat stara się regularnie prowadzić dziennik. Niestety pierwszy wakacyjny wpis pojawia się dopiero 12 sierpnia 1950 r., po tygodniu pobytu.

Powód jest prozaiczny. W Sopocie nie można nigdzie kupić atramentu do pióra. Dopiero wyprawa do Gdyni, której sklepy zaopatrywane są dzięki prywatnemu importowi marynarzy, rozwiązuje problem. Przy okazji nastolatka dostrzega, że w gdyńskich komisach można dostać ładne rzeczy.

Prowokuje to matkę i córkę do napisania listu do Wiktora Osieckiego z prośbą o przysłanie pieniędzy. Wiktor Osiecki jak się wydaje bardzo dobrze znał obie panie i uprzedził nieco ich ruch. Jeszcze tego samego dnia wieczorem, a więc zanim list z Sopotu dotarł do Warszawy, Agnieszka dostała paczkę z prezentem od ojca. W środku był żółty sweterek w paski, który "choć w modnym fasonie", przyszłej poetce "wcale a wcale się nie podobał".

Humor poprawia jej Ewa, która mieszka na prywatnej kwaterze. Codziennie jednak rano przychodzi i do wieczora spędza czas z Agnieszką. Przyjaciółka przynosi bilety na grany w kinie Polonia angielski film z 1940 r.- "Zdradzieckie skały".

Sprawy morsko-wakacyjne



Z takiego podręcznika Agnieszka Osiecka uczyła się języka angielskiego w Sopocie.
Z takiego podręcznika Agnieszka Osiecka uczyła się języka angielskiego w Sopocie.
Agnieszka stara się codziennie czytać Szekspira w oryginale, ucząc się równolegle angielskiego z "Esential English" Ekcersleya, podręcznika napisanego specjalnie dla szkoły języka angielskiego przy Kościele ewangelicko-metodystycznym w Polsce.

Większość czasu zajmują jej jednak sprawy "morsko-wakacyjne". Plażowanie, opalanie, kąpiele i obserwacja płci przeciwnej. W Sopocie na wczasach pojawiają się bowiem warszawscy koledzy poetki, którzy kręcą się również po Trójmieście, odwiedzając od czasu do czasu Agnieszkę. Jest wśród nich również Jerzy, ówczesna miłość młodej Osieckiej.

Podczas jednego z wakacyjnych dni czterech znajomych Agnieszki spędza z paniami cały dzień na plaży. Młodzi mężczyźni czują wilczy głód. Nie wszystkich stać na obiad w restauracji. Pozostaje "pogoń za kolacją". Osiecka notuje: "Dzięki rozwinięciu talentów strategicznych przez młodzieńców udało się zdobyć siedem kotletów wieprzowych".

Szmery zelówek



Codzienny "gry-plan" wygląda podobnie. Po śniadaniu wszyscy udają się plażę. Opalają się. Kąpią. Potem obiad, znów plaża albo fajf (czyli zabawa taneczna rozpoczynająca się o godzinie 17). W Sopocie w tamtych latach organizowana wyłącznie w Grandzie, przy dobrej pogodzie na zewnątrz. Wieczorem kawiarnia, dansing lub kino. Dansing organizowany jest w sali balowej Grand Hotelu.

Osieckiej nie zawsze chce się bawić i tańczyć z nieznanymi sobie ludźmi. Siedzi wówczas w pokoju i zapisuje dziennik. Zasypia przy dźwiękach jazzu, który gra orkiestra przygrywająca na dansingu. Przyszła poetka zapisuje: "zasypiając słyszę szum morza, muzykę dobiegającą z sali balowej i delikatny, lecz wyraźny szmer zelówek tańczących".

Mecz siatkówki rozgrywany na plaży w Sopocie. Lata 50.
Mecz siatkówki rozgrywany na plaży w Sopocie. Lata 50. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Trójka wczasowiczek często urządza dalsze i bliższe wycieczki. Panie zwiedzają Operę Leśną, spacerują plażą do Orłowa. Agnieszka po drodze robi wiele zdjęć. Aparat fotograficzny w tamtych czasach jest rzadkim dobrem, a aparat marki Leica rarytasem i namiastką luksusu, na który stać najbogatszych, czy raczej uprzywilejowanych, bo o prawdziwym luksusie i bogactwie we wczesnym PRL, w zrujnowanym wojną kraju można było jedynie pomarzyć.

"Luksus" posiadania aparatu zderza się z szarą rzeczywistością. Naświetlone filmy można wywoływać w zakładach fotograficznych. Osiecka narzeka jednak, że w Trójmieście filmy długo trzymają i jakość pozostawia wiele do życzenia. W czasie całego wyjazdu uda jej się wywołać tylko dwa filmy. Pozostałe pięć musi wywoływać już w Warszawie. Podobnie jak odbitki.

Wyprawa na Hel, czyli do "wstrętnej dziury"



Największą wyprawą, jaką warszawianki zorganizowały była podróż statkiem na Hel. Statek wypływał z Gdyni. Ponieważ Osieckie zaspały, jechały na przystań żeglugi taksówką. Hel jawi się w oczach przyszłej poetki jako "wstrętna dziura, gdzie na każdym kroku nie można robić zdjęć".

Z Helu całe towarzystwo spaceruje przez półwysep do Jastarni. "W Juracie jest prześlicznie, ładne, czyste wille w lesie i z obu stron morze. Z rozrywek wielkiego świata jest tylko miła kawiarenka. Z Juraty do Jastarni szliśmy pieszo cudną, zalesioną drogą. Jastarnia strasznie dziwna i okropnie tam drogo".

Ulica Portowa w Jastarni. Rok 1948
Ulica Portowa w Jastarni. Rok 1948
W Jastarni chłopcy - członkowie wycieczki rozdzielają się. Przyjaciele Agnieszki w drogę powrotną popłynęli "Wandą". Natomiast dziewczyny razem z panią Osiecką jadą pociągiem. Podróż koleją do Gdyni trwa trzy godziny.

Niecodzienną i niedostępną dla większości zwykłych obywateli bez znajomości była wycieczka motorówką po Zatoce Gdańskiej. Doszło do niej dzięki przyjaciółce poetki, Ewie, której wujek pracował w Wojskach Ochrony Pogranicza. Plaża i jej okolice były wówczas pilnie strzeżone, jako granica państwa. Obawiano się ucieczek z kraju, szpiegów i stonki, którą wedle propagandy na polskie pola mieli zrzucać Amerykanie.

Rewia sopocka



Osiecka mimo młodego wieku jest uważną obserwatorką. Szczególnie interesują ją relacje męsko-damskie: "Sopot w tym roku stanowi do pewnego stopnia rewię mody. Pełno tu pań między 30-tką a 40-tką ubranych szalenie drogo i elegancko, oryginalnie i ekscentrycznie, dosłownie polujących na mężczyznę. Pięć-sześć pań otacza takiego mężczyznę-ofiarę i z dziką rozkoszą i dumą targają go po kawiarniach i dansingach. Sporo tu i innych typów, tylko siłą rzeczy ta rewia wybija się na pierwszy plan. Nie możemy opędzić się od wielbicieli. Gdy chodzimy ulicami Sopotu, mężczyźni od lat 15 do 100 pożerają nas wzrokiem. W międzyczasie my pożeramy miliony ciastek w cukierni warszawskiej".

Coś strasznego!



Po sześciu dniach mieszkania w Grandzie następuje "coś strasznego". Wieczorem 18 sierpnia o godz. 23 do drzwi puka pokojowa, która oznajmia, że wszyscy prywatni goście z piętra, na którym mieszkały Osieckie mają na cztery dni je opuścić, ponieważ zakwaterowani na nim zostaną uczestnicy zjazdu jakiejś organizacji.

Osieckie na wyprowadzkę dostają czas do następnego dnia, do godziny 7 rano. Matka Osieckiej schodzi do recepcji, żeby wyjaśnić sprawę. Na dole panuje chaos. Przepędzeni goście usiłują się czegoś dowiedzieć i zarezerwować nowe pokoje. Miejsc jednak nie ma. Hotel jest pełen.

Zawody tenisowe na kortach w Sopocie. Lata 50.
Zawody tenisowe na kortach w Sopocie. Lata 50. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP
Na szczęście matce poetki za pomocą delegacji służbowej i dzięki urokowi osobistemu udaje się wydębić u dyrektora pokój na drugim piętrze. Dwuosobowy. Teraz młoda Osiecka słyszy nie tylko muzykę z dansingu, ale również odtwarzaną przez cały dzień na molo muzykę z płyt. Na skwerze Kuracyjnym wokół mola rozstawione wówczas były słupy z megafonami, podłączone do lokalnego radiowęzła.

Ani dorosło, ani poważnie



Sopockie wakacje powoli dobiegają końca. Ostatnie wieczory warszawska trójka spędza na przedstawieniach w Grandzie: "mocno nie na poziomie" wieczorze humoru i gościnnym występie Teatru Syrena z przedstawieniem "Bujda na resorach". Panie jadą również do kina "Kapitol" (później "Znicz") na angielski film "Nieodrodna córka".

Film był od lat 18, jednak pannice dostały się na niego bez problemu, "mimo, że nie wyglądały ani dorosło, ani poważnie". Z tylnego rzędu przez jakiś czas dobiegał teatralny szept pewnego pana zbulwersowanego nieodpowiednim wiekiem dziewczyn. Pan groził wezwaniem biletera. Obyło się jednak bez komplikacji, bo moralista zajął się oglądaniem filmu.

W piątek 25 sierpnia Agnieszka wybrała się do Orbisu, zdobywać miejsca sypialne na powrotny pociąg do Warszawy. Mimo wczesnej pory i ulewnego deszczu w siedzibie biura podróży na rogu ul. Rokossowskiego i Bieruta (dziś to skrzyżowanie ul. Bohaterów Monte Cassino i ul. Haffnera zobacz na mapie Sopotu) czekało już 15 osób. Ponieważ przydział biletów na Sopot był niewystarczający, wybucha awantura. Korzysta na tym młoda Osiecka. Udaje jej się zdobyć sypialny dla matki. Sama musi liczyć na łut szczęścia. Przed podróżą panie konsumują jeszcze pożegnalne "lody u Włocha". Pociąg do Warszawy jedzie z Helu. Dziewczynie udaje się jednak znaleźć miejsce w przepełnionym składzie.

Korzystałem z: Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1945-50. Warszawa 2013.

Zdjęcia Agnieszki Osieckiej z okresu, o którym opowiada ten artykuł, można znaleźć na stronie Fundacji Okularnicy.

Koncert jubileuszowy Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej. Materiał archiwalny z 2014 r.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (31)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1561 Na wieży Ratusza ustawiono posąg króla Zygmunta II Augusta Na szczycie odbudowanej po pożarze w 1556 roku wieży Ratusza Głównego Miasta ustawiono posąg króla Zygmunta II Augusta.

Najczęściej czytane