wiadomości

stat

Admirał, który torpedom i bombom się nie kłaniał

artykuł historyczny
ORP Ślązak - równie legendarny jak jego dowódca.
ORP Ślązak - równie legendarny jak jego dowódca. fot. mw.mil.pl

Na cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni spoczywa wielu wybitnych oficerów naszej floty. Przechodząc alejkami możemy natrafić na grób kontradmirała Romualda Nałęcz - Tymińskiego, który będąc dowódcą niszczyciela ORP "Ślązak", brał udział w desancie pod Dieppe, lądowaniu w Normandii oraz jako jeden z nielicznych wziął do niewoli operatora niemieckiej żywej torpedy.



Romuald Nałęcz-Tymiński już w mundurze admiralskim.
Romuald Nałęcz-Tymiński już w mundurze admiralskim. fot. mw.mil.pl
Krwawy finał operacji pod Dieppe.
Krwawy finał operacji pod Dieppe. fot. zbiory autora
Pobojowisko na francuskiej plaży.
Pobojowisko na francuskiej plaży. fot. zbiory autora
Transport rannych z pokładu Ślązaka po akcji pod Dieppe.
Transport rannych z pokładu Ślązaka po akcji pod Dieppe. fot. CAW
Niemiecka żywa torpeda.
Niemiecka żywa torpeda. fot. zbiory autora
Transport rannych z pokładu Ślązaka po akcji pod Dieppe.
Transport rannych z pokładu Ślązaka po akcji pod Dieppe. fot. CAW
Sportowa dusza oficera

Romuald Nałęcz - Tymiński to niezwykle barwna postać. Oprócz doskonałego oficera, był również utalentowanym sportowcem. W okresie międzywojennym kierował wychowaniem fizycznym marynarzy i propagował idee sportowe - pięciobój nowoczesny, strzelectwo czy lekkoatletykę.

W 1928 roku, po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej w Toruniu, otrzymał stopień podporucznika marynarki. Pierwsze kroki na okrętach stawiał w Dywizjonie Ćwiczebnym, będąc kolejno oficerem flagowym na ORP "Gen. Haller", oficerem wachtowym na OORP "Mewa","Czajka" i "Wicher", zastępcą dowódcy na ORP "Wilia" i dowódcą ORP "Smok". W roku 1937 wyznaczony został na zastępcę dowódcy na żaglowcu szkolnym ORP "Iskra", na którym, wobec wybuchu wojny 2 września 1939 roku zawinął do Casablanki. Podczas pobytu we francuskim porcie Nałęcz - Tymiński wraz z polskimi marynarzami brał udział w akcji ratowniczej zatopionego przez wybuch własnych komór amunicyjnych krążownika "Pluton".

Pierwszy przydział dowódczy podczas II wojny światowej otrzymał na francuskim okręcie "Pomerol". Nie była to jednak zbyt udana służba, gdyż jednostka, przekształcona ze statku handlowego, nie nadawała się do wojennej służby. Ostatecznie w roku 1942 wyznaczony został na dowódcę niszczyciela eskortowego typu Hunt II, któremu nadano polską nazwę ORP "Ślązak".

Rozwiązanie problemu osłon konwojów

W połowie lat 30. Brytyjczycy doszli do przekonania, że potrzebują mniejszych jednostek, wyspecjalizowanych w działaniach eskortowych. Tak też narodziły się okręty typu Hunt w czterech odmianach, które różniły się szerokościami kadłuba i dodatkowym uzbrojeniem. Ostatecznie wybudowano 86 jednostek tego typu, z czego trzy zasiliły szeregi polskiej floty wojennej. Były to OORP "Krakowiak", "Kujawiak" i "Ślązak".

ORP "Ślązak" był przeszło 85-metrową jednostką, osiągającą prędkość prawie 26 węzłów, uzbrojoną m.in. w sześć dział 102 mm, dwa działka 20 mm, dwa ciężkie karabiny maszynowe i wyrzutnie bomb głębinowych. Pomimo że nie należał do dużych jednostek, świetnie sprawdzał się w rejsach konwojowych i osłonowych. Początek służby pod polską banderą miał jednak niezwykle monotonny - były to głównie rejsy szkoleniowe na wodach przybrzeżnych Wielkiej Brytanii. Sytuacja zmieniła się, gdy kmdr Tymiński otrzymał rozkaz osłony próbnego desantu pod Dieppe.

Krwawy desant

Wobec fiaska operacji "Lew Morski", czyli desantu na Wielką Brytanię, Hitler przerzucił większość potencjału bojowego Wehrmachtu do walk na wschodzie, umacniając wybrzeże Francji tzw. wałem atlantyckim. Po drugiej stronie Kanału Le Manche Brytyjczycy, którzy ochłonęli już trochę po "bitwie o Anglię", zaczęli silnie rozwijać formacje specjalne - komandosów - które miały uderzać na wroga jako pierwsze, eliminując podstawowe punktu oporu i torując drogę regularnym jednostkom.

W sierpniu 1942 roku zapadła decyzja o przeprowadzeniu próbnego desantu na francuskiej plaży niedaleko Dieppe. Celów było kilka - oprócz zdobycia doświadczenia, chodziło o sprawdzenie zgrania w akcji desantowej różnych formacji wojska i sił przeciwnika na wybrzeżu. Dodatkowo chciano zadać wrogowi jak największe straty.

Niestety akcja od samego początku była niestarannie przygotowana. Do osłony przeszło 180 jednostek desantowych, wykorzystano nieliczne jednostki (niszczyciele i trałowce), które nie dysponowały odpowiednią siłą ognia. Dodatkowo, jak się niedługo miało okazać, Niemcy doskonale wiedzieli gdzie ma się odbyć lądowanie, zatem byli przygotowani do jego odparcia.

Dla załogi "Ślązaka" ta operacja była chrztem bojowym, stąd też podniecenie na pokładzie było ogromne. Już podczas podchodzenia pod francuskie wybrzeże część jednostek desantowych natknęła się na niewielki konwój niemiecki. W potyczce, w której uczestniczył "Ślązak" udało się, co prawda, odpędzić Niemców i zatopić jeden ich patrolowiec (część załogi na swój pokład wziął "Ślązak"), ale kanonada zaalarmowała niemieckich obrońców.

Odezwały się baterie nabrzeżne - zestawienie sił wypadało na niekorzyść aliantów. Wystarczy powiedzieć, że jeden pocisk kal. 170 ważył zaledwie 10 kilogramów mniej niż cała salwa ORP "Ślązak" a dział tego kalibru Niemcy na wybrzeżu mieli kilkanaście!

Największym zagrożeniem dla polskiej jednostki były jednak samoloty - podczas przeszło 22-godzinnej akcji do samolotów otwierano ogień blisko 30 razy. Tylko dzięki doskonałemu refleksowi kmdr Tymiskiego, szybkimi unikami udało się wyprowadzić okręt spod gradu bomb, ale niestety nie wszystkich - jedna trafiła w działo, zabijając i raniąc marynarzy. Dodatkowo od licznych wybuchów uszkodzone zostały urządzenia okrętowe.

Ostatecznie, wobec załamania się walk na lądzie i rozkazu odwrotu, ORP "Ślązak" udał się w osłonie resztek jednostek desantowych w rejs powrotny do Wielkiej Brytanii. Polacy zdali swój chrzest bojowy - zestrzelili cztery samoloty nieprzyjaciela, uratowali kilkunastu marynarzy i lotników oraz zatopili jednostkę patrolową. Niestety na wieczną wachtę odeszło dwóch marynarzy z załogi.

Charakter kmdr Tymińskiego oddaje też czasem pomijany fakt złamania przez niego rozkazu - samowolnie podszedł swym okrętem bardzo blisko ostrzeliwanej plaży i ewakuował prawie 80 kanadyjskich żołnierzy. Sam desant zakończył się krwawą porażką - z przeszło 6 tys. żołnierzy, zginęło ok. 1600, a ok. 2200 znalazło się w niewoli. Dodatkowo zginęło przeszło 600 marynarzy i lotników. Straty niemieckie były nieporównywalnie mniejsze...

"Ślązak, fine work"

Po akcji pod Dieppe nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy okrętu - kmdr Tymińskiego, który został I oficerem Sztabu Komendy Morskiej, zastąpił kpt. Mar. Bohdan Wroński. W tym czasie okręt wypełniał głównie zadania konwojowe. W roku 1943 na swoje morskie stanowisko powrócił kmdr Tymiński, a "Ślązaka" wyznaczono do osłony brytyjskich pancerników, które ostrzeliwały Salerno.

Po licznych zadaniach konwojowych polską jednostkę wyznaczono do wzięcia udziału w operacji Overlord - desantu w Normandii, który zapoczątkował nową fazę działań na froncie zachodnim. Tym razem akcja była przygotowana o wiele lepiej, wyciągnięto wnioski z "krwawej lekcji" pod Dieppe. "Ślązak" operował w rejonie plaży Sword i aktywnie wspierał swym ogniem lądujące oddziały. O skuteczności ognia Polacy mogli się przekonać, gdy z brzegu nadszedł sygnał od dowódcy grupy desantowej: "Ślązak, fine work". Przez kolejne dni Ślązak wielokrotnie otwierał ogień do artylerii nabrzeżnych i możemy mieć pewność, że był on nad wyraz skuteczny.

Nietypowy jeniec

Wobec postępów aliantów na lądzie, Niemcy zdecydowali się podjąć niekonwencjonalne działania, mające na celu wyeliminowanie lub chociaż ograniczenie dostaw drogą morską. W tym celu zdecydowano się wprowadzić do akcji żywe torpedy - Negery. Były to niewielkie pojazdy (z pod wody wystawała jedynie niewielka kopuła z operatorem) z podwieszoną torpedą.

Skuteczność tego rodzaju broni po latach nadal jest dość dyskusyjna - największym sukcesem "Murzynów" było zatopienie polskiego krążownika "Dragon". Na operującego pod francuskim wybrzeżem "Ślązaka" przyszło ostrzeżenie o możliwości pojawienia się żywych torped. Załoga wzmocniła czujność, co niebawem przyniosło efekt, gdyż w porę dostrzeżona torpeda została wymanewrowana. "Ślązak" ruszył do kontrataku - w niedługim czasie odezwały się karabiny maszynowe na polskiej jednostce i z wody wyciągnięto niemieckiego rozbitka. ORP "Ślązak" był pierwszą jednostką, której udało się wziąć do niewoli żywego operatora niemieckiej "żywej torpedy".

Po wojnie...

Po zakończeniu wojny podjęto starania, aby zatrzymać "Ślązaka" w Polskiej Marynarce Wojennej i przeprowadzić go do Polski. Niestety, brytyjskie czynniki polityczne, wobec nowego ustroju w Polsce, stanowczo się temu sprzeciwiły i w roku 1946 ostatecznie opuszczono na okręcie polską banderę, a samą jednostkę przekazano Indiom. W roku 1976 okręt wszedł na mieliznę i wobec nieopłacalności remontu oddano go na złom.

Komandor Romuald Tymiński pozostał na emigracji - początkowo pływał w brytyjskiej flocie handlowej, następnie służył jako oficer kontraktowy w Pakistańskiej Marynarce Wojennej, dowodząc flotyllą niszczycieli. Przez kolejne lata był kapitanem licznych portów na Bahamach. Do końca swych dni żywo interesował się sprawami Polskiej Marynarki Wojennej i od lat 90. gdy tylko mógł przyjeżdżał do kraju. Wobec licznych zasług w okresie wojny, awansowany został do stopnia kontradmirała. Zmarł w Kanadzie 29 grudnia 2003 roku w wieku 98 lat.

Opinie (27) 5 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1585 Przywilej Stefana Batorego dla Gdańska opis Najpierw cło palowe podniesiono o 100 proc., a potem podział dochodów z niego przeznaczono po połowie dla króla i miasta.

Sprawdź się

Co pierwotnie oznaczała nazwa Sopot?