wiadomości

stat

A więc wojna? Tak opisywano jej początek

artykuł historyczny

Sierpień roku 1914 "podług spadkobierców Falba" zapowiadał się dość upalnie - przynajmniej w pierwszym tygodniu, bo po nim miały "nastać burze" z deszczami trwającymi "do połowy" [miesiąca]: potem jednak, "od 20 [miało znowu być] pięknie", zaś "koniec" przewidywano jako "zmienny". Takie prognozy cieszyły nie tylko rolników, lecz również - tłumnie przybywających na Wybrzeże - "gości kąpielowych".





Niestety nie przewidziano (nie mówimy tu oczywiście o wróżeniu z "wojennych znaków niebieskich" i powalonej przez wicher "lipskiej topoli pokoju") tej wielkiej burzy, która nadeszła z początkiem miesiąca. Otóż, jak zapewne pamiętamy, 28 czerwca 1914 r. z rąk serbskiego zamachowca zginął w Sarajewie austriacki arcyksiążę Franciszek Ferdynand, co dostarczyło Austro-Węgrom pretekstu do wypowiedzenia wojny Serbii. Za Serbią ujęła się sprzymierzona z nią Rosja, powodując tym samym reakcję Niemiec, które - związane układem sojuszniczym z Austro-Węgrami - w dniu 1 sierpnia wypowiedziały wojnę Rosji. A potem sprawy potoczyły się już błyskawicznie: do konfliktu przyłączały się kolejne państwa i w krótkim czasie Wielka Wojna ogarnęła całą Europę i wiele jej zamorskich posiadłości.



W Gdańsku, podobnie jak i na terenie całego Cesarstwa Niemieckiego, już 2 sierpnia wprowadzono przepisy prawa wojennego, zastępując tym samym - trwający wcześniej - stan wojenny. W związku z wojną ograniczono "ruch na kolejach oraz połączenia telefoniczne i telegraficzne", te ostatnie oddając "na wyłączną potrzebę władz wojskowych". Jednocześnie surowo zakazano "ogłaszania informacji o ruchach wojsk oraz zarządzeniach obronnych", wprowadzając specjalne "przepisy dla prasy", wskutek czego - jak zauważyła "Gazeta Gdańska" - stało się "rzeczą prawie niemożliwą donosić cośkolwiek o zajściach wojennych". Nie było jednak aż tak źle, jako że od pierwszych dni wojny prasa publikowała regularne doniesienia z wojennych frontów, opierając się na oficjalnych komunikatach władz wojskowych; drukowano również obwieszczenia i zarządzenia (np. wzywające do pilnego powrotu tych "gości kąpielowych", którzy byli "zobowiązani do służby wojskowej w Austro-Węgrzech").



Pierwsze dni wojny na Wybrzeżu upływały stosunkowo spokojnie (zwłaszcza, jeżeli przypomnimy sobie, jak dwadzieścia pięć lat później wyglądał początek kolejnej wojny światowej...), a życie codzienne wojennego Gdańska początkowo niewiele odbiegało od tego z czasów pokoju. Nic w tym dziwnego, wszak miasto znajdowało się na głębokim zapleczu frontu, więc walki toczyły się z dala od Gdańska: w Królestwie Polskim, na Bałkanach, we Francji - rosyjska ofensywa w Prusach Wschodnich, która mogła poważniej zagrozić miastu, zaczęła się dopiero dwa tygodnie później. Tym niemniej nie od dziś wiadomo, iż strach ma wielkie oczy, nie dziwi więc, że i w Gdańsku wybuchła "t. zw. panika przedwojenna": "uroili sobie ludzie, że w razie wojny pieniądze papierowe staną się bezwartościowe". Masowa wymiana banknotów na srebro i nikiel szybko doprowadziła do "dotkliwego braku drobnych", wskutek czego "mało kto chciał przyjmować pieniądze papierowe".


Pojawiły się też pierwsze "najdziwaczniejsze plotki", takie jak ta "o zamachu na następcę tronu"*, z reguły jednak nie było w nich "ani słówka prawdy". Ale czy można dziwić się zwykłym ludziom, skoro nawet niemiecka prasa przytaczała niesprawdzone informacje, donosząc np. o wybuchu antyrosyjskiego powstania w Warszawie, które okazało się jedynie wybuchem prochowni spowodowanym uderzeniem pioruna...



Wybuch wojny sprawił, że na nowo ożyły polskie nadzieje, bliską bowiem stała się perspektywa zjednoczenia pod jednym berłem - pozostających dotychczas w trzech różnych zaborach - ziem polskich oraz uzyskania jakiejś formy autonomii. "Gazeta Gdańska", widząc zaczynającą się licytację walczących stron o poparcie Polaków, tonowała te nastroje i apelowała o: "zachowanie spokoju i równowagi umysłu", nie słuchanie "obcych podszeptów" oraz zachowanie ostrożności w stosunku do "przyjaciół", "których możliwie będzie teraz wiele" ("będą się zgłaszali", "będą nam morze obietnic dawali").


"Wstrzemięźliwość w słowach", wywołaną obawami "wobec takich, którzy będą (...) podsłuchiwać, aby (...) wyrządzić krzywdę", dało się też zauważyć wśród ludności niemieckiej, która coraz częściej zaczęła ulegać swoistej szpiegomanii: np. w Białogórze koło Pucka "aresztował żandarm pewnego podejrzanego mężczyznę, który kręcił się już od dwóch dni nad brzegiem morza i robił rysunki". Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście zatrzymano rosyjskiego szpiega: jest to równie prawdopodobne jak to, że nadmierna gorliwość złamała karierę jakiemuś młodemu artyście...


* - Mowa zapewne o księciu Wilhelmie Hohenzollernie (1882-1951), który w roku 1911 trafił do Gdańska w związku z objęciem dowództwa 1. Regimentu Brygady Przybocznej Huzarów i stacjonował tutaj przez dwa lata od 1911 do 1913 r. Zamieszkiwał w willi przy Hauptstrasse 98 (dziś al. Grunwaldzka 114) - niestety, ówczesny budynek nie zachował się do naszych czasów.

Źródło: "Gazeta Gdańska" nr 92 z 1 sierpnia 1914 r. i nr 93 z 4 sierpnia 1914 r. oraz "Dziennik Bydgoski" nr 173 z 1 sierpnia 1914 r., nr 174 z 2 sierpnia 1914 r. i 175 z 4 sierpnia 1914 r. Skany pochodzą z Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej i Kujawsko Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej.

Opinie (49) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1974 Eugeniusz Kwiatkowski został doctorem honoris causa UG Eugeniusz Kwiatkowski były wicepremier i minister został doctorem honoris causa Uniwersytetu Gdańskiego. Kilka dni później zmarł w Krakowie.

Polecane wydarzenia

Sprawdź się

Która uczelnia ma najdłuższe tradycje w Trójmieście?