wiadomości

Rocznica bitwy pod Wisłoujściem. Z pamiętnika francuskiego oficera z roku 1734

artykuł historyczny
Najnowszy artukuł na ten temat

Czarnoskóry marynarz szukał wolności w Gdańsku

Oblężenie Gdańska w 1734 r. Fragment mapy z epoki. Ilustracja z domeny publicznej.
Oblężenie Gdańska w 1734 r. Fragment mapy z epoki. Ilustracja z domeny publicznej.

27 maja 1734 roku pod Wisłoujściem rozegrała się bitwa z udziałem Francuzów, którzy przypłynęli, walczyli i umierali za Gdańsk.



Po śmierci Augusta II Mocnego w roku 1733 sejm elekcyjny wybrał na nowego władcę Stanisława Leszczyńskiego. Jednak syn zmarłego króla, August III również marzył o koronie. Wspierany przez Rosjan wyparł jesienią Leszczyńskiego i jego zwolenników z Warszawy. Wybuchła wojna o sukcesję polską, zwana również polską wojną sukcesyjną.

Gdy król Stanisław Leszczyński schronił się w Gdańsku, liczył na to, że to potężne miasto zapewni mu ochronę. Było to także najlepsze miejsce do lądowania dla francuskiej pomocy, której się władca spodziewał od swojego zięcia - króla Ludwika XV. Francuski ambasador w Polsce, markiz Monti zapewniał, że taka pomoc przybędzie i to w sile ponad 10 tysięcy ludzi. Powoływał się na rzekome listy z dworu francuskiego, potwierdzające takie informacje.

Jak się potem okazało, na pomoc oblężonemu przez Rosjan i Sasów Gdańskowi przypłynęło jedynie 2500 francuskich żołnierzy. Historia tego korpusu posiłkowego była wielokrotnie opisywana.

Król Francji Ludwik XV obiecał wsparcie swojemu teściowi, Stanisławowi Leszczyńskiemu. Wsparcie przysłał, choć mniejsze, niż oczekiwano.
Król Francji Ludwik XV obiecał wsparcie swojemu teściowi, Stanisławowi Leszczyńskiemu. Wsparcie przysłał, choć mniejsze, niż oczekiwano.
Warto jednak do niej wrócić i spojrzeć na wydarzenia roku 1734 okiem francuskiego oficera regimentu Blaisois, Meusnier de Querlona. Oczywiście jest to relacja subiektywna, ale dzięki temu zawiera ciekawe osobiste refleksje bezpośredniego świadka i francuski punkt widzenia.

Francuzi lądowali pod Gdańskiem dwukrotnie. Po raz pierwszy 12 maja. Jak wspomina ten dzień nasz oficer?

"Przybyliśmy 12 maja na miejsce o godzinie 2 po południu. Rzuciliśmy kotwicę niedaleko Wisłoujścia, które po naszym przybyciu podniosło czerwoną flagę, aby wskazać, że czeka na pomoc. Ledwo opuściliśmy nasze żagle, a zobaczyliśmy łódź, która przybiła do okrętu naszego dowódcy. Było na niej baron de Stackelberg, pochodzenia szwedzkiego, który przyłączył się do służby króla Stanisława".
"Dotarłem do Fortu Wisłoujście bez żadnej straty ani żołnierza, ani marynarza. Podczas gdy załogi trzymano w ukryciu, pułk Blaisois został wprowadzony do fortu za wały. Pułk Perigord wszedł tylko na noc. Zostaliśmy umieszczeni na wewnętrznym obrzeżu fortu, gdzie czuliśmy się raczej nieswojo. Wróg miał fortyfikacje wzdłuż morza, po drugiej stronie Fortu, [...]. Spędziliśmy noc pod gwiazdami, leżąc na trawie pod osłoną armat bastionów Wisłoujścia."
Jednak dowodzący wyprawą de la Motte najwyraźniej nie miał ochoty walczyć. Okoliczności powrotu Francuzów na okręty są nie do końca jasne, niektóre źródła wspominają o tym, że żołnierze wpadli w panikę, gdy jeden z nich wystrzelił przez przypadek z karabinu.

Oficer i szlachcic de Querlon przedstawia to nieco inaczej.

"Pan de la Motte widząc, że to już trzeci dzień, podczas którego naszym żołnierzom brakuje żywności, wysłał żądanie wsparcia do dowódcy fortu, ale ten ostro odmówił. Zebrano radę wojenną, aby rozważyć możliwe działania. Były różne opinie, niektórzy proponowali powrócić do Kopenhagi, aby czekać na dalszą pomoc, którą Francja miała wysłać. Inni radzili wejść do fortu, aby go bronić w razie ataku. Te różne opinie były długo dyskutowane, wreszcie uznano, by powrócić do Kopenhagi."
"Wypłynęliśmy 16 maja rano przy sprzyjającym wietrze i dotarliśmy do portu w Kopenhadze".
Louis Robert Hippolyte de Bréhan hrabia de Plélo, francuski dyplomata i pułkownik wojsk francuskich. Był francuskim ambasadorem w Kopenhadze w latach 1729-1734. Zginął 27 maja 173 r. przy Twierdzy Wisłoujście.
Louis Robert Hippolyte de Bréhan hrabia de Plélo, francuski dyplomata i pułkownik wojsk francuskich. Był francuskim ambasadorem w Kopenhadze w latach 1729-1734. Zginął 27 maja 173 r. przy Twierdzy Wisłoujście.
Ambasador francuski w Kopenhadze, hrabia de Plélo nie wierzył własnym oczom: oto królewskie regimenty, bez próby podjęcia walki, zawróciły. Ten urodzony w 1699 roku szlachcic z Bretanii, królewski pułkownik i dyplomata, postanowił za wszelką cenę bronić honoru króla i Francji. Zrugał brygadiera de la Motte za jego ucieczkę i postanowił wrócić wraz z całą ekspedycją pod Gdańsk. Nie do końca było to zgodne z jego zadaniami jako ambasadora, przygotował więc obszerny list z wytłumaczeniem swoich decyzji, który wysłał do Paryża. W Kopenhadze pozostawił brzemienną młodą żonę.

Francuzi ponownie pojawili się pod Gdańskiem 23 maja po południu. Sytuacja militarna pogorszyła się jednak od czasu ich ostatniej wizyty. Wojska saskie umocniły się w okolicach Oliwy, Rosjanie wzmocnili swoje pozycje przed Wisłoujściem. Francuzi zajęli wyspę Westerplatte (wtedy jeszcze nie był to półwysep, na morze wychodziło się tuż za twierdzą).

"Ta wyspa, która znajduje się przed Fortem Wisłoujście, ma po jednej stronie Wisłę, która przepływa koło tego Fortu. Po drugiej stronie tej rzeki był obóz Sasów, u podnóża góry zwanej Mont-Oliva, gdzie znajduje się opactwo benedyktynów. Druga strona skąpana jest przez morze, które przyjmuje tam Wisłę, i tam nasze statki były na kotwicy. Nasz obóz był pośrodku, więc możemy powiedzieć, że natura sama go stworzyła."
Mimo rosyjskiej blokady udało się wysłać posłańca do Gdańska z informacją o sile francuskiego korpusu i z prośbą o rozkazy od hrabiego Monti i króla Stanisława Leszczyńskiego. Odpowiedź nadeszła dopiero 26 maja. Ustalono, że na drugi dzień, 27 maja, Francuzi spróbują przebić się w kierunku miasta, zaś gdańszczanie wyślą im na spotkanie duży oddział piechoty.

"Poinformowano wszystkich w nocy, że następnego dnia będzie coś się działo. Ale rankiem 27-go widzieliśmy, że przygotowujemy coś poważniejszego. O czwartej rano nasi strażnicy zostali zwolnieni przez szwedzkich żołnierzy z garnizonu Fortu, a o siódmej zebraliśmy się pod sztandarami, gdzie każdy został poinformowany o tym, jakie są zadania w tym podniosłym dniu. Proch i ołów zostały rozdane żołnierzom i grenadierom. Ci ostatni zadbali także o granaty."
Oblężenie Gdańska przez wojska rosyjskie i saskie w 1734 r. Ilustracja z domeny publicznej.
Oblężenie Gdańska przez wojska rosyjskie i saskie w 1734 r. Ilustracja z domeny publicznej.
Bliżej Wisły oddział 150-200 ludzi (w większości Szwedów) wykonał uderzenie pozorujące. Oddziały francuskie wyszły poza fortyfikacje i ustawiły się w szyku bojowym. Oficerowie poszczególnych regimentów wygłosili przemowy, wspominając o przysłowiowym męstwie francuskich żołnierzy, chwale i honorze.

Gdy jednak Francuzi ruszyli naprzód z bronią na ramieniu, rozwiniętymi sztandarami i przy odgłosie bębnów i fletów, nagle musieli się zatrzymać.

"Trzeba było przejść przez bagno, byliśmy pewni, że jest to możliwe i że jest to dobrze sprawdzone. W rzeczywistości najpierw mieliśmy wodę do pasa; w miarę postępów zauważyliśmy, że jej poziom się zwiększa."
Co ciekawe, autor naszego pamiętnika podejrzewał nawet zdradę.

"Od tego momentu podejrzewaliśmy, że doszło do zdrady, a tym, co utwierdziło nas w naszych podejrzeniach, było to, że baron de S., który dowodził nami, został ostrożnie z boku, kiedy widzieliśmy go przed wejściem do wody, a potem zawrócił do Fortu."
Francuzi jednak parli dalej, wkrótce znaleźli się w zasięgu artylerii rosyjskiej, zarówno od frontu, jak i z boku.

"Nie było innego sposobu na wydostanie się z tej złej sytuacji niż pójście naprzód. Przeszliśmy więc resztę korytarza z całą stanowczością mimo wielu przeszkód. Co było piękne w tych przerażających chwilach? Zobaczyliśmy, że pomimo okrutnej sytuacji, żołnierze dobrze znosili swój los, wydawało się nawet, że jeszcze odważniej działali w zagrożeniu. Oficerów, którzy spełniali swój obowiązek wobec niebezpieczeństwa zachęcał do walki Comte de Plélo mimo tego, że był ambasadorem, nie okazywał strachu. Dawał przykład niesamowitego męstwa i energii."
Wkrótce do artylerii rosyjskiej z ostrzałem dołączyła piechota. Umundurowani na biało francuscy żołnierze z trudnością wyciągali nogi z bagna, niejeden stracił w nim swoje trzewiki. Ubrudzeni po pas błotem chcieli sięgnąć po ładunki karabinowe do noszonych na pasie na brzuchu ładownic. Okazało się, że większość papierowych nabojów przemokła i wilgotny proch nie nadawał się do użytku. Mimo to dotarli wreszcie do umocnień carskich.

"Mimo ich mocnego ognia, zbliżyliśmy się do okopów, które miały palisady na znacznej wysokości. Nasi grenadierzy pierwsi chcieli wejść z pałaszami przez te palisady, ale było to ciężkie do wykonania [...]. Gdy nieustraszeni grenadierzy i ich oficerowie na czele, wspinali się na palisady i rzucali się w okopy, dokonywali cudów walecznych: tam była straszna rzeź, wrogowie walczyli zaciekle, wróciło mało naszych ludzi z tego szturmu. Zginęło wielu walecznych oficerów."
Alegoryczne przedstawienie oblężenia i bombardowania Gdańska przez armie interwentów z Saksonii i Rosji, wspierających wprowadzenie na tron Polski Augusta III, a nie jego konkurenta, wybranego przez polską szlachtę Stanisława Leszczyńskiego. Ilustracja z domeny publicznej.
Alegoryczne przedstawienie oblężenia i bombardowania Gdańska przez armie interwentów z Saksonii i Rosji, wspierających wprowadzenie na tron Polski Augusta III, a nie jego konkurenta, wybranego przez polską szlachtę Stanisława Leszczyńskiego. Ilustracja z domeny publicznej.
Nasz oficer też nie miał szczęścia:

"Mój pistolet został stracony, w tym samym czasie zostałem ranny w ramię. Udałem się do wyższego oficera, który był blisko mnie. Widzieliśmy, jak co chwila obok nas padają towarzysze broni."
"Pomimo beznadziejnej sytuacji nasi żołnierze podjęli wiele prób, wszystkie tak samo śmiertelne i tak samo nieudane jak pierwszy atak. Nasz generał zaczął rozmowy z innymi oficerami, aby podjąć ostateczną decyzję. Na próżno czekali na hrabiego de Plélo, pytali o niego, szukali go, nikt nie mógł przekazać żadnej wiadomości o nim."
Podjęto decyzję o wycofaniu oddziałów.

"To odstąpienie kosztowało nas bardzo drogo. Musieliśmy pójść drogą, którą przyszliśmy, gdy mijaliśmy bagno, artyleria Rosjan ostrzelała nas w tym momencie i zabiła nam jeszcze więcej ludzi."
Na drugi dzień brygadier de la Motte poprosił Rosjan o zwrot ciał zabitych Francuzów. Rosjanie nie tylko się na to zgodzili, ale dostarczyli również wozów do transportu zwłok. De Querlon brał udział w tych wydarzeniach:

"Zostałem wyznaczony do kierowania tym oddziałem, a następnego dnia udałem się do M. de Münicha, który był uprzejmy wysłać mi wozy do przewozu naszych zmarłych. Wróciłem do obozu z tym smutnym ładunkiem, którego widok przeraził mnie. Wszystkie ciała zostały splądrowane, a większość z nich całkowicie zniekształcona przez rany, którymi zostały pokryte. Właśnie wtedy wyjaśniono los niefortunnego hrabiego Plélo. Jego ciało zostało rozpoznane: jego lewa noga została złamana strzałem, w brzuch otrzymał od piętnastu do szesnastu uderzeń bagnetowych, w tym jeden mocny cios."
Rycina przedstawiająca śmierć hrabiego de Plélo w bitwie 27 maja 1734 roku pod Wisłoujściem. Ilustracja z domeny publicznej.
Rycina przedstawiająca śmierć hrabiego de Plélo w bitwie 27 maja 1734 roku pod Wisłoujściem. Ilustracja z domeny publicznej.
"Umarli zostali pogrzebani zgodnie z ceremoniałem wojskowym. Jeśli chodzi o ciało M. de Plélo to zostało zabalsamowane i umieszczone w trumnie z ołowiem, aby odesłać go do Kopenhagi, gdzie była żona hrabiego. Ta nieszczęsna wdowa była tym bardziej dotknięta tą straszną katastrofą, że mając męża ambasadora, nie miała powodu, by się obawiać, że zostanie jej tak okrutnie odebrany."
Los rannych był nie do pozazdroszczenia. Ówczesna medycyna daleko odbiegała od współczesnych standardów. Najprostszym zabiegiem przy ranie kończyny była jej amputacja, oczywiście narzędziami, których nikt nie czyścił i bez znieczulenia.

"Ranni oficerowie zostali przetransportowani do fortu, ale nie byli lepiej traktowani niż żołnierze w szpitalu. Nie mieli innego bulionu niż ten, który zostały zrobiony z kawałków mięsa krowiego lub paskudnego gołębia: to też im szkodziło. W niesamowitej biedzie, pozbawieni wszelkiej pomocy, niemożliwe było, żeby nasi pacjenci odzyskali zdrowie: Umarli - prawie wszyscy, zarówno oficerowie, jak i żołnierze, i to w bardzo krótkim czasie."
Francuzi utrzymali się w swoim obozie do czerwca i skapitulowali. Tak naprawdę Rosjanie nie do końca wiedzieli, co zrobić z francuskimi wojakami, przecież formalnie obydwa państwa nie były w stanie wojny. Po kapitulacji trafili jako jeńcy do nadbałtyckiej części imperium rosyjskiego. W ciągu następnych kilku lat stopniowo wszystkich zwolniono, niestety wielu nie doczekało powrotu do ojczyzny, zmarli w niewoli. De Querlon miał szczęście i przeżył.

Postać samego de Plélo do dziś budzi kontrowersje. Współcześni oficjalnie zarzucali mu zbytnią zapalczywość i lekceważenie przewagi przeciwnika, ale równocześnie pochwalali jego, honorową, chwalebną śmierć na polu walki. Co ciekawe, niektórzy oficerowie biorący udział w tej bitwie przekazali odmienne informacje na temat śmierci hrabiego. Według tej wersji próbował on zatrzymać uciekających Francuzów i to właśnie od własnych żołnierzy otrzymał kilkanaście pchnięć bagnetem. Jak było naprawdę? Być może nie dowiemy się tego nigdy.

Co do dziś pozostało z tamtych wydarzeń? Twierdza Wisłoujście, którą często wymieniał autor pamiętnika, szczególnie zaś pomnik hrabiego de Plélo. Odsłonięty został w roku 2014 i znajduje się tuż przed mostem wiodącym do twierdzy, po lewej stornie, niedaleko przystanku tramwaju wodnego. Warto się przy nim zatrzymać i wspomnieć Francuzów, którzy w roku 1734 przypłynęli, walczyli i umierali za Gdańsk.

Opinie (40) ponad 10 zablokowanych

  • Polacy walczyli o Wolną Niepodległą Republikańską Polskę ! (1)

    Reszta nas nie interesuje !

    • 1 4

    • Kiedy walczyli?

      • 1 0

  • Pracownik muzeum zapomina podać źródła grafik? Nie pierwszy raz! (9)

    śliska sprawa, bo wątpię,aby był ich właścicielem

    • 12 23

    • tyle, że właścicielem "praw" - to można być do 90lat (3)

      a potem jest to dobro publiczne - dla każdego do użycia za free!!!

      • 13 2

      • Tu się kłania brak warsztatu, Jan Daniluk czy Jarosław Kus nie mają z tym problemu,a też korzystają z domeny publicznej (1)

        Digitalizacja też jest dziełem jakiejś osoby. Utrzymanie archiwalium w dobrej kondycji też jest dziełem konserwatorów. To instytucja kultury decyduje co idzie do domeny publicznej. Dlatego podaje się przynajmniej z jakich zbiorów obraz pochodzi.

        • 3 4

        • Ale roszczeniowcy nie kumają domeny publicznej.
          Za to znają kalkulację ryzyka przy wyrzucaniu śmieci w lesie i bezkarność sikania w ganki.

          • 0 1

      • AD "tyle, że właścicielem "praw" - to można być do 90lat"

        Widzę, że autor powyższego postu nie rozróżnia praw autorskich, praw majątkowych, praw osobistych.

        • 3 7

    • Jakby tak autorzy podawali konkretnie skąd biorą ilustracje a nie podpisywali enigmatycznie "domena publiczna", to okazałoby się, że połowa obrazków wcale w tej domenie się nie znajduje

      • 1 6

    • (2)

      Jaki pracownik, taki artykuł... ;)

      • 1 9

      • przy takich czytelnikach to i serwowane g#no-czekoladą (1)

        • 4 1

        • znowu leków nie wziąłeś ...

          • 5 0

    • "Domena publiczna"

      Ciężko ogarnąć taki fakt

      • 6 2

  • Swietny artykul. Dziekuje.

    • 12 1

  • Francuzi (4)

    Na pomoc Niemcom przed Rosjanami walczącymi przeciw polskiemu królowi. Niezłe Kongo

    • 11 1

    • No dobrze (2)

      Ale gdzie dokładnie miała miejsce ta bitwa?

      • 2 2

      • Na ul. Pokoleń Lechii.

        • 2 2

      • To chyba

        Rejon dzisiejszego wjazdu do tunelu pod Martwą Wisłą

        • 5 0

    • Panie Krzysztofie

      W tak piękny i dostępny sposób przybliża Pan ważne tematy historyczne. Jest Pan wielkim mistrzem dla gdańskich przewodników.

      • 5 2

  • Się uśmiałem z tych Francuzów. Zupełnie jak Allo allo.

    • 10 1

  • a XXw ci sami francuzi, już nie zamierzali umierać za ten Gdańsk? (9)

    why?

    • 22 16

    • Bo minęło 200 lat i to nie byli ci sami Francuzi (7)

      A Polska z 1939 roku też nie była Polską z 1734 r.

      • 10 2

      • bo od połowy XXw franuskie czołgi miały tylko 5 biegów (5)

        jeden wolno w przód, i cztery szybkie do tyłu :))))))))))

        • 9 7

        • (4)

          hahahahahahaha, bo rozumiecie, Francuzi tylko uciekajo! :D
          ...
          Od połowy XXw. Francuzi prowadzili chyba najwięcej operacji militarnych z krajów zachodniej Europy, ewentualnie Wielka Brytania może konkurować.

          • 9 1

          • i wszystkie przegrane... (3)

            zresztą wszędzie to nie francuzi walczyli - a najemnicy z Legii Cudzoziemskiej

            • 4 5

            • I (2)

              Algierczycy i Senegalczycy

              • 2 0

              • fakt. ... walczyli z algerczykami (1)

                a ściślej francuski okupant w algerii, brutalnie zwalczał miejscowych powstańców

                • 1 2

              • Algierczycy

                I Senegalczycy wyzwalali Francję w ramach sił tzw Wolnych Francuzów

                • 2 0

      • Nie ci sami

        Lewacka rewolucja zgilotynowała króla i potem za grosz honoru nie mielim

        • 5 1

    • Zacznijmy od tego, że XVIII wieku umierali za króla, który kazał im walczyć o Gdańsk. Nie za Gdańsk.

      Porównanie jest nietrafione.

      • 8 0

  • paskudne gołębie :o) (1)

    dzięki za kolejny ciekawy artykuł

    • 9 1

    • Gołębie

      Dalej są w Gdańsku paskudne. Szkoda ze nie opisano walk o szaniec letni.

      • 4 0

  • Znając życie (1)

    i charakter tchórzliwych żabojadów druga nieoficjalna wersja o śmierci ambasadora z rąk krajanów jest bardziej prawdopodobna.Uciekali a mając na swojej drodze jedynego odważnego który ich zawracał...zabili go.

    • 10 2

    • Cos w tym

      jest. Już za pierwszym razem uciekli. a oficerek jeszcze próbował to tłumaczyć. I co to jest 2500 ludzi przeciw 30 tysiącom?

      • 3 1

  • Viva la France (1)

    • 12 13

    • Byle

      Nie Bonaparte; )

      • 3 1

  • Dobrze się czyta. (1)

    Czekam na kolejne teksty o historii.

    • 41 2

    • Konkret opowieść,

      Zbiera się na książkę ;) Mam nadzieję :)

      • 5 1

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

kalendarz historyczny

1867 Ignacy Kraszewski przybył do Gdańska opis Z dwudniową wizytą do Gdańska przybył znany pisarz Ignacy Kraszewski. W warszawskim czasopiśmie Kłosy opublikowano reportaż z odwiedzin.

Polecane wydarzenia

Sprawdź się

Wielki astronomiczny zegar wykonany przez Hansa Düringera w XV w. można podziwiać w kościele: