Tradycja obrażania rządzących jest znacznie starsza niż potyczki słowne bezdomnego Huberta H. ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim, czy kibiców piłkarskich z premierem Donaldem Tuskiem. Od twierdzy za nazwanie cesarza Wilhelma II hulaką i włóczęgą stróża Luckę uratował jedynie bystry adwokat.
Początek grudnia 1898 r. był tak ciepły, że ludzie na ulicach wciąż jeszcze nosili jesienne palta, zaś w koszarach na Biskupiej Górce wojsko wzięło się za porządki. Gdy jedni szorowali na dziedzińcu koszarowym stoły i krzesła, inni przy pompie czyścili swoje kurtki z drelichu. Wszyscy śmiali się przy tym i żartowali, więc pewno jedyną niezbyt z tego wszystkiego zadowoloną osobą był dozorca koszarowy Lucka. Przez pewien czas krążył po placu z założonymi do tyłu rękoma i mruczał coś pod nosem, w końcu jednak nie wytrzymał. Podszedł do tych przy pompie.
- Tylko wy mnie dziedzińca nie pobrudźcie... - powiedział, a tamci wybuchnęli gromkim śmiechem.
- Co ten stary gada! - rzekł do kolegów jeden z tych, którzy śmiali się najgłośniej. - Może dywany lepiej tutaj rozłóż! - rzucił w stronę dozorcy i żołnierze znowu zarechotali.
Lucka nie wytrzymał. - Wiecie co? Śmiejecie się jak monarcha - rzekł czerwony ze złości. - Monarcha jest jak hulaka i zapity włóczęga!
Tamci znowu zaczęli się śmiać, Lucka odwrócił się więc, odszedł parę kroków i znowu zawrócił.
- Monarcha u nas też taki... hultaj - oświadczył.
- To nie przystoi tak o najjaśniejszym panu mówić... - odrzekł któryś z żołnierzy, ale dozorca już nie słuchał. Odwrócił się i odszedł.
Całe to zdarzenie było zaledwie drobnym epizodem w życiu żołnierzy, pełniących służbę w koszarach na Biskupiej Górce. Nikomu nie mógł on wyjść na korzyść, więc pewno rychło poszedłby w niepamięć, gdyby nie jeden z obecnych wtedy na koszarowym dziedzińcu żołnierzy. Miał on jakieś tam pojęcie o prawie i wiedział, że ten, kto źle wypowiada się o monarchach, a zwłaszcza o miłościwie panującym cesarzu, podlega karze. Wystarczy tylko złożyć stosowne doniesienie.
Żołnierz dozorcy chyba zbytnio nie lubił, bo nie zastanawiał się długo. Złożył doniesienie i tym sposobem Lucka otrzymał pewnego razu wezwanie do sądu. Z ogólnie sformułowanego zarzutu wynikało, że prokuratura oskarżała go o obrazę majestatu.
Lucka zbyt lotnego umysłu nie miał, ale szczęście mu sprzyjało. Los przydzielił mu na obrońcę adwokata o odpowiednio lotnym umyśle. Mecenas Bielewicz wiedział, jak wybawić swego klienta z niezręcznej sytuacji.
- Sprawa, panie Lucka, jest do wygrania - pocieszał przestraszonego dozorcę. - Sąd uniewinni chyba pana, musisz pan jednak podczas procesu jak najmniej mówić.
- Aha. Nie mam mówić - Lucka pokiwał głową
- Mówić proszę tylko jak zapytają.
- Aha. Tylko jak zapytają...
- Jak zapytają czy przyznajesz się pan do winy, to proszę stanowczo zaprzeczyć.
- Aha. Zaprzeczyć...
- W najgorszym wypadku poprosisz pan o łagodny wymiar kary...
- Aha. Prosić o łagodny wymiar kary...
- W przypadku waszej, panie Lucka sprawy, będzie to co najwyżej kilka dni twierdzy...
- Aha. Co najwyżej kilka dni twierdzy...
- Zrozumiał mnie pan, panie Lucka? - zapytał dla pewności Bielewicz.
- Zrozumiałem. Co najwyżej kilka dni twierdzy... - Lucka pokiwał głową.
Lucka sądzony był przez gdańską I Izbę Karną w dniu 2 maja 1899 r. Powołując się na zeznania denuncjatora prokurator dowodził, że słowa, które oskarżony wypowiedział na placu koszarowym w dniu 3 grudnia 1898 r. odnosiły się do cesarza Niemiec Wilhelma II.
- Uważam, że oskarżony dopuścił się świadomej obrazy majestatu - zakończył dłuższe wystąpienie. - Dlatego domagam się kary sześciu miesięcy więzienia oraz utraty praw honorowych na rok czasu.
- Kolega się myli. Nie było żadnej obrazy cesarskiego majestatu - zaoponował obrońca Bielewicz. - Mówiąc o "monarchach" oskarżony nie miał bynajmniej na myśli cesarza...
- Kolega chyba żartuje - prokurator przerwał mu z ironią. - Cesarz Wilhelm jest monarchą, więc obelga jego dotyczyła.
- Szanowny kolega się myli. Jestem w stanie dowieść, że w niektórych rejonach Niemiec określenie "monarcha" używane jest w znaczeniu wypowiedzianym przez oskarżonego.
- Jestem ciekaw jak kolega chce tego dowieść?
- To proste. Ja też mam swojego świadka - obrońca uśmiechnął się tajemniczo i na jego wniosek powołano nowego świadka.
Na salę rozpraw wszedł schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku.
- Zechce pan powiedzieć sądowi, z jakiej prowincji Rzeszy pan pochodzi - poprosił Bielewicz.
- Pochodzę z prowincji Szlezwik-Holsztyn.
- W jakim znaczeniu jest tam używane słowo "monarcha"?
- Wyraz ten ma u nas szereg znaczeń, ale w mowie potocznej oznacza najczęściej starego wałkonia... - odrzekł tamten i nawet przewodniczący sądu nie mógł powstrzymać się przed uśmiechem.
- Bardzo panu dziękuję. Nie mam więcej pytań. To, co świadek zeznał, wystarczy by dowieść, że oskarżony daleki był od zamiaru obrazy majestatu... - odparł Bielewicz i postawił wniosek o wyrok uniewinniający.
- Nie tak szybko, panie kolego... - zaoponował prokurator. - Żołnierz, który miał okazję być świadkiem popisu oratorskiego pana Lucka zeznał, że wyraźnie mówił on o miłościwie nam panującym cesarzu. Może więc lepiej będzie zapytać oskarżonego o to, co chciał wtedy powiedzieć?
- Nie mogę mówić za wiele... - wyszeptał Lucka.
- Musi oskarżony zeznawać, jeśli sąd tego zażąda...
- Aha. Muszę zaprzeczyć...
- Czemu oskarżony zaprzecza?
- Ja o łagodny wyrok proszę...
- O jaki wyrok oskarżony prosi? - zapytał zdziwiony przewodniczący.
- Co najwyżej o kilka dni twierdzy...
- Oskarżony przyznaje się więc do winy? - nawet prokurator osłupiał.
Lucka zgłupiał kompletnie. Nie wiedział, co odpowiedzieć, prokurator ponowił więc wniosek o karę sześciu miesięcy więzienia. Na szczęście przewodniczący sądu był innego zdania.
- Na podstawie tego, co zdążyłem zauważyć - zaczął - stwierdzam, że oskarżonemu obcy jest jednak nikczemny sposób myślenia. Dlatego uwalniam dozorcę Lucka od zarzutu świadomej obrazy cesarskiego majestatu...
Chciał już zamknąć posiedzenie, ale na koniec zwrócił się jeszcze do oskarżonego.
- A tak między nami, panie Lucka... Dam panu jedną radę. Lepiej, jeśli na przyszłość będzie pan trzymał język na wodzy.










Paweł Pizuński 









Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.