Najczęściej czytane

kalendarz historyczny

2002
Otwarcie Domu Holenderskiego »
Dom Holenderski przy Długim Targu 33 - 34 zainaugurował swoją działalność. Obecnie w budynku znajduje się siedziba konsulatu, sale wystawowe i restauracja.

wiadomości

podziel się na Facebooku dodaj kanał RSS prześlij artykuł drukuj artykuł
Wybrana mała czcionka

Kupiec gdański w XVII wieku - szkic do portretu

XVII-wieczni gdańscy kupcy w porcie na obrazie XIX malarza Wojciecha Gersona.

XVII-wieczni gdańscy kupcy w porcie na obrazie XIX malarza Wojciecha Gersona.

Stanowili o potędze XVII-wiecznego Gdańska. Przyczynili się do jego rozkwitu i gospodarczej prosperity. To ich umiejętności, energia, wiedza, talent, odwaga, znajomość języków, ludzi i rynków decydowały o rozkwicie nadmotławskiego grodu w wielu sferach życia, nie tylko ekonomii. Czas na kilka słów prawdy o dawnych gdańskich kupcach.



Panorama XVII-wiecznego Gdańska.

Panorama XVII-wiecznego Gdańska.

W XVII wieku obrót towarów był o wiele bardziej skomplikowany niż dziś. Bez telefonów, faksów, maili, bez giełdy i Internetu, ówczesny kupiec niezależnie od tego czym handlował nie miał lekko, a można nawet powiedzieć, że miał wyjątkowo ciężko.

Musiał być i był jednocześnie ekspertem od jakości towarów, specjalistą od rachunkowości, prawa, był przedstawicielem handlowym, negocjatorem, bankowcem i znawcą monet.

Gdy o wspólnej europejskiej walucie jeszcze nikt nie marzył, rynek monetarny był jak dżungla. Wciąż zmieniająca się zawartość złota i srebra w monetach, jednostki obrachunkowe istniejące wyłącznie na papierze (grzywna pruska) i ogólny brak stabilizacji powodował, że kupiec bardzo często popełniał obliczeniowe błędy. Pomagał sobie co prawda abakusem, czyli prymitywnym liczydłem w postaci deski z wyżłobionymi rowkami, na którym liczyło się przez odpowiednie przekładanie kamyków, ale to nie była zbyt wielka pomoc.

Od 1538 roku znany był w Gdańsku podręcznik rachunków napisany przez rachmistrza Erharta von Ellenbogena. Autor pisze we wstępie co było powodem powstania książki:

"Ja, Erhart von Ellenbogen, mieszczanin i przez czcigodną i mądrą Radę w królewskim dobrym mieście Gdańsku zatwierdzony rachmistrz, życzę tobie, Marcinie von Ellenbogen, mojemu kochanemu synowi wraz ze wszystkimi miłośnikami tej szlachetnej, wolnej, użytecznej sztuki rachunków, wiele szczęścia i długiego zdrowia - zauważyłem, że książki ludzką pamięć utrzymują, przeto tę książkę napisałem. Zauważyłem, że nie wydrukowano książek rachunkowych na naszą obiegową monetę, przeto tę książkę napisałem [...] Dzieło świadczy o mistrzu, a tym, co plotą głupstwa, niech będzie hańba; i aby to każdy wiedzieć mógł, że ja wszystkich sławnych rachmistrzów sposób, umiejętność i sztukę znam."

W 1589 wyszedł kolejny podręcznik do rachunkowości, opracowany przez gdańskiego nauczyciela, Sebastiana Gamersfeldera. Adepci trudnej sztuki liczenia mogli rozwiązywać zadania o statku płynącym z Gdańska do Lizbony z różnymi towarami i przygodami podczas rejsu, a na koniec musieli odpowiedzieć na najważniejsze dla kupca pytanie: Ile zyskał? Ile stracił?

Jeśli założymy, że kupiec miał matematykę w małym palcu i podręcznikowe zadania nie stanowiły dla niego problemu, jego szanse na sukces zaczynały wzrastać. Musiał jeszcze tylko poznać się nieco na astronomii i gwiazdach, nawigacji, fizyce i mechanice. Bo cóż po obliczeniach ewentualnych zysków, gdy cały ładunek zalegnie na dnie morza?

Kupiec miał swoje biuro, zwane kantorem. Oprócz wspomnianych ksiąg, miał też wiele innych bardzo potrzebnych do pracy urządzeń, przyrządów i dokumentów. Najważniejsza, to leżąca zwykle na honorowym miejscu i chowana przed okiem wścibskich gości, wielka księga kupiecka. Tu zapisywane są wszelkie operacje handlowe, nazwiska dłużników i wierzycieli, przychód i rozchód całej gotówki, na oddzielnych kontach, tak jak to wymyślili sprytni Wenecjanie.

Księga kupiecka to nie tylko cyfrowy zapis operacji, to też dziennik życia kupca. Kupiec notuje w niej narodziny dzieci, chrzty, śluby, pogrzeby. I wszystko inne co wydaje mu się istotne. Z czasem do niektórych kupieckich ksiąg wkrada się chaos, kilogramy zboża obok ilości dzieci, debet obok pogrzebu teściowej. Stąd pojawiają się księgi i mniejsze zeszyty pomocnicze. Książka towarów, książka długów, dziennik, książka kosztów.

Kupiec nie siedział całymi dniami w kantorze. Jego żywiołem był ruch, ciągłe zmiany, sprawy, rozmowy, spotkania z agentami, pośrednikami, maklerami. Centrum biznesowym był Długi Targ ze szczególnym uwzględnieniem okolic Dworu Artusa. Ważnym i niemal codziennie odwiedzanym miejscem był port, gdzie można i trzeba było dopilnować załadunku, pracowników, zorientować się w cenach i informacjach ze świata. Tu ruch był nieustanny, przybijały i odpływały statki z Niderlandów, Anglii, Szkocji, Francji. Czasem wpływały całe flotylle, kilkadziesiąt statków wypełnionych towarami z całej Europy.

A statek czasem tonął, wpadał na skały albo mieliznę. I na nic zdały się lata nauki, biegłość w rachunkach, językach i szerokie horyzonty myślowe. Kupiecki fach był jednym z najtrudniejszych, najbardziej ryzykownych zajęć w tamtym czasie. Jeśli nie burza, to wojna, jeśli nie wojna to piraci.

Żeby zmniejszyć ryzyko, kupcy zakładali spółki, a wówczas i zysk, i strata były dzielone. Najpierw były to spółki rodzinne. Bracia, kuzyni, ojciec z synami, łączyli siły aby wspólnie kupić towar poszukiwany za granicą - np. zboże albo drzewo - razem zorganizować transport, a za uzyskane pieniądze kupić inny towar poszukiwany w Gdańsku - np. sukno, sól czy piwo. Spółki zawiązywali też całkiem obcy sobie ludzie. Bywało, że kupcy mieszkający w różnych miastach łączyli się w spółkę z szlachcicem właścicielem folwarku. Tworzyły się różna formy powiązań handlowych, nici zależności, np. "Do wiernych rąk" albo "Vera Societas".

Czasem dochodziło do nieporozumień i konfliktów, a nawet spraw sądowych.

Tak było choćby w roku 1610, kiedy to Henryk Dreiher wytoczył sprawę Janowi Kosickiemu, swemu agentowi, któremu udzielił wcześniej pełnomocnictw i wystawił weksle, a ten uciekł za granicę z pieniędzmi. Jeszcze gorzej zachował się agent Jakub Schulc, który w 1615 roku, nie dość że okradł swego szefa, Marcina Kramera, to dodatkowo uwiódł mu córkę i uczynił dziadkiem.

Kupiec, któremu szczególnie dobrze wiodło się w interesach, mógł się wybić ponad swój stan: mógł się zająć polityką, zostać rajcą, burgrabią, decydować o życiu politycznym miasta. Jednym słowem przejść do klasy wyższej, czyli patrycjatu. Większość kupców nie miała takich aspiracji, analiza XVII-wiecznych dokumentów, na przykład pośmiertnych spisów ruchomości dowodzi, że dom zamożnego kupca, pod względem wyposażenia, mebli, naczyń, dzieł sztuki, urządzeń do higieny, nie różnił się znacząco od domu patrycjusza.

Ale o tym w innej opowieści.

sortuj: rosnąco  | pokaż widok standardowy

opinie (razem: 14)

zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 3085322 2012-02-03 08:35 Porównanie na gorsze dla czasów dzisiejszych. (2)

Bez telefonów, faksów, maili, bez giełdy i Internetu, ówczesny kupiec niezależnie od tego czym handlował nie miał lekko, a można nawet powiedzieć, że miał wyjątkowo ciężko. Ale wszystko działało lepiej niz dziś przy udziale telefonów, faksów maili i internetu. To było na tyle proste ze nie było zbyt wielu posredników którzy tak jak dzis stwarzaja celowy bałagan tak aby podbić ceny wielokrotnie.

12

popieram opinię 4 / nie zgadzam się 3
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 3085326 2012-02-03 10:12 w handlu dalekomorskim było (1)

zdecydowanie więcej pośredników ceł i opłat... W XVI wieku cena pieprzu w detalu w Polsce była gigantyczna, myślę że mogła zbliżać się do równowartości złota o tej samej wadze. Czyli był on setki razy droszczy niż obecnie. Właśnie te faksy, maile, giełdy itp spowodowały spadek cen. Mało kto akceptuje fakt, że jeszcze 6 -7 pokoleń temu miało kto miał wiecej niż 3 - 4 komplety ubrań, myto się rzadko nie używano dezodorantów ;).

popieram opinię 3 / nie zgadzam się 2

zgłoś do moderacji opinię 3085327 2012-02-03 11:44 mineły setki lat więc, wtedy koszt wysłania statku po pieprz był o niebo wiekszy. Bo to nie był kontenerowiec, tylko jakaś

krypa żaglowa.. Ale nie było tylu pośredników i cwaniaków którzy nic nie robiąc kasują miliony. Dla przykładu dziś ubranie lub butu nosisz średnio kilka miesiecy a kiedyś całe lata. Jakśc wyroby była odpowiednia do ceny, nie do mody.

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 0
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 3085323 2012-02-03 09:48 (1)

Polecam Fatum - książke pana Rowickiego i koniecznie - Gdański Depozyt Piotra Schmandta!

Alka

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 3085324 2012-02-03 09:48

Jako uzupełnienie info w temacie artykułu :-)

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 3085325 2012-02-03 10:08 agent Kosicki, agent Shulc

a gdzie komisja śledcza? to przecież sprawa dla specjalnego zespołu sejmowego... tylko on wyjaśnie te moralną katastrofę XVII wiecznych kupców....

popieram opinię 2 / nie zgadzam się 2
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 3085328 2012-02-03 11:58 von Gdański (2)

Pewnie narażę się wielu nacjonalistom i wogle ale uważam ze temu miastu przydało by się wtłoczenie niemieckiej krwi bo może by coś się by ruszyło z kulturą i gospodarką i nie było by tego Polactwa ala "granie na siebie" które niszczy wszelkie inicjatywy gospodarcze , kulturalne , społeczne - przypomina Miasto było oddane Rzeczpospolitej - w Warszawie wciąż są nie uregulowane długi za pomoc jaką to miasto udzielało podczas wojen polskiemu królowi- i było w 86 % złożone z niemców reszta to Holendrzy , Anglicy , Szkoci, Polacy itd

von Gdański

popieram opinię 4 / nie zgadzam się 4
zobacz cały wątek ukryj wątek

zgłoś do moderacji opinię 3085331 2012-02-03 12:31 Idź dalej czytać GW i Dziennik Bałtycki (1)

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 2

zgłoś do moderacji opinię 3085339 2012-03-19 22:17 co to ma do rzeczy?

to te tytuły właśnie wspomagają tą opisaną wizję, jakiejś dziwnej wiecznopolskości Gdańska...

danziger

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 3085329 2012-02-03 12:25 Gdańsk jest piękny,zabytkowy,lecz bardzo niebezpieczny.

popieram opinię 3 / nie zgadzam się 3

zgłoś do moderacji opinię 3085330 2012-02-03 12:26 Gdańsk jest piękny,lecz bardzo niebezpieczny.

Gdynianin

popieram opinię 3 / nie zgadzam się 4

zgłoś do moderacji opinię 3085332 2012-02-03 12:33 Gdańsk się rozwijał

bo nie było ZUS-u, GUS-u biurokracji, prawnikóe, przerośniętych podatków i tego całego guana

otco

popieram opinię 6 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 3085333 2012-02-04 00:59 TO BYL GDANSK MIEDZYNADWY

popieram opinię 1 / nie zgadzam się 0

zgłoś do moderacji opinię 3085334 2012-02-04 01:01 TO BYL GDANSK:

popieram opinię 0 / nie zgadzam się 1

dodaj swoją opinię